Zakonna ofiara w Powstaniu Warszawskim

Zakonna ofiara w Powstaniu Warszawskim

Powoli dobiegają końca uroczystości rocznicowe 75 lecia Powstania Warszawskiego, więc niemal już u progu ostatniego dnia Powstania Warszawskiego, które upadło po 63 dniach walk (02.10.1944), warto raz jeszcze wspomnieć ofiarę jaką zakony miasta Warszawy złożyły na ołtarzu Ojczyzny. Zarówno zakonny męskie, jak i żeńskie, czynne i kontemplacyjne, będące w samym centrum walk czy też niosące bezinteresowną pomoc wniosły swój wkład, którego wycinek prezentuję poniżej.

OFIARA URSZULANEK SERCA JEZUSA KONAJĄCEGO NA WIŚLANEJ

Pierwszymi ofiarami, już kilka godzin po wybuchu Powstania, były 4 siostry ze Zgromadzenia Serca Jezusa Konającego z klasztoru na Powiślu, które wybiegły do pierwszych rannych powstańców. Za ten akt odwagi zostały pośmiertnie odznaczone „Krzyżem Walecznych”.

Siostry, choć część z nich przeżyła powstanie, nie dzieliły się przez lata swoimi wspomnieniami, ale uczyniły to pod koniec życia, uzupełniając w ten sposób zapis kroniki. Jedynymi z pierwszych ofiar były siostry: Teresa Bagińska, Amelia/Ancylla Ostoja-Chodakowska, Dolores Husmu Deymer (była pół-Turczynką) i postulantka Jadwiga Frankowska miały między 23 i 39 lat. Wybiegły z noszami, aby nieść pomoc rannym, ale zabili ich Niemcy ostrzeliwujący teren z budynków Uniwersytetu Warszawskiego, a towarzysząca im s. Jana Płaska została ciężko ranna.

W kolejnych dniach powstania w klasztorze była jadłodajnię, szpital polowy, nie odmawiający pomocy także rannym Niemcom, czy wreszcie miejsce schronienia dla około tysiąca cywili. Siostry cały dzień wypiekały chleb oraz rozdawały 1,5 tys. porcji zupy i 900 śniadań i kolacji. Trzech Salezjanów z pobliskiego klasztoru przez cały ten czas odprawiało Eucharystię. Po zajęciu tej części miasta przez Niemców 4 września 1944 roku pozostałe przy życiu siostry wraz z ludźmi zostały wysiedlone. Przez obóz w Pruszkowie dotarły ostatecznie do Milanówka, gdzie znalazło się 116 urszulanek.

/czytaj więcej >>>/

OFIARA BENEDYKTYNEK SAKRAMENTEK Z RYNKU NOWEGO MIASTA

W czasie walk śmierć poniosły klauzurowe siostry Benedyktynki-Sakramentki, trwające od wieków na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem na Rynku Nowego Miasta. W czasie bombardowania klasztoru i kościoła 31 sierpnia, podczas modlitwy, zostało pogrzebanych pod gruzami świątyni 35 sióstr Benedyktynek-Sakaramentek, 4 kapłanów – w tym jezuita i salezjanin oraz 2 siostry Córki Najczystszego Serca NMP, 12 sierot i ok. 1000 mieszkańców miasta.

W czasie walk, pomimo klauzury, udostępniły swój klasztor potrzebującym, dzieliły się jedzeniem z głodnymi, opatrywały rany i towarzyszyły umierającym w podziemiach klasztoru. Miron Białoszewski tak pisał o tym wydarzeniu: “Sakramentki, które przez ileś set lat, od Marysieńki, śpiewały za kratami i przez kraty przyjmowały komunię, nagle stały się działaczkami społeczniczkami, bohaterską instytucją, oparciem dla Nowego Miasta. (…) Sakramentki się palą – mówiło się już odtąd codziennie. A sakramentki się paliły. I latały w welonach. I biły świnie i krowy. Codziennie. I rozdawały ludziom. I przyjmowały, i opatrywały u siebie ludzi. Coraz większe gromady. Tysiące”.

Od wieków w charyzmacie wpisane było oddanie całkowicie życia dla Boga, a w tym momencie dziejów zdecydowały się „daninę krwi” oddać Ojczyźnie dla Jej przyszłości, wcześniej pytając przeoryszę o pozwolenie realizacji czwartego ślubu „żertwy” czyli oddania swojego życia w sprawie ważnej dla Kościoła i Kraju. Wiele z nich, każdego dnia oddawało w ten sposób swoje życie, by – jak to ujęła jedna z nich – „Polska nie była taka czy inna, ale cała Chrystusowa”.

/czytaj więcej >>>/

OFIARA JEZUITÓW Z RAKOWIECKIEJ

W jezuickim Domu Pisarzy przy ul. Rakowieckiej w Warszawie 2 sierpnia Niemcy dokonali zbrodni już w drugim dniu Powstania Warszawskiego. Wśród zamordowanych ok. 40 osób było m.in. 16 jezuitów a przełożonego domu, o. Edwarda Kosibowicza, zastrzelono na skraju Pola Mokotowskiego.

