Czy katecheza produkuje ateistów?

Tekst ukazał się w internetowym wydaniu „Tygodnika Powszechnego” i był dostępny przez pewien czas na portalu „Onet” jako materiał użyczony przez „TP”.

Wielu młodych ludzi odchodzi od wiary. W przeważającej liczbie przypadków z powodów, którym mogłaby zapobiec dobrze prowadzona katecheza.

Uczę religii w polskiej szkole od 2000 roku i coraz częściej zadaję sobie pytanie o skuteczność naszych działań katechetycznych, podejmowanych w polskiej szkole od czasu powrotu religii do szkół. Można pozostać na poziomie samozachwytu i uznać, że jesteśmy najlepsi. Można także winić rodzinę, niesprzyjające chrześcijaństwu środowisko itp. Tematu „dziedziczenia” ateizmu, mimo tradycyjnego przyjęcia chrztu i innych sakramentów, tutaj nie podejmuję, gdyż jest to zupełnie inny wątek. Jednak fakt faktem, że coś jest nie tak z naszym katechizowaniem.

Nie chodzi bynajmniej o dobór metod, choć jest to też ważne zagadnienie, ale o to, co pozostaje w dzieciach i młodzieży, którzy uczestniczą w lekcjach religii. Zadaję sobie to pytanie chociażby dlatego, że spotykając się z uczniami w gimnazjum i szkole ponadgimnazjalnej odnoszę wrażenie nieskuteczności naszych katechetycznych wysiłków: to niemalże budowanie bez fundamentów.

To nie wątpliwości

Na „forum ateistycznym” w dziale „Jak doszliście do ateizmu?”, portalu „Ateista” wypowiadają się młodzi ludzi. Głownie są to uczniowie gimnazjum, szkół ponadgimnazjalnych, w znacznie mniejszym czy nawet znikomym stopniu osoby studiujące.

Ich wypowiedzi wskazują na nieskuteczność polskiej katechezy szkolnej przynajmniej w kilku wymiarach. Okazuje się przede wszystkim, że w większości wypadków powodem odejścia od wiary nie były wątpliwości, których nie byli w stanie przezwyciężyć sami lub z pomocą dorosłych.

W przeważającej liczbie przypadków są to powody, które wcale nie musiały oznaczać odrzucenia wiary, gdyż powinny znaleźć odzwierciedlenie w ramach lekcji religii w szkole. Te zagadnienia bowiem można spotkać w podstawie programowej i programach nauczania, które dziś obowiązują w szkolnej katechezie.

Przede wszystkim chodzi jednak o doprowadzenie tych młodych ludzi do dojrzałego przezywania wiary, a nie zbudowanego jedynie na doświadczeniu przygotowania do Pierwszej Komunii świętej, wiary infantylnej, która nie ma nic wspólnego z dojrzałością, jaką zakłada sakrament bierzmowania.

Nauka i wiara

Jednym z podstawowych wątków, jakie powtarzają się w internetowych wynurzeniach, jest konflikt pomiędzy wiarą a zdobyczami nauki. Niektórzy tłumaczą, że zdobycze współczesnej wiedzy kłócą się z tym, co do wierzenia podaje Kościół.

My-katecheci oczywiście wiemy, że się nie kłócą, ale czy potrafimy to udowodnić młodym? Może zagadnienia te pojawiają się zbyt późno w programie nauczania, niż wymaga tego konieczność. A może nie pojawiają się w ogóle, bo z moich rozmów z katechetami w różnych częściach Polski okazuje się że większość z nas boi się tych tematów, nie czuje się w nich bezpieczna i spycha na nauczycieli przedmiotów ścisłych.

Okazuje się jednak, że jeśli uczeń trafi na osobę, która potrafi w jego życiu zaszczepić negatywny obraz i będzie podsycała swoje prywatne animozje czy czasem wręcz zawinioną ignorancję w sprawach wiary, to możemy przegrać takiego ucznia dla Chrystusa.

Można oczywiście postawić młodym ludziom zarzut, że nie mają w sobie tyle samozaparcia, aby weryfikować podawane im poglądy, szczególnie dziś w dobie Internetu i możliwości skorzystania z dobrych publikacji. Cóż jednak dziwić się dzieciom i młodzieży, skoro w spotkaniach z ludźmi dorosłymi w czasie kolędy spotkałem – nawet u tych z tytułami naukowymi – wiele infantylizmu religijnego, czasem zawinionego a czasem nie.

Jak to zmienić? Na pewno warto organizować w każdej diecezji konferencje dla katechetów na temat zagadnień naukowych i ich relacji w odniesieniu do prawd wiary. Pomocą mogą stać się też książki, poruszające te tematy, które powinny się znaleźć w większości bibliotek katechetów w Polsce.

Wiara i seks

Drugim motywem podawanym przez uczestników forum jest konflikt sfery seksualnej z nauczaniem Ewangelii, Chrystusa i Kościoła. Z wypowiedzi wynika, jakby znów katecheza nie przedstawiła w dość dobry sposób tego zagadnienia, będąc odpowiedzialną za pojawiające się problemy i trudności.

Czy czasem nie jest to problem przedstawiania przez nas tych zagadnień jedynie w kategoriach grzechu i wykroczenia przeciw Bożym Przykazaniom? Z moich doświadczeń wynika, że pozytywne przedstawienie problemów związanych z życiem seksualnym może otworzyć oczy i spowodować zmianę myślenia.

