Charyzmat oblacki a doświadczenie polskiej pracy parafialnej

Międzynarodowy Kongres „Oblacki Charyzmat w Kontekście” – Obra 30.06-03.07.2015

Bardzo dziękuję za zaproszenie i cieszę się, że mogę uczestniczyć w tym kongresie, zarówno w jego wymiarze regionalnym, jak i międzynarodowym. Tym bardziej się cieszę, że dziś będę mógł przedstawić kontekst realizacji charyzmatu św. Eugeniusza, mojego i naszego charyzmatu, realizowanego w doświadczeniu polskiej pracy parafialnej, z uwzględnieniem uwag, o których poniżej.

I. Perspektywa mojego spojrzenia

Swoje wystąpienie chciałbym oprzeć o doświadczenie oblackiego posługiwania, jako Misjonarz Oblat Maryi Niepokalanej z 15. letnim stażem kapłańskim (święcenia kapłańskie przyjąłem 17.06.2000 roku w Obrze). Jestem 22. lata w zgromadzeniu (nowicjat na Świętym Krzyżu rozpocząłem 01.09.1993 roku), w tym 21. lat realizując poprzez śluby drogę rad ewangelicznych (pierwsze śluby złożyłem 08.09.1994 roku na Świętym Krzyżu) a od profesji wieczystej minęło już 17 lat (śluby wieczyste złożyłem 08.09.1998 roku w Obrze). Cały ten czas pracuje w Polskiej Prowincji Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej.

Moje doświadczenia to spojrzenie z 3. różnych, ale wzajemnie uzupełniających się, perspektyw na tę samą rzeczywistość, związaną z szeroko pojętą pracą parafialną polskich oblatów na terenie naszego Kraju: duszpasterza parafialnego (12 lat), misjonarza ludowego-rekolekcjonisty (od 3 lat) i przełożonego wspólnoty zakonnej (od roku).

Najpierw przez 12. lat bowiem byłem duszpasterzem, posługując kolejno w Iławie (2000-2002), Kodniu (2002-2003), Wrocławiu (2003-2006) i najdłużej w Kędzierzynie-Koźlu (2006-2012).

Po tym czasie na prośbę o. Prowincjała Ryszarda Szmydkiego OMI i zgodnie z perspektywami wyznaczonymi przez niego, że po 12. latach pracy oblat powinien zmienić rodzaj posługi, zostałem misjonarzem ludowym-rekolekcjonistą, pracując kolejno w Poznaniu (2012-2014) i Iławie (od 2014).

W tym czasie o. Andrzej Korda OMI, pełniący obowiązki prowincjała, powierzył mi pieczę przełożonego nad naszą wspólnotą zakonną w Iławie (od 2014), co sprawiło że na niektóre sprawy trzeba było przestać patrzeć z perspektywy podwładnego a zacząć spoglądać z perspektywy odpowiedzialnego za duchową i materialną sferę naszego oblackiego posługiwania we wspólnocie.

Nie chciałbym się jednak ograniczać tylko do doświadczenia pracy typowo parafialnej, ale z tej potrójnej perspektywy ująć całe bogactwo posługiwania parafialnego w naszych wspólnotach zakonnych w Polsce, wraz z doświadczonymi przeze mnie elementami wnoszonymi w to duszpasterstwo przez misjonarkę ludową czy duszpasterstwa specjalistyczne wśród ubogich o różnych obliczach (młodzież, więźniowie, chorzy, itp.).

Znamienny jest dla mnie w tym kontekście przykład moich przyjaciół, polskich werbistów, którzy porzucili duszpasterstwo parafialne na rzecz zaangażowania „ad gentes”, a co za tym idzie przestali być znani i stracili swoją dynamikę, gdyż zaczęło brakować powołań i dziś mają ogromne problemy personalne. Dlatego nie zamierzam wylewać dziecka z kąpielą i nie będę twierdził, że praca parafialna nie mieści się w jedynym z typów naszego charyzmatu a moje doświadczenia pokazują na konkretnych przykładach, że jest wręcz odwrotnie.

II. Elementy charyzmatu oblackiego

W swoich rozważaniach chciałbym oprzeć się na wyznacznikach oblackiego charyzmatu, jakie proponuje „Słownik Wartości Oblackich” w haśle „Charyzmat”1, powołując się w tym względzie na kongres dotyczący oblackiego charyzmatu z 1976 roku2. Wymienia on jako elementy tegoż charyzmatu, zresztą większość z nich została szczegółowo opisana w tymże słowniku, 9. punktów: Chrystus3, Ewangelizacja4, Ubodzy5, Kościół6, We wspólnocie7, Życie zakonne8, Maryja9, Kapłani10 oraz Najpilniejsze potrzeby11.

Będę chciał właśnie w tej perspektywie umieścić swoje osobiste doświadczenie charyzmatu oblackiego, realizowanego w polskim kontekście, a wraz z tą refleksją wskazać na plusy i minusy, jakie dostrzegam w jego realizowaniu w oblackiej pracy parafialnej w Polsce, a właściwie szerzej, naszej pracy duszpasterskiej.

1. Chrystus [Jezus i Jego Krzyż]

Centrum posługiwania, zgodnie z doświadczeniem św. Eugeniusza z Wielkiego Piątku, jest spotkanie z Jezusem Chrystusem i Jego krzyżem. Dlatego chyba charakterystycznym naszym rysem jako Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, jest koncentracja tych, którzy nas otaczają i którym posługujemy wokół Jezusa Chrystusa i Jego krzyża a nie wokół konkretnego oblata, który prowadzi takie a nie inne dzieło12.

Choć czasem praktyka naszego polskiego duszpasterstwa pokazuje, że dzieje się inaczej, gdy jakaś wspólnota powierzonych nam ludzi jest praktycznie objęta „monopolem” konkretnej osoby (osobne sprawowanie sakramentów tylko dla tej grupy, izolowanie jej od innych wspólnot i grup parafialnych czy szerzej diecezjalnych lub ogólnopolskich czy rezerwowanie sobie wyłączności w spowiadaniu „swoich”) a bez swojego „guru” umiera i przestaje istnieć, ze szkodą dla tych ludzi, którzy tam się zaangażowali i nas, jako Zgromadzenia.

W tym kontekście przeżyciem dla mnie, wszędzie gdzie pracowałem, zarówno gdy w niej uczestniczyłem jak i ją celebrowałem, była liturgia Męki Pańskiej w Wielki Piątek z ukazaniem i adoracją krzyża, czyniona zawsze bez pośpiechu, aby to doświadczenie wybrzmiało we wszystkich uczestnikach tej uroczystej liturgii wieczornej w Wielki Piątek, tak jak to miało miejsce w życiu św. Eugeniusza.

Znakiem wyróżniającym nas jako oblatów jest nasz charakterystyczny strój z krzyżem oblackim na widocznym miejscu za pasem, jako jedynym elementem wyróżniającym go od stroju duchownych diecezjalnych. Także i w moim wypadku ten właśnie znak zdecydował o moim pierwszym zainteresowaniu Misjonarzami Oblatami Maryi Niepokalanej, kiedy o. Andrzej Madej OMI i śp. o. Stanisław Wódz OMI głosili misje święte, w ówczesnej mojej rodzinnej parafii św. Jana Chrzciciela w Lesznie.

Sam starałem i staram się zawsze czy to w czasie posługiwania (m.in. Msza, spowiedź, biuro parafialne, katecheza, spotkania grup duszpasterskich) czy reprezentowania Zgromadzenia na zewnątrz przy różnych okazjach (m.in. spotkania z Biskupem, w parafiach zastępstw, prowadzonych rekolekcji i misji) nie zaniedbywać tego istotnego „wizualnego” elementu. Przy dłuższych spowiedziach indywidualnych (m.in. studentów i małżonków na rekolekcjach dla grup małżeńskich oraz w czasie spowiedzi powiązanej z kierownictwem duchowym), naśladując naszą oblacką tradycję13 staram się dawać w dłonie penitentowi oblacki krzyż.

Kiedy regularnie w Poznaniu jeździłem spowiadać do jednej z parafii, to zawsze krzyż oblacki umieszczałem na półce na drzwiach do konfesjonału, by był widoczny dla wszystkich penitentów i by mogli go po spowiedzi ucałować. Czynili to także inni posługujący tam współbracia i robiło to na wielu spore wrażenie i można było usłyszeć od nich słowa podziękowania za zwrócenie uwagi na znak zbawienia, jakim jest krzyż, na którym Jezus Chrystus „Baranek Boży” zgładził grzechy świata. Wiem też dobrze z bezpośrednich relacji, jak ministranci w naszych oblackich parafiach oraz młodzież uczestnicząca w rekolekcjach powołaniowych doceniają, gdy mogą nosić oblacki krzyżyk na koszulce lub na stroju liturgicznym.

