Po pierwszym tygodniu w szkole

Po pierwszym tygodniu w szkole

Pierwsze koty za płoty. Mam za sobą tydzień w szkole językowej „Pro lingua” (czytaj więcej >>>), nieopodal Watykanu (widok na powyższym zdjęciu). Nasza grupa językowa, to grupa międzynarodowa, w skład której wchodzą następujące kraje: Kamerun (Samuel i Colins), Indie (Adrian), Nigeria (Maximus), Kongo (Patient) oraz oczywiście jest też polsko brzmiące Roberto 🙂

W naszej grupie jest obecnie trzech zakonników (jeden ze zgromadzenia Ojców Białych – Padri Bianchi, jeden od Jezuitów – Gesuiti, jeden od Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej: Misjonari Oblati di Maria Immacolata) i trzech księży diecezjalnych (sacerdoti dioceziani: dwóch z Kamerunu z diecezji Maroua i jeden z Indii). Większość z moich kolegów z kursu zostaje w Rzymie, by tu studiować i pracować, ewentualnie później wrócić do swoich krajów.

Zasadniczo nauka podzielona jest na zajęcia dopołudniowe z naszą nauczycielką Valerią, gdzie poznajemy język, zawiłości gramatyczne itp. Przede wszystkim jednak na każdych zajęciach mówimy, mówimy, mówimy… (parlo, parlo, parlo…) by opanować język powoli (jak mówi nasza nauczycielka: piano, piano… lub że nauka języka włoskiego jest nie jak pendolino, ale pociąg regionalny).

Dwa razy w tygodniu mamy z nauczycielką Eleonorą popołudniowe zajęcia z wymowy (pronuncia), zwłaszcza z masy zbitek literowych, które w języku włoskim trzeba odpowiednio wymawiać, bo od konfiguracji zależy czy jest to „czia” (cia) czy „ka” (ca), „szczia” (scia) czy „ska” (sca), „dzia” (gia) czy „ga” (ga), „lia” (glia) czy „nia” (gna) czy wreszcie „kła” (qua). Jest oczywiście masę pracy własnej poza zajęciami, by opanować materiał z zajęć i zrobić ćwiczenia zadane do domu.

Pomocą jest też dostęp do programu „Rosetta Stone” (czytaj więcej >>>), którym można posługiwać się zarówno w komputerze stacjonarnym, jak i w komórce za pomocą specjalnej aplikacji. Dzięki temu narzędziu nasza podstawowa nauczycielka Valeria może sprawdzić ile czasu w domu korzystaliśmy z tego programu, ocenić postępy nauki, jak i zobaczyć z czym sobie nie radzimy (np. problemy z wymową). Sam jednak widzę też, że dla mnie osobiście jest to dobre narzędzie do nauki języka włoskiego.

Choć mam świadomość, że kaleczę język niesamowicie, to jednak staram się – to może duże słowo – ale „rozmawiać” przy stole w domu generalnym w czasie śniadania (colazione), obiadu (prenzo) – jeśli nie ma w szkole popołudniowych zajęć czy kolacji (cena) a także mam okazję osłuchać się z językiem. W związku z tym, że w pierwszym tygodniu polskich domowników nie było za wielu (rekolekcje administracji generalnej: o. Antoni Bochm OMI i o. Marek Jazgier OMI oraz kleryków z seminarium międzynarodowego: o. Wojciech Popielewski OMI i kleryk Mateusz Zys OMI), nie miałem za dużo okazji porozmawiać po polsku.

Nieliczne „polskie” wyjątki były np. w czasie niedzielnego obiadu, gdzie spotkałem – naszego dawnego prowincjała a obecnie podsekretarza w Kongregacji Ewangelizacji Narodów – o. Ryszarda Szmydkiego OMI czy domownika rzymskiego o. Tadeusza Nowaka OMI z Kanady, pełniącego funkcję sekretarzem generalnym Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary.

Niesamowitym doświadczeniem jest też czasem odmawianie brewiarza na tarasie domu generalnego, z takim widokiem na Bazylikę Świętego Piotra, jak powyżej oraz doświadczenie międzynarodowości zgromadzenia, bo co chwile na posiłkach są oblaci z innych części świata. Zwłaszcza niezapomniana będzie Eucharystia z odnowieniem ślubów, a jednocześnie moja jubileuszowa 25. lecia pierwszych ślubów zakonnych, którą opisałem wczoraj (czytaj więcej >>>).

Chwile wolnego czasu wykorzystuję na spacer po ogrodzie naszego domu generalnego, by zaczerpnąć świeżego powietrza nie tylko w drodze z domu do szkoły i ze szkoły do domu. Jedynie w piątek wieczorem udało mi się wyjść na spacer wieczornymi, zatłoczonymi od turystów, uliczkami centrum Rzymu (passeggieta nocturna) i zobaczyć znane mi już wcześniej miejsca, jak Plac Hiszpański, Fontannę di Trevi, Panteon czy Ołtarz Ojczyzny. Nie było to zadanie łatwe, bo tego wieczora odbywał się w Rzymie maraton i część ulic była zamknięta dla ruchu, więc trzeba było się trochę natrudzić, by później autobusami i metrem wrócić do domu przy Via Aurelia 290. Chwilą wytchnienia było także polskie spotkanie, zorganizowane w niedzielny wieczór w jednej z restauracji z okazji mojego jubileuszu, o czym szerzej pisałem w wiadomości jubileuszowej (czytaj więcej >>>).

Jak już wspominałem wcześniej, dofinansowanie kursu zapewniła niemiecka fundacja „Renovabis” – warto wejść na ich stronę, klikając poniżej, aby dowiedzieć się o szerokim polu ich działalności.

romi.

Close Menu