Masakrę przeżył jedynie o. Aleksander Kisiel, który po tych wydarzeniach schronił się w klasztorze Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Derdach koło Warszawy a przeżycia powstańcze doprowadziły go do choroby psychicznej. Opisał on, że do pomieszczenia bestialskiej zbrodni, które obecnie jest kaplicą a pod jej podłogą pochowano męczenników, Niemcy wrzucili granaty a żyjących dobijano później strzałem w głowę.

/czytaj więcej >>>/

OFIARA BENEDYKTYNEK SAMARYTANEK Z WOLSKIEJ

W czasie Rzezi Woli wraz z ok. 50000 mieszkańców, w dniu 5 sierpnia 1944 roku zostało zamordowanych przez Niemców 7 sióstr Benedyktynek Samarytanek. Część z nich posługiwała w szpitalu jako pielęgniarki, a 2 siostry przebywały na rekonwalescencji po przebytych chorobach i zabiegach. Idąc na śmierć odmawiały modlitwę „Pod Twoją obronę…”.

Siostry, które w chwili Postania Warszawskiego istniały dopiero nieco ponad 20 lat, w szpitalu św. Łazarza z wielkim oddaniem troszczyły się o rannych powstańców, ale także o rannych w czasie walk Niemców, nie czyniąc różnicy ze względu na narodowość czy wyznanie, czyniąc to bez zważania a ostrzał i grad kul. Dodatkowo w tak trudnych warunkach siostry w czasie okupacji ratowały Żydów, dzieci i dorosłych.

Niemcy, gdy wdarli się do szpitala, uczynili straszną masakrę chorych, personelu i chroniących się w szpitalu cywilów. Chorych wyrzucali z łóżek, do schronu wrzucali granaty, wypędzili personel medyczny przed gmach szpitala, a zabitych zrzucali do wielkiego dołu i ciała rozrywali gratami. Niestety nawet wstawiennictwo pielęgnowanego przez siostry niemieckiego żołnierza nie uchroniło ich od masakry, choć część wywieziona do Neckarsulm koło Heilebronnu w Witembergii została w ten sposób uratowana.

/czytaj więcej >>>/

OFIARA REDEMPTORYSTÓW Z KAROLKOWEJ

6 sierpnia 1944 roku zostało zamordowanych 30. redemptorystów czyli wszyscy zakonnicy przebywający w klasztorze przy ul. Karolkowej: 15 ojców, 9 braci koadiutorów, 5 kleryków, 1 nowicjusz.

Rankiem oddziały niemiecki otoczyły klasztor i wszystkich zakonników poprowadziły do obozu przejściowego w kościele św. Wojciecha przy ul. Wolskiej. Zabici zostali strzałem w tył głowy na terenie fabryki Kirchmayera i Marczewskiego, a po nich dokonano egzekucji ludności cywilnej Woli.

Do dziś mieszkańcy Woli, mieszkańcy parafii św. Klemensa, którym udało się przeżyć masakrę wspominają, że zakonnicy do końca spowiadali, odprawiali Eucharystię, wydawali posiłki potrzebującym, dawali schronienie przerażonym ludziom w piwnicach klasztoru i pod kościołem. Spodziewając się śmierci, mając propozycję ucieczki do Śródmieścia, pozostali z ludźmi do końca.

/czytaj więcej >>>/

OFIARA FRANCISZKANEK RODZINY MARYI

Od początku Powstania Warszawskiego ich dom stał się punktem powstańczego oporu, za co po zakończeniu walk 44 siostry, w tym nowicjuszki, zostały wywiezione do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Mimo narażania życia, nie tylko w powstaniu, ale także z powodu ukrywania i ratowania kilkuset dzieci żydowskich, wszystkie siostry cudem przeżyły i po wojnie odbudowały klasztor.

Powstańcy byli ostrzeliwani przez Niemców z pobliskiego szpitala św. Zofii i dlatego szukali schronienia w klasztorze. Klasztor został zbombardowany i zniszczony 6 sierpnia w wyniku nalotów, w czasie których 3. siostry zostały ranne. Spłonęło wszystko, co związane było z kolebką zgromadzenia i założycielem abp. Zygmuntem Szczęsnym Felińskim, wraz z rzeczami ważnymi dla polskiej kultury.

Niemcy wysiedlili siostry z ruin klasztoru i skierowali najpierw do obozu przejściowego w kościele św. Wojciecha na Woli, a następnie do obozu w Pruszkowie, by 24.08.1944 roku dotrzeć do obozu koncentracyjnego. Mimo nieludzkich warunków, dzięki modlitwie, w tym ziemskim piekle doświadczały obecności Boga. Przebywały tam do 21 lutego 1945 roku, kiedy to zostały zwolnione z obozu, a ostatnia z sióstr powróciła do Polski 8 grudnia 1946 roku.