Doświadczenie prowadzonych już misji podpowiada mi, jak wielkim przeżyciem dla uczestniczących w nich ludzi, jest adoracja krzyża w piątek i uroczystość ustawienia odnowionego krzyża misyjnego na zakończenie misji świętej. Czasem w czasie misji stosowaliśmy z o. Michałem Tomczakiem OMI wizualne elementy ewangelizacyjno-przeżyciowe. Całując duży krzyż oblacki z relikwiami św. Eugeniusza de Mazenoda mogli na zakończenie nabożeństwa zabrać do domu mały gwóźdź, znak swoich grzechów i jednocześnie wielkiej miłości Boga, który oddał za nas swoje życie.

Ludzie adorujący krzyż mogli usłyszeć słowa Jezusa z flamandzkiego krzyża, znalezione przez o ile wiem przynajmniej dwóch naszych współbraci, gdzie z wysokości tego krzyża w 1623 roku Jezus miał powiedzieć: „Ja jestem Światłem, ale wy Mnie nie widzicie; / Ja jestem Drogą, ale wy nie idziecie za Mną; / Ja jestem Prawdą, ale wy Mi nie wierzycie; / Ja jestem Życiem, ale wy Mnie nie szukacie; / Ja jestem Nauczycielem, ale wy Mnie nie słuchacie; / Ja jestem Głową, ale wy nie jesteście Mi posłuszni; / Ja jestem Bogiem, ale wy się do Mnie nie modlicie; / Ja jestem Przyjacielem, ale wy Mnie nie kochacie; / Jeśli jesteście nieszczęśliwi, nie róbcie Mi z tego powodu wyrzutów!”.

W tym całym kontekście tym bardziej dziwnym wydaje się, że mimo zalecenia „Konstytucji i Reguł”14 oraz nakazu „Dyrektorium Polskiej Prowincji”15 iż krzyż stanowi integralną część naszego stroju zakonnego oraz posługi i głoszenia Ewangelii, wielu ze współbraci dyspensuje się od jego zakładania w czasie posługiwania w kościele na Eucharystii i w czasie sakramentu pokuty i pojednania czy też prowadzenia w szkole katechezy dla dzieci i młodzieży lub przy innych okazjach. Czasem nawet niektórzy ludzie świeccy wyrażają po latach zdziwienie, że w tym miejscu pracują zakonnicy, bo cały czas po stroju i sposobie bycia myśleli, że są to księżą diecezjalni, a dopiero nowa „ekipa” domu zakonnego zaczęła nosić pełny strój oblacki.

2. Ewangelizacja

Zawiera się ona w elementach ewangelizacyjnych „ad intra” i „ad extra”, ale także w pewien sposób znajduje swoje odzwierciedlenie na szkolnej katechezie, gdzie obecnie w polskiej rzeczywistości tylko 1/3 dzieci i młodzieży jest z domów prawdziwie żyjących wiarą, a pozostałe 2/3 to tylko ochrzczeni a w domu wiary się nie praktykuje lub jedynie traktuje się ją w sferze tradycji czy swego rodzaju folkloru.

Św. Jan Paweł II w Encyklice „Redemptoris missio”, powstałej przy sporym udziale naszego śp. o. abp. Marcello Zago OMI, wymienia współczesne kierunki ewangelizacji: otoczenie troskę duszpasterską wiernych już żyjących wiarą oraz nową ewangelizację niepraktykujących, ale także pierwsza ewangelizacja tych, do których ewangelia jeszcze nie dotarła, choć żyją na terenach przynajmniej nominalnie „chrześcijańskich” oraz tych, którzy Chrystusa już poznali, ale Go odrzucili, choć żyją w kulturze przesiąkniętej wartościami ewangelicznymi16.

Ważnym elementem są też współczesne areopagi misyjne: wielkie ośrodki miejskie, ludzie młodzi, migracja, obszary nędzy, środki społecznego przekazu, zaangażowanie na rzecz pokoju, rozwoju i wyzwolenia ludów, praw człowieka i narodów, kultura, prace badawcze, stosunki międzynarodowe17. Podejmowane konkretne próby docierania do tych oddalonych od Kościoła i wiary oraz zagospodarowania współczesnych areopagów znajdą swoje dopełnienie także przy podejmowaniu tematu ubogich, do których jesteśmy posłani.

Elementem ewangelizacyjnym w naszych czasach jest także posługa spowiedzi czy w stałym konfesjonale18, gdzie przychodzą także ludzie, którzy często daleko są od wspólnoty Kościoła, a ich jedyny kontakt z kapłanem to konieczność podpisania kartki ze spowiedzi bo mają być np. rodzicami chrzestnymi. Jest to trudna, ale jednak okazja, aby spróbować nawiązać rozmowę, mającą na celu poznanie przez penitenta Bożej miłości i krzyża Chrystusa. Czasem, jak wiem z własnego doświadczenia to się udaje, ale czasem nie, gdyż tajemnicą pozostaje wolność danego człowieka, do którego czasem żadne słowo nie dociera i nie chce on otworzyć się na łaskę Boga.

Owoce swoje przynosi także dobra praca w parafii z młodymi, zaangażowanymi w różnego rodzaju grupy, animacja powołań poprzez działalność centralnego Sekretariatu Powołań z 2 etatowymi „powołaniowcami” i referentami w terenie a na poziomie prowincji zaangażowania się w inicjatywy Centrum Młodzieży „Niniwa” z propozycją, jaka adresowana jest do młodych, na co wskazuje bardzo mocno nasze prowincjalne „Dyrektorium”19.

Z własnego doświadczenia, posługiwania przez 3. lata jako duszpasterz akademicki w DA Frassati we Wrocławiu wiem, jak niezmiernie ważnym elementem jest towarzyszenie im na drodze wiary ale i w zwykłym codziennym życiu. Absorbowało to mnie bardzo, kiedy trzeba było być ze studentami każdego wieczoru na innym spotkaniu, czasem także na wspólnym gotowaniu kolacji, by móc nawiązać relację, które umożliwiały „oswojenie”, nabranie zaufania, a w konsekwencji pracę formacyjną i pomoc w duchowym kształtowaniu swojego życia. Wiele z tych kontaktów jest żywych do dziś, choć oni już skończyli studia i prowadzą działalność zawodową. Dziś niektórzy z tych, który wtedy przewinęli się przed duszpasterstwo akademickie tworzy już swoje szczęśliwe rodziny, pewnie też i dzięki temu czego doświadczyli w tej specyficznej wspólnocie akademickiej.

Drugim moim doświadczeniem wrocławskim było zaangażowani w rozważanie Słowa Bożego na zbliżającą niedzielę w regionalnym programie katolickim TVP Wrocław, gdzie co 2 tygodnie miałem od 1,5 do 3 minut, by odczytać fragment niedzielnej Ewangelii i ją omówić. To doświadczenie m.in. nauczyło mnie, że nie chodzi o wiele słów, ale o sedno, „esencję” Bożego Słowa skierowanego do człowieka. Szczególnym momentem było jednak spotkanie z zespołem tworzącym program, gdzie część z tych osób była oddalona od wiary i Kościołem, a ich życie moralne dalekie było od ideałów ewangelicznych. Te indywidualne spotkania przy tworzeniu audycji, czy nawet przy wspólnej kawie, owocowały czasem dłuższymi spowiedziami w zaciszu telewizyjnych gabinetów. Także raz w miesiącu, z pomocą studentów z duszpasterstwa akademickiego, co stanowiło znowu owoc bycia z nimi, prowadziliśmy w niedzielny wieczór audycję dla młodzieży w Katolickim Radiu „Rodzina”, starając się w atrakcyjny sposób przekazać i pokazać wiarę lub wyjaśnić związane z nią dylematy, także w nowoczesnej oprawie muzycznej.

W posłudze misjonarzy ludowych taką dobrą okazją, ze względu na to, że ludzie pracują do późna, jest spotkanie w czasie „Apelu Jasnogórskiego” w okolicach godziny 20 czy 21, gdzie nie ma ograniczenia liturgią i można sobie pozwolić na nieco inną konwencję tego spotkania. W tym miejscu znajduje sie związane z naszą oblacką tradycją misjonarską „nabożeństwo ogłoszenia Praw Synaju – 10 Bożych Przykazań”, które w nieco innej formie próbowaliśmy wprowadzać na misjach z o. Michałem Tomczakiem OMI, gdy pracowałem w Poznaniu.

Początkowo w animacje tego nabożeństwa prosiliśmy młodzież parafii, ale nie zawsze jest to możliwe. Dlatego w przygotowaniu pomocy na podstawie poematu Marii Valtorty „O Bogu Człowieku”, gdzie wybraliśmy opowieść o Ojcu i dwóch synach oraz 10 pomnikach, które wyznaczają drogę do rodzinnego skarbu, pomogli nam klerycy naszego seminarium w Obrze. Po podłożeniu obrazu w prezentacji multimedialnej przyjęło to dość atrakcyjną formę, jakże inną od „znanych” przez ludzi nabożeństw (zastosowaliśmy je na misjach w Międzychodzie i Poznaniu).