Problemem we własnym poszukiwaniu przez uczniów odpowiedzi na pytania dotyczące seksualności jest brak dostępnej literatury dostosowanej do wieku gimnazjalnego. Wydaje mi się, że większość publikacji jest na wyrost i przeznaczona dla uczniów starszych, jakby ten problem w gimnazjum nie istniał. Pamiętam, kiedy pierwszy raz w klasach gimnazjalnych puściłem wśród uczniów płytę CD z konferencjami z „Laboratorium Miłości”, organizowanego przez duszpasterstwa akademickie na Politechnice Wrocławskiej. Miałem nieco obaw, ale okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo wywołało jeszcze większe zainteresowanie w taki sposób przedstawionym tematem.

Sprawny katecheta bez trudu poradzi sobie także z przetworzeniem istniejących już, ciekawych pozycji na temat katolickiej etyki seksualnej. Warto też skorzystać z doświadczenia tych, którzy na prezentowaniu w sposób intrygujący tej tematyki zjedli zęby. Za taką osobę uważam ks. Stanisława Orzechowskiego, z którym nie we wszystkim trzeba się zgadzać, ale nie można mu odmówić atrakcyjnego podejmowania tematów związanych z seksem i małżeństwem.

Wiara i Biblia

Trzecim powodem dojścia do ateizmu, jaki spotkać można w internetowych wypowiedziach, jest dosłowne pojmowanie Biblii: bez zrozumienia kontekstu, czasu powstania itp. W rezultacie rodzi się np. zgorszenie wobec odkrycia w Starym Testamencie krwawych bitew i dziwnych rytuałów. Gdzie leży sedno problemu? Czy w potrzebie wcześniejszego wdrażania dzieci i młodzieży w podstawy katechezy biblijnej czy lepszej współpracy z nauczycielami języka polskiego?

Czasem – co udaje mi się z dość dużym powodzeniem stosować – kiedy na lekcji religii mamy tekst mogący sprawiać trudności, wyjaśniam jego kontekst i trudniejsze zagadnienia. Nie jest to przecież żadna strata czasu, ale może stanowić punkt wyjścia do dalszych rozważań związanych z tematem. Może rozwiązaniem byłoby polecenie uczniom biblijnych książek prof. Anny Świderkówny, pisanych dobrym, przystępnym językiem i wyjaśniających wiele niejasności?.

Pozytywnemu połączeniu wiedzy biblijnej i spraw związanych z etyką seksualną może sprzyjać wykorzystanie postaci biblijnych małżonków jako punktów odniesienia czy też dojścia do katechezy biblijnej, a zarazem podejmującej sprawy związane z ludzką seksualnością. Choć i tym razem potrzebna jest większa kreatywność nauczyciela religii.

Wiele pytań

Być może powodem problemów z katechezą, jak chcą niektórzy katecheci, jest sztywny i bezduszny jej program na poszczególnych etapach edukacji. Być może chodzi o bardzo luźne traktowanie programu: co innego wpisuje się do dziennika dla wizytacji, a co innego robi na zajęciach. Być może wreszcie o brak kreatywności i pomysłowości katechetów, aby do tematów z podręcznika wnieść choć trochę życia. Jednak chyba najbardziej szwankuje poziom argumentacji.

Oczywiście można mieć pretensje do młodych, że ich pytania są tylko zaczepkami, sposobem na to, aby zleciała lekcja. Myślę jednak, że dobry katecheta wyczuje odpowiednio intencje młodych ludzi i będzie potrafił właściwie zareagować: kiedy trzeba, odpowiedzieć i potraktować ich poważnie, a kiedy indziej subtelnie ale i z humorem tę dyskusję zakończyć bez straty dla siebie i uczniów.

Być może powinniśmy wywołać tu temat lepszego zaangażowania się nas, katechetów, w korzystanie z nowoczesnych środków komunikacji. A może nawet wręcz swoistego hakerstwa: obecności na karmiących fałszywymi ideami stronach internetowych z cierpliwym tłumaczeniem i rzeczowymi argumentami. To chyba dla katechetów jeden ze sposobów realizacji wezwania obecnego roku duszpasterskiego: „Bądźcie uczniami Chrystusa”.

W ten kontekst wpisują się równego rodzaju „gorące tematy” (jak aborcja, eutanazja, hybrydy ludzko-zwierzęce, problem „in vitro” itp.), podsuwane nam przez media. Tematy, z którymi niemal każdy katecheta musi się zmierzyć oraz odpowiedzieć sobie czy z tej walki wyszedł zwycięsko czy też został pokonany z powodu swojego zbyt małego zainteresowania tymi sprawami.

Nie możemy przy tym zdezerterować z drogi wytyczonej przez Benedykta XVI, który oprócz normalnego przekazywania wiary katolikom, pokusił się w swoich wydanych już dokumentach o merytoryczne i kompleksowe wyjaśnianie prawd chrześcijańskiej wiary oraz wynikających z tego konsekwencji.

* * *

Katecheta zawsze musi liczyć się z możliwością wygranej i z porażki. Staje bowiem wobec wolności człowieka. Nie wolno mu jednak traktować tego jak wymówki: powinien robić wszystko co w jego mocy, aby chrześcijański punkt widzenia został też w dyskusji usłyszany.

Resztę pozostawmy Bogu, bo przecież wiara jest łaską. Choć bowiem dzielący się w internecie swoim doświadczeniem ateizmu nie piszą o spotkaniu z prawdziwym Bogiem, to nie można wykluczać ich prawdziwego poszukiwania i od razu podejrzewać o naciąganie faktów.

Close Menu