/czytaj więcej >>>/

OFIARA ZAKONNYCH KAPELANÓW POWSTAŃCZYCH

Oprócz późniejszego kardynała i Prymasa Polski, ks. Stefana Wyszyńskiego „Radwan III” – kapelana AK Kampinos i szpitala polowego w klasztorze w Laskach, znajdziemy wielu odddanych powstańczych kapelanów: kapłanów diecezjalnych, ale także zakonnych.

Bł. Michał Czartoryski OP „Ojciec Michał” – kapelan zgrupowania „Konrad” był kapelanem szpitala powstańczego przy Tamce, gdzie pracowały Siostry Szarytki. W czasie ataku Niemców zginął wraz z chorymi, których nie udało się ewakuować a których nie chciał zostawić bez opieki duszpasterskiej. Zamęczony przez Niemców, a dokładnie powieszony na swojej stule, został także pallotyn bł. Józef Stanek SAC, oddający swoje miejsce w pontonie ewakuacyjnym rannemu człowiekowi.

Dwóch zakonnych kapelanów powstańczych za swoje zaangażowanie zostało odznaczonych orderami „Virtuti Militari”. Byli to jezuici: o Józef Warszawski „Ojciec Paweł” – kapelan zgrupowania AK „Radosław” i o. Tomasz Rostworowski „Ojciec Tomasz” – kapelan batalionu „Gustaw”.

Po upadku powstania, w obozie dla wysiedlonej ludności Warszawy w Pruszkowie, duszpasterzowali pallotyni: ks. Wiktor Bartkowiak, ks. Jan Maćkowski i ks. Wiktor Skóra. Obok posługi religijnej zakonnicy wspierali materialnie potrzebujących, pomagali w łączeniu rodzin, zabiegali o żywność i lekarstwa.

/czytaj więcej >>>/

POMOC NIESIONA WYGNANYM Z WARSZAWY PO POWSTANIU

Siostry Benedyktynki Samarytanki Krzyża Chrystusowego wraz z siostrami z innych zgromadzeń zakonnych ratowały każde ludzkie istnienie w obozie przejściowym w Pruszkowie, zwłaszcza od wywiezienia do obozów śmierci, pomagając uciec jak największej liczbie ludzi. Jedna z nich, s. Charitas Soczek, tak wspominała to działanie: „Ryzyko istniało zawsze. Niemniej ryzykowałyśmy, gdyż szło o ludzkie życie, o zwolnienie lub wywiezienie z obozu młodych ludzi„.

Pomoc tę, iście samarytańską, siostry realizowały już w czasie Powstania Warszawskiego oraz po Jego upadku wobec wygnanej przez Niemców z Warszawy ludności cywilnej. Przybyłych już 6 sierpnia pierwszych więźniów trzeba było nakarmić, opatrzyć rany i wyleczyć. Szczególnie zaznaczyły się w tym s. Charitas Soczek, s. Wacława Rawska oraz „postulantka” Eugenia Szymańska, żydówka ukrywająca się w klasztorze i dobrze znająca niemiecki, co okazało się bardzo pomocne. Pośród zgotowanego przez niemieckich sadystów piekła, siostry okazywały się aniołami dobroci, dostarczając m.in. naczynia do jedzenia bez których nie można było korzystać z lichego obozowego jedzenia.

Siostry sugerowały m.in. jak symulować choroby, które mogą doprowadzić do zwolnienia, by z młodych robić starych a z zdrowych zrobić chorych, aby dostali się do tzw. dwójki, które ratowała życie. Dodatkowo, ryzykując własne życie, wynosiły z obozu przejściowego małe dzieci oraz załatwiały nielegalne wyjście z obozu, także za pomoc przekupstwa, gdyż „Niemcy bez skrupułów przyjmowali wódkę i ostatnie sztuki złotej biżuterii, jakie zostały jeszcze wypędzonym”. Co więcej, by uratować jak najwięcej ludzi, siostry organizowały kryjówki w beczkach, pod wagonami, czasem na granicy wpadki i jednego wyroku – obozu koncentracyjnego.

/czytaj więcej >>>/

Na zakończenie warto wspomnieć, że Norman Davies, brytyjski historyk i autor książki „Powstanie’ 44” twierdzi, że nie sposób zrozumieć bohaterskiej postawy powstańców warszawskich bez czynnika duchowego. Jak wspominano w tym roku pod pomnikiem Prymasa Tysiąclecia na Krakowskim Przedmieściu, pod koniec powstania warszawskiego, mieszkający w Laskach ks. Stefan Wyszyński zobaczył na niebie chmurę wirujących kartek niesionych przez wiatr od strony płonącej stolicy. Na jednej z nich widniał niedopalony fragment ze słowami: „Będziesz miłował”, zaniósł karteczkę do kaplicy, pokazał siostrom i powiedział: „Nic droższego nie mogła nam przysłać ginąca stolica. To najświętszy apel walczącej Warszawy do nas i do całego świata. Apel i testament… Będziesz miłował”.

romi.

Close Menu