Ważnym elementem ewangelizacyjnym w doświadczeniu parafialnym pozostaje także animacja misyjna poprzez aranżowanie odwiedzin misjonarzy, organizowanie patronatów misyjnych dla konkretnych dzieł lub promowanie już istniejących oblackich inicjatyw ze szczególnym uwzględnieniem animowania Przyjaciół Misji Oblackich w różnych kategoriach wiekowych, by oni później mogli misyjnie „ewangelizować” swoje środowiska. Tego aspektu doświadczyłem w Kodniu, kiedy przez krótki czas tam pracowałem i miałem pod swoją pieką grupę Przyjaciół Misji i z niektórymi osobami tam zaangażowanymi utrzymuję wciąż kontakt.

Sprawa ta pozostawia jednak wiele do życzenia na poziomie prowincji, w przypadku poszczególnych duszpasterzy, wskazując często na braki z czasów formacji podstawowej. Brakuje także celebracji okazji misyjnych czy promowania czytelnictwa „Misyjnych Dróg”, do czego zachęca „Dyrektorium”20, a co mogłoby stanowić okazję do ewangelizacji tych którzy są daleko, a chcą zaangażować się w formie wolontariatu w jakieś inicjatywy pomocowe czy misyjne.

3. Ubodzy

Na priorytet tego elementu charyzmatu, jako zainteresowania opuszczonymi, wskazują: nasz herb, „Konstytucje i Reguły”21 oraz „Dyrektorium Polskiej Prowincji”22. Zobowiązaniem są też słowa naszego rodaka św. Jana Pawła II, który w czasie jednej ze swoich pielgrzymek do Polski, przemawiając do duchowych i osób konsekrowanych stwierdził: „Pamiętajcie przeto: jesteście «z ludzi wzięci i dla ludzi ustanowieni» (por. Hbr 5, 1). To niesie ze sobą ogromne zobowiązanie. Zobowiązanie wobec Boga samego, wobec Kościoła, który wypracował ten kredyt zaufania do polskiego kapłana ofiarną służbą, nie raz przypłaconą nawet śmiercią męczeńską. Zobowiązanie wobec ludu, zwłaszcza wobec najuboższych. Musicie być wierni. Musicie być solidarni z narodem. Stylem życia bliscy przeciętnej, owszem, raczej uboższej rodziny [sic!]”23.

Cechą charakterystyczną oblackiego posługiwania duszpasterskiego w Polsce, w jego różnorodnym wymiarze, jest bycie blisko ludzi i ich problemów. Nie jest to ani moja opinia ani też nikogo ze współbraci należących do naszej prowincji, ale tzw. informacje zwrotne, jakie otrzymujemy od ludzi, którym posługujemy i z którymi spotykamy się na różnych płaszczyznach. Szczególnym doświadczeniem było to, kiedy wielokrotnie więźniowie, którzy przychodzą pracować do naszego klasztoru w Iławie podkreślali, że u nas czują się traktowani jak ludzie mimo swojego bagażu przeszłości, a czego w innych miejscach często nie doświadczają.

W tym kontekście, na podstawie doświadczeń w Iławie, sądzę, że ważne dla nich jest to, że jedzą razem z nami to samo co my jemy na codziennych posiłkach czy też to, że poświęcamy im czas w czasie przerw w pracy wspólnie z nimi pijąc kawę czy herbatę.

Elementem pracy z ubogimi w naszym polskim wymiarze jest duszpasterstwo więzienne24, które nie ogranicza się jedynie do posługi w zakładach karnych, ale obejmuje także oddziaływanie posługi więziennej na działania duszpasterskie w parafii. Pamiętam, jak o. Tadeusz Rzekiecki OMI, kapelan więzienny w Iławie, poprowadził drogę krzyżową z więźniami w kościele i jakie wywarła ona wrażenie na parafianach, którzy w niej uczestniczyli.

Takim samym doświadczeniem z Iławskiego podwórka stało się obmywanie nóg w Wielki Czwartek, do którego zostali zaproszeni więźniowie, z których jeden dopiero przygotowywał się do chrztu i obrzędy liturgiczne odkrywał jak małe dziecko i ciągle pytał „czym sobie na takie wyróżnienie zasłużył”. Podobna reakcja była wśród młodych ludzi z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, którzy też zostali zaproszeni do tego obrzędu: chłopacy i dziewczyny, a wszystko to w nawiązaniu go proroczych gestów papieża Franciszka.

Posługa więzienna jednak to nie tylko zajmowanie się więźniami, ale także personelem służby więziennej, gdzie często w warunkach Polskich są to ludzie dalecy od Kościoła, gdyż w związku z wykonywaniem zawodu na podstawie koligacji rodzinnych, a w czasach komunistycznych pracownikami mogli zostawać tylko ludzie przez władzę odpowiedni dobrani, jest to środowisko szczególnej ewangelizacji. Doświadczeniem z Iławy był fakt przygotowania poświęcenia sztandaru Zakładu Karnego, gdzie robiąc zwykłe próby do uroczystości można było być blisko z tymi ludźmi, aby – używając języka „Małego Księcia” – oni się oswoili, a zaproszenie ich na kawę i wspólne bycie razem spowodowało, że część z nich, kiedy została im dana ku temu okazja, przed uroczystością przystąpiła do sakramentu pokuty i pojednania.

Innym doświadczeniem stało się dla mnie uczestniczenie w Kędzierzynie-Koźlu przez 6. lat w wigiliach dla samotnych i ubogich, które były organizowane nie wcześniej, ale w sam dzień wigilijny o godzinie 15.00, aby rzeczywiście mogli oni przeżyć święta Bożego Narodzenia. Dopiero później po zakończeniu wigilii dla nich sami siadaliśmy do stołu z pozostałymi współbraćmi we wspólnocie. To samo miało miejsce w wypadku śniadania wielkanocnego organizowanego o poranku w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego. Za każdym razem przy do domu wyjściu każdy z nich otrzymywał paczkę, aby w kolejnych dniach miał także jedzenie.

Można było zauważyć, że ci ludzie, których często w ciągu roku spotykało się zaniedbanych i po spożyciu alkoholu potrafili tego dnia odświętnie się ubrać, a w czasie łamania się opłatkiem i dzielenia jajkiem widać było w ich oczach z jednej strony radość, a z drugiej łzy, że tych szczególnych dni nie spędzali samotnie. Te spotkania z ubogimi stanowiły także dobrą okazję do zaangażowania w przygotowanie tego wydarzenia ludzi świeckich ze wspólnot parafialnych, szczególnie ludzi młodych oraz możliwość współpracy z siostrami zakonnymi: Służebniczkami NMP, z którymi w Kędzierzynie-Koźlu stale współpracujemy.

Innym aspektem z pracy misjonarza ludowego jest organizowane w czwartki, w czasie misji świętej, nabożeństwo uwielbienia Jezusa w Eucharystii z adoracją Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, gdzie każdy z uczestniczących może podejść do monstrancji i jej się dotknąć oraz chwile powiedzieć o swoich sprawach Jezusowi. Rodziny podchodzą wtedy razem, osoby samotne indywidualnie. Zapraszamy na to nabożeństwo także pary niesakramentalne, które podchodzą do Jezusa razem i w tłumie, bez szczególnego osobnego spotkania dla nich, aby nie czuli się w jakikolwiek sposób napiętnowani czy stygmatyzowani. Dla wielu z nich jest to po wielu latach możliwość bycia tak blisko Eucharystii. Jestem człowiekiem dość twardym, ale kiedy w czasie tego nabożeństwa, stojąc za monstrancją, aby ją asekurować, słyszę co ci ludzie mówią Jezusowi, to w moich oczach pojawiają się łzy szczęścia, że w ten sposób mogli spotkać się z Jezusem Eucharystycznym, choć nie mogą go przyjmować w czasie Mszy świętej w Komunii Świętej.

Innym doświadczeniem stało się także wprowadzone przez o. Tadeusza Kala OMI w parafii św. Eugeniusza de Mazenoda w Kędzierzynie-Koźlu nabożeństwo do patrona parafii. W jego trakcie zapraszaliśmy w I czwartki na modlitwę za powołanych, w II czwartki na modlitwę za rodziny rozbite i przeżywające rozmaite trudności, w III czwartki na modlitwę za rodziny przeżywające problemy związane z emigracją swoich bliskich, w IV czwartek modliliśmy się we wszystkich intencjach parafian a ewentualny V czwartek zostawialiśmy na dodatkowe intencje. Każdego czwartku przychodziło do świątyni sporo osób.

Była to odpowiedź na realne potrzeby środowiska, zwłaszcza w kontekście tzw. „eurosieroctwa”, gdzie wiele rodzin przeżywało rozłąkę z powodu konieczności pracy jednego czy nawet obojga rodziców za granicą, gdyż na Opolszczyźnie nie mogli jej znaleźć. Wykorzystywaliśmy tu m.in. historię życia św. Eugeniusza, który też był przymusowym emigrantem i którego rodzina przeżywała problemy, a rodzice żyli praktycznie w separacji. Sądzę, że ten aspekt życia naszego Założyciela jest wciąż przez nas za mało wykorzystany w posłudze dla ubogich, bo przecież w swoich trudnościach mogą się z Jego historią identyfikować.

Sam miałem możliwość przy okazji odwiedzin kolędowych oraz indywidualnych spotkań z kandydatami do bierzmowania a także rodzicami dzieci przygotowujących się do I Komunii świętej, co szczególnie uwidoczniło się w indywidualnych spotkaniach z każdą rodziną na początku i na końcu przygotowania, jakie prowadziłem we Wrocławiu, zobaczyć że momenty te stanowią swoistą okazję do dotarcia do tych „ubogich”, których w kościele normalnie nie ma. Skoro bowiem na Mszach w niedzielę mamy ok. 30% ludzi, a ok. 60% przyjmuje nas np. po kolędzie, to zgodnie z wyznacznikami „Dyrektorium”25 jest to niebywała okazja do spotkania się z nimi. Jeszcze bardziej pokazują to spotkania z rodzicami dzieci, które przygotowują się do I Komunii świętej, gdyż praktycznie większość z nich do tej uroczystości przystępuje.

Jestem jednak świadomy, że w tym wypadku owocność jednak zależy nie tylko od moich chęci, ale także i od chęci tych, których spotykamy. To samo też dotyczy wszystkich, którzy niczym do „urzędu” przychodzą coś załatwić w biurze parafialnym, gdzie mamy okazję ich chwycić, zwłaszcza tych, dla których to jest praktycznie już dziś jeden jedyny kontakt z Kościołem, bo potrzebują jakieś zaświadczenie czy dokumentu.

Szukamy także form dotarcia do tych, którzy są adresatami naszego przepowiadania w czasie misji świętej, gdyż doświadczenie wskazuje że coraz częściej, zdarza się w wielu miejscach, gdzie głosimy, że uczestniczą w nich ludzie związani jakoś z Kościołem, których przynajmniej w niedzielę mamy w kościele. Widać jednak, że nawet formy dotarcia za pomocą reklamy w mediach okazują się jednak nieskuteczne i nie powodują wzrostu ilości uczestników z grupy, której nie ma na stałe w Kościele, jak pokazuje przykład niektórych moich współbraci, którzy takie wysiłki przed misją świętą podejmowali.

Dlatego uważam, że tak samo dobrą inicjatywą, gdyż osobiście doświadczyłem jej owocności, jest wykorzystanie kolędy do zaproszenia na mającą się odbyć misję świętą poprzez osobisty kontakt z tymi, którzy wpuścili nas do domów oraz rozmowę na temat szansy jaką dają misję i zostawienie odpowiednich materiałów: modlitwy w intencji misji, jej planu a przede wszystkim odpowiedniego wrażenia otwarcia na tych ludzi i chęci ich życzliwego przyjęcia. Można właśnie w ten sposób zaproponować to rozwiązanie proboszczom w parafiach, w których misja ma się odbyć.

Podstawowym problemem jest kwestia wypowiedziana przez św. Jana Pawła II, w przywoływanych na początku słowach, gdyż w naszych wspólnotach swoim stylem życia nie jesteśmy bliscy przeciętnej a tym bardziej raczej uboższej rodziny, a skala pretensji, że tego czy tamtego brakuje jest ogromna. Moim doświadczeniem odwiedzin w rodzinie czy wśród znajomych, a także na wielu plebaniach diecezjalnych na terenie całej Polski jest to, że np. na obiad każdego dnia nie ma dwóch dań, tylko jedno, a asortyment na stole na śniadanie czy kolacje nie jest tak obfity jak na naszych klasztornych stołach. W świetle licznych apeli papieża Franciszka wydaje się, że jest to jedno z pól do refleksji i konkretnej zmiany.

4. Kościół

Podstawowym problemem duszpasterstwa oblackiego w Polsce jest umiejętność a właściwie jej brak w znalezienia się w miejscowym kościele lokalnym, choć nasze „Konstytucje i Reguły”26 oraz „Dyrektorium”27 wyraźnie od tym mówią. Czasem, takie odnoszę wrażenie w różnych rozmowach, że wydaje się nam iż wszystko robimy najlepiej i od nikogo niczego się nie nauczymy, aby nasza posługa była owocniejsza.

Przejawem tego, szczególnie wśród niektórych przełożonych i duszpasterzy, zwłaszcza wikarych a nie rzadko także i proboszczów jest izolowanie się od spotkań Kościoła lokalnego, od tych dekanalnych poczynając, poprzez rejony duszpasterskie i na poziomie diecezji kończąc. I choć rzeczywiście, jak mogłem wielokrotnie sam obserwować, niektóre z nich nie są ani dobrze przygotowane ani merytorycznie prowadzone, to jednak uważam z perspektywy swojego doświadczenia, że nie można ich zaniedbywać, by wiedzieć czym tak naprawdę żyje Kościół lokalny na terenie, na jakim przyszło nam pracować.

Moje doświadczenie z Kędzierzyna-Koźla jest w tej materii pozytywne. Oprócz spotkań dekanalnych całej wspólnoty kapłańskiej, jako wikarzy spotykaliśmy się osobno. Przeważnie było to późnym wieczorem w I czwartek miesiąca, aby najpierw pomodlić się wspólnie Liturgią Godzin, a następnie omówić kwestie związane z inicjatywami duszpasterskimi, które były organizowane dla całego miasta, angażując tym samym nawet dwa sąsiadujące ze sobą dekanaty. Nigdy tego czasu nie uważałem za stracony, bo mogliśmy poczuć się większą wspólnotą kapłańską a w trakcie tych spotkać rodziły się dobre inicjatywy, które podejmowaliśmy wspólnie, jak np. miesięczne spotkania dla młodzieży bierzmowanej bardziej w duchu ewangelizacyjnym oraz dla młodych, zaangażowanych w życie wiary, którzy chcą coś więcej – jako spotkania modlitewno-formacyjne.

Choć w większości w naszym przepowiadaniu parafialnym i misjonarskim jesteśmy dobrze postrzegani przez księży i cenieni, a wydawane tomiki homiletyczne są „rozchwytywane”, to jednak problem powyżej zasygnalizowany istnieje również w przepowiadaniu i stosowanych metodach. Chodzi o to, aby specyfikę np. diecezji czy parafii wpleść w swoje przepowiadanie i sięgać do programów duszpasterskich, a nie je jedynie odrzucać i kwestionować. Świadczyć o tym problemie może to, że czasem księża są zdziwieni, że oblat głoszący Słowo Boże nawiązuje do programu duszpasterskiego jaki na danym terenie obowiązuje lub przeznaczony jest w danej diecezji na jakąś specjalną okazję, bo wcześniej w głoszeniu oblackim tego nie dostrzegali.

Pewnym problemem naszego duszpasterstwa parafialnego jest też brak pewnej jednolitej linii i przedkładanie własnych mód pobożnościowych przez proboszczów w naszych oblackich parafiach. Później, gdy przychodzi następny nie bardzo wie, co ma zrobić z prowadzonym wcześniej nabożeństwem i dziełem, wynikającym z prywatnej pobożności danego oblata. Powoduje to później niepotrzebne perturbacje z ludźmi oraz wrażenie niszczenia tego, co zrobił poprzednik, a czasem jest niestety wykrzywionym spojrzeniem, które jako duszpasterze mamy prostować a nie rozwijać. Takie sytuacje miałem okazję na własne oczy obserwować.

Do dziś doskonale pamiętam prowadzone z wielką ekspresją wykłady o. Józefa Kowalika OMI, mojego wykładowcy historii Kościoła, który mówił o miłości do Kościoła poprzez „czucie z Kościołem”. W jego słowach odbijały się słowa św. Eugeniusza de Mazenoda z Listu na Wielki Post z 1860 roku, który mamy jako II czytanie w Godzinie Czytań na Jego uroczystość: „miłować Kościół znaczy miłować Chrystusa i odwrotnie”28 oraz „Przedmowy do Konstytucji i Reguł”29. Taka postawa nas wobec wspólnoty Chrystusowego Kościoła „za dni naszych spustoszonego”, jak pisał św. Eugeniusz w przedmowie do pierwszych Konstytucji i Reguł30, jest jedyną właściwą, aby w tym Kościele odebrać tę rolę, jaką wyznaczył nam Bóg.

5. We wspólnocie

Często z rozmowie z młodymi ludźmi, którzy interesują się naszym Zgromadzeniem zakonnym można usłyszeć, że jednym z elementów, który ich pociąga to widoczne u Oblatów życie wspólnotowe i realizowanie misji we wspólnocie. Na ten aspekt naszego charyzmatu zwracają uwagę „Konstytucje i Reguły”31 a w polskiej rzeczywistości także „Dyrektorium”32.
Problemami, które często widać w naszych wspólnotach to fakt, że w wielu wypadkach, kiedy zakonnik staje się duszpasterzem parafialnym, to tak jakby przestawał być zakonnikiem a stawał się praktycznie księdzem diecezjalnym, np. dość spora niezależność finansowa oraz osobiste samochody. Ten ostatni problem dotyczy też tzw. samochodów urzędowych przełożonego czy ekonoma, które stają się często niedostępne dla pozostałych członków wspólnoty.

Problemem, który daje się także zauważyć a który w wielu wypadkach prowadzi do porzucenia życia zakonnego czy nawet kapłaństwa, jest ucieczka od życia wspólnotowego i bycie tzw. „powsinogą” czyli zastępowanie spotkań wspólnotowych spotkaniami „kominkowymi” lub notoryczne a nie okazjonalne sprowadzanie gości do klasztoru w sposób, który powoduje, że wspólnota nie ma przestrzeni dla siebie, aby funkcjonować, bo w częściach wspólnych wciąż przebywają jacyś goście. Sam z własnego doświadczenia wiem, że spotkania z ludźmi świeckimi są cenne i nie można kwestionować ich sensowności, co czynią czasem starsi oblaci naszej prowincji, ale one też nie mogą całkowicie wyeliminować naszych wspólnotowych spotkań we własnym gronie, także z trudnym i wymagającym elementem dzielenia się swoją wiarą.

Jednak chyba największym problemem, który został już wspomniany i który też widać przy różnych programach animacyjnych przeznaczonych dla całego Zgromadzenia, na podstawie ich percepcji w naszych warunkach, jest kwestia otwartego dzielenia się swoją wiarą a właściwie jej brak ze względu na to, by nie zostać wyśmianym przez pozostałych. Innym problemem jest też zbyt mały nacisk na nasze celebracje oblackie we wspólnocie parafialnej.

Osobiście uważam, sięgając do moich doświadczeń, że często odbija się na jakości naszego życia wspólnotowego podstawa sztucznego podziału, zwłaszcza w domach duszpastersko-misjonarskich na „wspólnotę duszpasterzy” i „wspólnotę misjonarzy” wraz z podkreślaniem wkładu poszczególnych grup w finansowanie wspólnoty. Przy tej okazji często padają słowa: „do was dom dokłada”, „wy nic nie robicie” itp.

Tu także trzeba zasygnalizować problem w czasie zmiany miejsc posługi, że często przenosi się patrzenie na sposób funkcjonowania wspólnoty z poprzedniego miejsca pracy na obecną placówkę, co rodzi czasem konflikty, gdyż każdy dom ma swoją specyficzną cechę i rodzaj posługi, niekiedy bardziej zaangażowany w aspekt duszpasterstwa parafialnego a czasem bardziej w działalność na zewnątrz. Tutaj też dotykamy różnego poziomu życia w naszych domach i przenoszenie tego schematu z domu bogatszego na biedniejszy nie będzie nigdy przynosiło dobrych owoców, gdyż w wypadku tego drugiego domu na pewne rzeczy po prostu nie stać. W tym wypadku, tak jak niektóre prowincje, nie dorośliśmy niestety, aby sprawiedliwie dzielić się tym, co pozostaje w budżetach domów ze innymi częściami Zgromadzenia na poziomie prowincji i świata.

6. Życie zakonne

Ten aspekt bardzo silnie złączony jest z życiem wspólnotowym, a problem który wydaje się mi podstawowym problemem, którego mnie osobiście też na pewnym etapie nie udało się uniknąć, to problem pogodzenia życia zakonnego z zaangażowaniem zewnętrznym. Chodzi mianowicie o tłumaczenie się obowiązkami duszpasterskimi i zwalnianie się ze wspólnych ćwiczeń zakonnych przewidzianych programem dnia danego domu.

„Konstytucje i Reguły”33 oraz „Dyrektorium”34 wskazują bardzo wyraźnie, że budowanie wspólnego życia zakonnego to także wspólna praca. W tym wypadku dostrzeganym przeze mnie problemem to unikanie pracy czy wykorzystywanie innych, aby wykonali powierzone komuś innemu obowiązki, a wtedy ja mam czas na inne przyjemności, spotkania, uprawianie sportu.

Miałem niestety okazję pracować w jednym z zespołów duszpasterskich, ze względu na dobro osób, których to dotyczy nie będę podawał miejsca czy dodatkowych informacji, które umożliwiłyby identyfikację tych osób, gdzie często ludzie pytali o duszpasterzy ze względu na kwestie załatwienia tej czy innej sprawy, a ich ciągle w domu nie było, bo byli zajęci innymi zaangażowaniami w Polsce a czasem nawet czasem poza nią. Niestety często było to czynione za cichą aprobatą wyższych przełożonych, bo sytuacja ta była tzw. „tajemnicą publiczną” i nikt przez całe lata nie reagował.
Przy tej okazji chciałbym także dotknąć problemu, który nurtuje wielu współbraci naszej prowincji a czasem też powoduje niepotrzebne napięcia, a związany jest z kwestią wcześniejszą. Są to sprawy, których sam doświadczyłem a nie wzięte z kapelusza problemy.

Po pierwsze jest to kwestia odpowiedzialności finansowej przełożonych, ekonomów i proboszczów. Chodzi o sytuację, gdzie za jednego proboszcza są robione duże inwestycje parafialne, a gdy w to miejsce przychodzi inna osoba, to od razu okazuje się, że tych pieniędzy nie ma i parafii nie stać na prowadzenie nawet niezbędnych inwestycji. I znowu często w takich wypadkach brakuje odpowiedniej reakcji, by te sytuacje rozwiązać czyli wyciągnąć konsekwencje wobec osoby, która do takich spraw doprowadziła lub się dopuściła malwersacji.

Po drugie to samo dotyczy przekraczania kompetencji przez odpowiedzialnych za poszczególne domy, jak to miało miejsce jakiś czas temu w konkretnych przypadkach domów i parafii (prowadzone inwestycje, kasa domowa z zaległymi intencjami na duże sumy, itp.). Także i w tym wypadku odpowiedzialni za nie ludzie okazali się „nietykalni” i nie ponieśli żadnych konsekwencji w tym względzie poza „pogadaniem” sobie członków prowincji. Jest to postawa nieuczciwa ze względu na tych, którzy w naszych domach oglądają każdą złotówkę, zanim zostanie wydana, aby mieć pewność właściwego wykorzystania mienia, które zostało powierzone wspólnocie, by jak najlepiej te środki wykorzystać.

Innym problemem, jaki się tu pojawia jest także, często podkreślany w poobediencyjnych listach, problem dyspozycyjności i to zarówno młodych, jak i starszych oblatów. Widać bardzo wyraźnie niechęć do zmian tego co się robi, bo to mi odpowiada, a podjęcie czegoś trudniejszego już nie wchodzi w grę. Objawia się to m.in. wieloletnim „okupowaniem” niektórych domów przez konkretne osoby czy powiedzeniami w stylu „ja Wisły nie przekroczę” czy „ja poza Śląskiem pracować nie będę” itp. W takich wypadkach, to niestety nie daj Boże zwrócić uwagę, że to postawa niewłaściwa, bo jest się zaraz wrogiem numer jeden lub można doświadczyć nieprzyjemnej awantury, co w kilku przypadkach odczułem na własnej skórze.

Dla mnie taka postawa jest niezrozumiała. Oczywiście przenosiny i nowe środowisko rodzą różne wyzwania, pytania czy niepokoje, ale to nie powód, aby zakotwiczyć się niezmiennie w jednym miejscu. Pamiętam, że po roku pracy duszpasterskiej w Kodniu, gdzie też udało mi się już wszystko poukładać w pracy duszpasterskiej, w kontaktach z ludźmi i w pracy w szkole, trudno było mi się przenosić do Wrocławia, z małej wiejskiej parafii, gdzie wszyscy się znali do dużej miejskiej i bardziej anonimowej parafii.

Tam też po 3 latach pracy, zwłaszcza mojego ulubionego posługiwania studentom w DA „Frassati”, z którymi się zżyłem, trudno było przechodzić do Kędzierzyna-Koźla, ale nie mówiłem nie. Po doświadczeniu 6. lat pracy w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie znałem już bardzo dobrze środowisko duszpasterskie trudno było się przenosić, mając świadomość że porzuca się już typowe duszpasterstwo, w jakim tkwiłem od 12. lat, a zaczyna pełnić posługę misjonarza ludowego, który wciąż jest w drodze, ale wiedziałem że takie są potrzeby prowincji.

Pamiętam dobrze osobiście sytuację, kiedy przez radą prowincjalną rozmawiałem z o. Andrzejem Kordą OMI, pełniącym obowiązki prowincjała, czy mam liczyć się przenosinami z Poznania, gdzie stwierdził on, że znam tę archidiecezję, bo z niej pochodzę i dobrze idzie mi kontakt z kapłanami, więc mogę być spokojny na temat swojego pozostania w Poznaniu. Następnego dnia przed południem o. Andrzej zadzwonił do mnie, że chciałby się spotkać i porozmawiać. Wtedy zaproponował mi bycie przełożonym w Iławie a kiedy nie powiedziałem nie, to widziałem dość spore zdziwienie o. Kordy, a ja osobiście się dziwiłem, że można się dziwić takim postawieniem sprawy. Skoro takie są potrzeby, to jestem po to, aby na nie odpowiadać.

W tym miejscu chciałbym też wspomnieć o „ciągotach separatystycznych”, które czasem pojawiają się w różnego rodzaju reakcjach na przyjazd Generała czy przedstawicieli administracji generalnej itp. osób, traktując te spotkania jako niepotrzebną stratę czasu, jak byśmy byli „pępkiem świata” czy zupełnie osobną instytucją a nie częścią jednego międzynarodowego Zgromadzenia. Moim osobistym zdaniem, choć czasem mogę mieć różne opinie na temat tych spotkań i przyjazdów, to jednak każde z nich wniosło coś do mojego życia zakonnego i oblackiego posługiwania.

7. Maryja

Innym rysem, na jaki wskazują młodzi interesujący się naszym Zgromadzeniem jest maryjność, która cechuje nasze posługiwanie i która w pewien sposób jest cechą polskiej pobożności, ale nie tylko. Temat ten obecny jest zarówno w naszych „Konstytucjach i Regułach”35, jak i w polskiej rzeczywistości w „Dyrektorium”36.

Patrząc z perspektywy wszystkich miejsc, gdzie pracowałem, to ten element był obecny w formie mentalnościowej i liturgicznej, choć chyba najbardziej poprzez swoją specyfikę w sanktuarium maryjnym w Kodniu. Zdarzały się czasem sytuacje, że nowy proboszcz w niektórych naszych placówkach duszpasterskich usiłował „skasować” tę pobożność, ale powodowało to reakcje członków wspólnot i parafian, często kończąc się dla takiego delikwenta dość żałośnie.

Jednak nabożeństwa maryjne, na tyle na ile orientuje się w naszych oblackich placówkach w Polsce, wszędzie zarówno mają charakter okolicznościowy, jak I sobota, nabożeństwa majowe i październikowe oraz stałą, jak nabożeństwa fatimskie, do Matki Boskiej Kodeńskiej czy Nieustającej Pomocy itp. Jednak ze swojej perspektywy czuję niedosyt wykorzystania w celebracjach maryjnych w zwykłe soboty roku mszału maryjnego, który jest wydany w języku polskim wraz z lekcjonarzem, a czasem nawet jest kupiony i leży w szafie.

8. Kapłani

W tym aspekcie naszego charyzmatu, chciałbym poruszyć przede wszystkim problem naszej relacji z kapłanami diecezji, w których pracujemy, co już zostało w pewien sposób zasygnalizowane w punkcie 4, dotyczącym Kościoła. Do tego zobowiązuje nas „Dyrektorium”37 oraz w sposób bezpośredni i pośredni nasze „Konstytucje i Reguły”38.

Chodzi przede wszystkim o serdeczne przyjmowanie ich w naszych wspólnotach, nie tylko dlatego że są tymi, dzięki którym przez misje czy rekolekcje możemy utrzymywać Zgromadzenie, ale ze względu na to, że pracujemy dla tego samego Jezusa Chrystusa. Tu chciałbym podzielić się swoimi obserwacjami, jakie mogłem poczynić gdy pracowałem w Kodniu ze śp. o. Stanisławem Wodzem OMI, który zawsze bardzo dobrze przyjmował kapłanów, którzy tam przyjeżdżali z grupami pielgrzymkowymi i indywidualnie oraz starał się budować osobiste relacje z nimi a wielu z nich odwiedzał przy różnych okazjach.

Sam też słyszałem z ust kapłanów diecezjalnych w różnych miejscach, gdzie pracowałem, że za jednej wspólnoty bywało z tym lepiej, a w czasie posługi innych oblatów ta współpraca i kontakty układały się gorzej. Niekiedy mówiono nawet, że w niektórych miejscach za jednego przełożonego to wiedzieli kto to jest i z nim się spotykali, a za innego nawet nie mieli okazji go poznać, jakby unikał takich kontaktów.

Podobnie na plus, jak wynika z moich obserwacji, dzieje się w naszym sanktuarium na Świętym Krzyżu, a wcześniej w oddanym już diecezji sanktuarium w Markowicach, gdzie jako junior Niższego Seminarium Duchownego mogłem takie relacje obserwować. Pamiętam też, że w tym roku w Iławie odebrałem telefon od jednego kapłana salezjanina, który wybierał się do naszego domu na odpoczynek, gdyż był rok wcześniej i czuł się bardzo dobrze w naszej wspólnocie. Myślę że, wzorem Kędzierzyna-Koźla i Poznania, dobrą tradycją jest zapraszanie kapłanów na nasze świętowania, nie tylko w wymiarze liturgicznym, ale i wspólnoty stołu przy okazji np. 17.02 czy 21.05.

Ważnym aspektem naszej współpracy z klerem diecezjalnym jest też podejmowanie się posługi kierownika duchowego indywidualnych duchownych oraz pełnienie funkcji ojca duchownego dekanatu, gdyż w polskich warunkach jeśli w dekanacie są zakonnicy to ich przeważnie prosi się o tę posługę. Zawsze zresztą mam przed oczami śp. o. Kazimierza Świtałę OMI, do którego do Obry przyjeżdżał na kierownictwo duchowe ks. bp Stefan Cichy. Ta ich „znajomość” trwała już od czasu, kiedy o. Kazimierz przebywał w naszym domu w Katowicach, gdzie była posługa „stałego konfesjonału” a ks. Cichy należał do duchowieństwa diecezji katowickiej i tam korzystał z tej posługi o. Kazimierza Świtały.

Myślę także, biorąc znów swoje doświadczenie z Kędzierzyna-Koźla i obecnie z Iławy, że niezmiernie ważną rzeczą jest nie tylko modlitwa w I czwartki miesiąca o powołania, do czego zobowiązuje przełożonego domu „Dyrektorium”39, jako wyraz wspólnej troski o powołania. Ważnym elementem jest także organizowanie spotkań, jak to się działo w w/w miejscach dla rodziców i rodzin osób powołanych, tam akurat po Mszy świętej w I czwartek. Pozwala to nie tylko poznać bogactwo powołań, ale także rodzicom czy rodzinom powołanych wspólnie się wspierać.

Szczególnym doświadczeniem było też dla mnie, kiedy w ramach duszpasterskiej troski o więźniów we Wrocławiu i w Iławie spotkałem się z tym, że kapelani nie tylko w zakładzie karnym obejmowali opieką duszpasterską skazanych kapłanów i osoby życia konsekrowanego, wraz z organizowaniem ich odwiedzin przez ich przełożonych, ale także i w naszym domu te osoby przebywały, uczestnicząc w naszym życiu, co często pozwalało im przetrwać ten trudny czas, jak i w niektórych wypadkach uratować swoje powołanie. Niestety taka postawa konkretnych uczynków miłosierdzia nie zawsze znajdowała zrozumienie u wszystkich członków miejscowych wspólnot czy nawet wypowiadali się, że im bardzo przeszkadza.

9. Najpilniejsze potrzeby

Rozpoznawać znaki czasu, to zadanie każdego ucznia Chrystusa, ale osób kroczących drogą rad ewangelicznych w sposób szczególny. Wskazuje na to nasze „Konstytucje i Reguły”40 oraz „Dyrektorium”41, zarówno w odniesieniu do naszego działania, jak i wyboru osób na odpowiednie posługi, które służą wszystkim.

Podstawowym problemem, by odpowiedzieć na te potrzeby często staje się asekuranckie dbanie o finanse, co powoduje niechęć do podejmowania tych zobowiązań, które nie przynoszą odpowiedniego dochodu, bo się „nie opłaca”. Z mojego doświadczenia mogę stwierdzić, że czasem przejawia się to poprzez odmawiania przyjmowania prac w małych parafiach.

Jakie było zdziwienie jednego z kapłanów diecezji łowickiej, gdy pytając o rekolekcje stwierdził, że do niego nikt nigdy nie chce przyjechać, bo parafia ma raptem 1000 osób. Gdy jeszcze powiedział, że został proboszczem w tej parafii po swoim poprzedniku, który został skazany za molestowanie i atmosfera w parafii nie jest najlepsza, to tym bardziej wydało mi się, że to jest to do czego wzywa nas charyzmat oblacki i św. Eugeniusz.

W tym miejscu dotykamy delikatnej sprawy dystrybucji kalendarza misyjnego wydawanego przez naszą prowincję, który jednak będąc błogosławieństwem w animacji misyjnej wiernych dla nas często okazuje się przekleństwem. Dzieje się tak wtedy, kiedy w niektórych naszych wspólnotach jego dystrybucja jest ważniejsza od przepowiadania i wszystko tej dystrybucji jest podporządkowane. Oczywiście podniosą się głosy, jak na radzie poszerzonej prowincji, że tak nie jest, ale jako podwładny w niektórych domach właśnie tego co opisuje doświadczyłem i dziś jako przełożony staram się dawać pierwszeństwo głoszeniu a kalendarze traktuje jedynie jako dodatek, a nie podstawową misję misjonarzy ludowych w naszym domu zakonnym w Iławie.

Myślę, że dzisiejszym wyzwaniem duszpasterskim naszych klasztorów, nie tylko duszpasterzy parafialnych, jest otwarcie się na przychodzących z prośbą o radę, przeżywających różnego rodzaju problemy i szukających ich rozwiązania. Doświadczam tego poprzez indywidualne osoby, które zgłaszają się do mnie nie tylko na rekolekcjach czy misjach, które prowadzę, choć obecnie już od 3. lat nie jestem duszpasterzem parafialnym. Potrafią one znaleźć okazję i nawiązać kontakt telefoniczny, za pomocą poczty elektronicznej czy bezpośrednio zaczepiając na ulicy.

Obecnie w perspektywie Roku Miłosierdzia, jaki ogłosił papież Franciszek, myślę że odpowiedzią na te najpilniejsze potrzeby jest odnowienie w naszych wspólnotach sakramentu pokuty i pojednania, aby wierni mogli z niego obficiej korzystać. W parafiach dotyczy to przede wszystkim spowiedzi przed Eucharystią, aby iść spowiadać wcześniej a nie przed samą Mszą świętą oraz aby nie czyniła tego ta sama osoba, która ma odprawiać, bo sam z własnego doświadczenia wiem, że postawiony w takiej sytuacji, nie czuję się komfortowo, bo przeważnie przed samym wyjściem z konfesjonału zdarzają się osoby, którym powinno poświęcić się więcej czasu. I wtedy staję przed dylematem spowiadać i opóźnić Mszę, szybko wyspowiadać i iść odprawić czy może poprosić tę osobę, aby poczekała po Mszy, ale pytaniem jest czy do tego czasu zostanie i czy nie zrezygnuje zrażona?

To samo dotyczy wyjścia ku oczekiwaniom ludzi w tym zakresie i tam gdzie nie mamy stałego konfesjonału, jak to jest w naszych domach w Gdańsku i Katowicach, to przynajmniej zastosować rozwiązanie, które funkcjonowało we Wrocławiu, w Kędzierzynie-Koźlu i w Iławie, że w piątki o 15.00 była Koronka do Bożego Miłosierdzia lub też po niej Eucharystia, a w tym czasie przez 3 godziny była możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania. Cenną inicjatywą, w której osobiście uczestniczyłem jest „noc konfesjonałów” czy też zainicjowane w Wielkim Poście przez papieża Franciszka „24h dla Pana”, gdzie spowiedź odbywa się stale przez 24. godziny ze zmieniającymi się w czasie dyżurów spowiednikami.

Okazją odpowiadania na nowe wyzwania są też wspomniane już wcześniej „Apele Jasnogórskie”, gdzie można wykorzystać poza liturgią elementy dzisiejszej popkultury. Kiedy jeździłem na misje z o. Michałem Tomczakiem OMI, to tak właśnie wykorzystywał do oprawy muzycznej pewne piosenki niekoniecznie religijne, ale niosące przesłanie, a dobrze znane słuchaczom.

Wyzwaniem naszych czasów jest przebaczenie i zranienia, jakie noszą w swoich sercach często przez lata ludzie. Taką dobrą okazją, zresztą zgodnie z naszą oblacką tradycją, jest zachęcenie do wyeliminowania tego aspektu ze swojego życia. Właśnie w czasie takich apeli, które gromadzą sporą grupę ludzi, organizowaliśmy nabożeństwo oparte na tekstach biblijnych o noszonej złości i nienawiści m.in. historię Kaina i Abla (zob. Rdz 4, 8-16), przypowieść o nielitościwym słudze (zob. Mt 18, 21-35) oraz w nawiązaniu do słów modlitwy „Ojcze nasz” (zob. Mt 6, 9-15) „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” w kontekście jej karykatury przedstawionej w polskim filmie „Dzień świra”. Na jego zakończenie każdy podchodził do dużej kadzielnicy i wrzucał grudkę kadzidła jako znak przebaczenia krzywdzicielom i tego, że dzięki przebaczeniu jego modlitwa wznosi się do Boga.

Wreszcie nowym wyzwaniem, na które nie ma prostej odpowiedzi i jednego, prostego rozwiązania, jest nowa rzeczywistość Kościoła w Polsce, gdzie widać coraz mocniejszą laicyzację oraz pustoszenie na różne sposoby wiary w sercach ludzkich. Mam nadzieję, że okazją przyjrzenia się tym problemom z perspektywy prowincji będzie tegoroczne zebranie prowincji w Kodniu a na poziomie Zgromadzenia kapituła generalna w 2016 roku.

III. Perspektywa na przyszłość

Chciałbym znów odnieść się do dwóch obrazów, które dla mnie są znamienne, a z którymi się spotkałem. Jeden z nich dotyczy moich znajomych Sióstr Elżbietanek z prowincji poznańskiej, które dzieliły się ze mną tym, że w ostatnim czasie przeżywają problem z powołaniami. Zastanawiając się nad tym, pokusiły się o to, aby zrezygnować z tego wszystkiego, co nie było w ich pierwotnym charyzmacie od początku istnienia Zgromadzenia na rzecz bardzo mocnego nacisku na typowy dla nich charyzmat opieki nad chorymi, samotnymi, potrzebującymi. I jak same mi relacjonowały, gdy taki zwrot mentalnościowy i rzeczywisty nastąpił, to w kwestii powołań „coś drgnęło”. To chyba też droga dla nas, zwłaszcza wtedy kiedy zaczyna w nas dominować mentalność „schyłkowa” czy „pogrzebowa” naszego Zgromadzenia.

Drugim jest nasz oblacki obraz a dotyczy on słów śp. kard. Francisa Georga OMI, arcybiskupa Chicago. W czasie jednego ze spotkań z kapłanami podał on kapitalny obraz tego jacy mamy być we wspólnocie Kościoła. W Polsce, ale także i USA, pochylono się niestety tylko nad I częścią jego wypowiedzi w mediach katolickich, początkowo w ten sposób zniekształcając jej obraz i mylnie go interpretując jako wizję pesymistyczną, ale myślę że w całości jest warta zastanowienia jako refleksja na przyszłość właśnie w kwestii realizacji charyzmatu oblackiego w kontekście zmieniającej się obecnie polskiej rzeczywistości, na którą jako Polska Prowincja mamy odpowiadać oraz całego Zgromadzenia, które żyje w różnych kontekstach realizacji oblackiego charyzmatu, ale ma jeden cel, jakiemu ten charyzmat ma służyć: „posłał mnie Pan, abym ubogim niósł Dobrą Nowinę”.

Wypowiedź kard. Georga, o którą mi chodzi brzmiała tak: „Ja, jako biskup Chicago, spodziewam się, że umrę w swoim łóżku. Mój następca umrze w więzieniu, a jego następca umrze jako męczennik na rynku (na placu miasta/na oczach społeczeństwa). Ten, kto przyjdzie po nim (kolejny sukcesor/następca biskupa męczennika) pozbiera skorupy z ruin społeczeństwa (zajmie się zbieraniem kawałków potłuczonego społeczeństwa) i pomoże odbudować cywilizację (będzie pracował nad odbudową cywilizacji), tak jak Kościół często już robił w historii (czynił wiele razy)”42.

W Polsce często mówi się, że benedyktyni upodobali sobie wyżyny (często na górach budowali klasztory), cystersi niziny (tam budowali swoje klasztory) a oblaci ruiny (większość naszych domów to miejsca po jakimś innym zgromadzeniu). Na progu Roku Miłosierdzia w kontekście tych słów i słów kard. Francisa misją Oblatów, którzy często w swoim posługiwaniu znajdują te „skorupy” czy „ruiny” jest ich „sklejanie” czy „odbudowa”.

Uważam, że powrót do pierwotnego charyzmatu, to przyjęcie że naszą misją jest dać życiu sens, pośród wielu bezsensów i pustki, która się pojawia wokół nas. Jednak jest to możliwe tylko wtedy, kiedy spotykając się z Bogiem będziemy najpierw „sklejali” siebie mocą Bożą, aby „zebrać skorupy” nas otaczające i mocą Miłosierdzia Bożego, jako punktem naszego odniesienia, móc „sklejać” czy też „poskładać” innych. To misja, której po Rewolucji Francuskiej podął się św. Eugeniusz. To misja, którą poprzez całe lata podejmowało wielu oblatów, którzy szli przed nami tą drogą, którą my kroczymy. To dzisiejsza nasza misja we współczesnym świecie, za którą jesteśmy odpowiedzialni przed Bogiem, Kościołem i spotykanym na tych drogach współczesnym, często jakże ubogim, człowiekiem.

+++++

Przypisy:

1. Zob. Fabio Ciardi OMI, Charyzmat, w: Słownik Wartości Oblackich [red. Fabio Ciardi OMI], Poznań 2004, s. 69-99.
2. Zob. Tamże, s. 88-89. Elementy te też znajdujemy w listach św. Eugeniusza de Mazenoda, nawet sięgając do nich tylko wybiórczo. Zob. Św. Eugeniusz de Mazenod, Teksty wybrane dotyczące Konstytucji i Reguł OMI [red. Paul Sion OMI], Poznań 2015, nr 6-109, 184-205, 298-406, s. 24-119, 191-210, 317-412. Znajdujemy je także w układzie naszych Konstytucji i Reguł, jako streszczenie oblackiego charyzmatu oraz życia zakonnego. Chodzi o Konstytucje 1-30 oraz związane z tymi punktami Reguły. Zob. Konstytucje i Reguły Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, Rzym 2012, s, 21-44.
3. Zob. Fernand Jetté OMI, Jezus Chrystus, w: Tamże, s. 278-305.
4. Zob. Marcello Zago OMI, Ewangelizacja i misja, w: Tamże, s. 192-222.
5. Zob. Ronald LaFramboise OMI, Ubodzy, w: Tamże, s. 756-767.
6. Zob. Giuseppe Mammana OMI, Kościół, w: Tamże, s. 347-372.
7. Zob. Francis Santucci OMI, Wspólnota, w: Tamże, s. 819-840.
8. Zob. Fernand Jetté OMI, Życie zakonne, w: Tamże, s. 890-901.
9. Zob. Kazimierz Lubowicki OMI/Yvon Beaudoin OMI, Maryja, w Tamże, s. 399-423.
10. Zob. William H. Woestman OMI, Kapłani, w: Tamże, s. 311-324.
11. Zob. Richard G. Coté OMI, Naglące potrzeby, w: Tamże, s. 512-524.
12. Zob. Fredrik Emanuelson OMI, Krzyż oblacki, w: Tamże, s. 373-384. Por. Yvon Beaudoin OMI, Cele zgromadzenia, w: Tamże, s. 51; Francis Kelly Nemeck OMI, Działanie – kontemplacja, w: Tamże, s. 159-160; Marcello Zago OMI, Ewangelizacja i misja, w: Tamże, s. 192; Fernand Jetté OMI, Jezus Chrystus, w: Tamże, s. 279-280, 293; Kazimierz Lubowicki OMI/ Yvon Beaudoin OMI, Maryja, w: Tamże, s. 400; Fernand Jetté OMI OMI, Mazenod, w: Tamże, s. 426; Jaques Gervais OMI, Miłosierdzie, w: Tamże, s. 451; Kazimierz Lubowicki OMI/Fabio Ciardi, Miłość, w: Tamże, s. 470; Edward Carolan OMI, Święta oblackie, w: Tamże, s. 704; Olegario Dominiguez OMI, Ubóstwo, w: Tamże, s. 769; Fernand Jetté OMI, Życie zakonne, w: Tamże, s. 891.
13. Zob. Św. Eugeniusz de Mazenod, List do Charles’a de Forbin-Jansona z 9.10.1816 roku, w: Św. Eugeniusz de Mazenod, Teksty…, nr 21, s. 39-40.
14. Zob. K 64, 63, 4, 34, 59, w: KK i RR 2012.
15. Zob. Dyrektorium Polskiej Prowincji, Poznań 2012, nr 63, s. 6.
16. Zob. Jan Paweł II, Redemptoris missio, nr 37a.
17. Zob. Tamże, nr 37b i c.
18. Zob. Dyrektorium…, nr 113, s. 9.
19. Zob. Tamże, nr 102, 117-118, 136-140; 145b-c, 149-153, 241h.
20. Zob. Tamże, nr 81-88, 72, 79, 141-144, 244-247, 347-356.
21. Zob. K 1, 5, 8, 19, 45, R 7b, 8a, 9a, 22a, 54a, 56b, 65c, 67b, 150a-b, w: KK i RR 2012.
22. Zob. Dyrektorium…, nr 101, 112a, 116, 124, 211h, 241m.
23. Zob. Jan Paweł II, Przemówienie do alumnów, księży i zakonników, Szczecin 11.06.1987.
24. Zob. Dyrektorium…, nr 134, 101, 111, 241m.
25. Zob. Tamże, nr 102, 119.
26. Zob. K nr 5, 6, 7, 9, 26, 46, 51-53, 68, 72, 76, 80, 124, 131, 133 oraz 1, 10, 12, 15, 25, 33, 45, 82, 71, 125 i R 7c, 9a, 51a, 66a, 69b, 137c, w: KK i RR 2012.
27. Zob. Dyrektorium…, nr 19, 74, 82, 235.
28. Zob. Św. Eugeniusz de Mazenod, List pasterski na Wielki Post 1850 roku” O miłości do Chrystusa i do Kościoła”, w: Liturgia Godzin. Teksty własne o świętych oblatach, Poznań 2002, s. 11-13. Por. Św. Eugeniusz de Mazenod, Fragment listu pasterskiego na Wielki Post z 16.02.1860 roku, w: Św. Eugeniusz de Mazenod, Teksty…, nr 21, s. 65-67.
29. Zob. Przedmowa do Konstytucji i Reguł z 1826 roku, w: KK i RR 2012, s. 15-19; Św. Eugeniusz de Mazenod, Przedmowa do Konstytucji i Reguł, w: Św. Eugeniusz de Mazenod, Teksty…, nr 1, 48, s. 13-14, 62-63.
30. Zob. tamże.
31. Zob. K 1, 3, 11, 12, 26, 37-38, 40, 48, 91-93, 95-96, 105, 133 oraz R 22a, 41a, 91a, w: KK i RR 2012.
32. Zob. Dyrektorium…, nr 2, 7, 13, 31, 37, 41, 46, 60, 67-68, 131, 188, 210, 224, 282, 289, 326h.
33. Zob. K 21, 25, 34, 67,93 oraz R 7b, 39a, 51a, 65a, 65d, 66d, 69b, 137c, w: KK i RR 2012.
34. Zob. Dyrektorium…, nr 18-20, 95, 122, 172, 211f, 264.
35. Zob. K 1, 10, 13, 36, 46, 62 oraz R 37b, w: KK i RR 2012.
36. Zob. Dyrektorium…, nr 55-56, 123, 221.
37. Zob. Tamże, nr 112a, 112c, 128, 151f.
38. Zob. R 41a oraz R 53a, 61a, w: KK i RR 2012.
39. Zob. Dyrektorium…, nr 41, 145a.
40. Zob. K 68, 73, 82, 91 oraz R 9b, 33b, 102c, 136a, w: KK i RR 2012.
41. Zob. Dyrektorium…, nr 252.
42. Zob. Fragment rozmowy kard. Francisa Georga OMI z księżmi nagrany telefonem komórkowym. Kardynał odniósł się do tych słów w jednym z felietonów w „Catholic New World” 21.10-02.11.2012 roku, gdzie stwierdził: „Speaking a few years ago to a group of priests, entirely outside of the current political debate, I was trying to express in overly dramatic fashion what the complete secularization of our society could bring. I was responding to a question and I never wrote down what I said, but the words were captured on somebody’s smart phone and have now gone viral on Wikipedia and elsewhere in the electronic communications world. I am (correctly) quoted as saying that I expected to die in bed, my successor will die in prison and his successor will die a martyr in the public square. What is omitted from the reports is a final phrase I added about the bishop who follows a possibly martyred bishop: «His successor will pick up the shards of a ruined society and slowly help rebuild civilization, as the church has done so often in human history»”, cyt. za: http://www.catholicnewworld.com/cnwonline/2012/1021/cardinal.aspx [dostęp: 11.10.2015].

 

Close Menu