Konferencja 3: „O co chodzi w warunkach dobrej spowiedzi świętej? Cz. II: Mocne postanowienie poprawy i szczera spowiedź”
Wprowadzenie:
W dwóch pierwszych konferencjach omówiliśmy to czym spowiedź jest a czym spowiedź nie jest, ale także podjęliśmy kwestie rachunku sumienia, jako nieodzownego przygotowania do tego sakramentu oraz żal za grzechy, rozróżniając ten doskonały jak i ten niedoskonały. Zatem, jeśli popatrzymy na 5 warunków dobrej spowiedzi świętej, następnymi elementami jego dobrego przeżycia tego sakramentu będą mocne postanowienie poprawy oraz szczera spowiedź.
Katechizm Kościoła Katolickiego, kiedy mówi o tych dwóch warunkach, to najpierw w mocnym postanowieniu poprawy stwierdza „z postanowieniem niegrzeszenia w przyszłości” (KKK 1451). Jest to zatem decyzja, że chce zmienić swoje życie i nie chce jednocześnie wracać do grzechu, gdyż ważna jest intencja walki z grzechem a nie moja bezgrzeszność, że nigdy nie upadnę i muszę być odtąd idealny.
Mocne postanowienie poprawy to moje postanowienie, że chcę żyć lepiej nie usprawiedliwiam przed sobą i przed innymi grzechu („wszyscy dziś tak robią”) i podejmuje konkretne kroki, aby wprowadzić to postanowienie w życie, unikając okazji do grzechu i zmieniając swoje nawyki duchowe i życiowe. Podpowiedzią jest tu Słowo Boże, które mówi „Bo sprawiedliwy siedem razy upada, ale znowu się podnosi” (Prz 24, 16).
Ten sam Katechizm wskazuje w wypadku szczerej spowiedzi: „Spowiedź indywidualna i pełna stanowi jedyny zwyczajny sposób pojednania z Bogiem i Kościołem” (KKK 1455), gdyż wtedy wypowiadam swoje grzechy przed Bogiem. Kapłan, jak wielokrotnie wskazuje też w „Dzienniczku” św. s. Faustyna, jest w tym wypadku tylko czy aż narzędziem Boga, przez które to narzędzie, tak samo słabe i grzeszne jak ja, dokonuje się cud Bożego Miłosierdzia. Kapłan bowiem działa „in persona Christi”, dlatego św. s. Faustyna zapisuje słowa Jezusa Miłosiernego: „Kiedy się zbliżasz do spowiedzi, wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosierdzia (Dz 1602)”. Potwierdzają one Słowo Boże, które mówi: „Kto ukrywa swe przestępstwa, nie zazna powodzenia, kto je wyznaje i porzuca – dostąpi miłosierdzia” (Prz 28, 13).
Biblijne spojrzenie na kolejne dwa warunki
Znów trzeba nam się odnieść w naszej medytacji o spowiedzi do fragmentu biblijnego o miłosiernym Ojcu i marnotrawnych synach (por. Łk 15, 11-32), gdyż wtedy w całej pełni zobaczymy te dwa elementy w postawie powracającego do domu syna, jakim są mocne postanowienie poprawy oraz szczera spowiedź. Widzimy tam najpierw jak dokonują się tak naprawdę etapami te dwa kolejne warunki: powrót do tego co utracił odchodząc z domu Ojca oraz przyjęcie w tym domu z całym miłosierdziem.
Na początku do zmiany swojego życia prowadzi tego marnotrawnego syna sytuacja życiowa: roztrwonił wszystko, rozrzutnie dysponował majątkiem Ojca (łatwo przyszło, łatwo poszło), a na dodatek, gdy już wszystko wydał i nastał ciężki głód w kraju jego codzienności, został sam bo opuścili go pozorni przyjaciele. Drugim elementem było to, jak mocno doświadczył upodlenia, gdy służy obcym ludziom, cierpi niedostatek i jego marzeniem jest najeść się tym samym co jadają świnie, ale nikt mu ich nie daje (być może nawet podkrada świniom te strąki, by zaspokoić swoje podstawowe pragnienie, jakie odczuwa w postaci głodu).
W tych drastycznych okolicznościach dokonuje refleksji nad sobą (czyni już omawiany poprzednio pewien rodzaj rachunku sumienia), ale najpierw ta refleksja przebiega w ten sposób, że to syn chce stawiać warunki na jakich zostanie przyjęty do domu Ojca. Na początku w swoim postanowieniu poprawy nie tęskni za domem Ojca, ale za dostatkiem chleba, jaki pamięta że mieli najemnicy Ojca, gdyż byli przez niego dobrze traktowani. Układa sobie nawet swoje mocne postanowienie poprawy i szczerą spowiedź, aby to wszystko dobrze wyszło i by czasem nie został odtrącony przez Ojca: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”.
Z takim planem wybiera się (dokładnie zebrał się) w drogę ze swojej krainy upodlenia, gdzie ześwinił się całkowicie, do krainy która ma być lepsza, ale wg jego wizji. Jeszcze nie jest pod domem, jeszcze jest daleko, a Ojciec ujrzał go, gdyż każdego dnia go wyczekiwał z tęsknotą. To wzruszenie Ojca nie jest jedynie emocją, ale konkretnym znakiem miłości, wraz z tym, że Ojciec nie czeka na syna w domu, ale wybiega mu praktycznie na spotkanie, rzuca się mu na szyję i całuje go, choć zapewne ze względu na życie ze świniami i wiele dni podróży syn nie pachniał zbyt dobrze.
To właśnie ten gest Ojca powoduje, że cały misterny plan opracowany w krainie upodlenia w jednym momencie lega w gruzach, a syn spontanicznie wyznaje swoje winy oraz widać w jego słowach postanowienie poprawy, chęć zmiany tego co po ludzku zostało zaprzepaszczone. Mówi bowiem do Ojca, nie kombinując i nie tłumacząc się na wiele różnych sposobów, ale stając w prawdzie o sobie: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.
Dopełnieniem zrealizowania w tym zdaniu tych dwóch warunków jakimi są mocne postanowienie poprawy i szczera spowiedź, dokonuje się prawdziwy powrót syna do domu. Te słowa Ojca nie są bez znaczenia „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. To spotkanie z bezwarunkowym miłosierdziem na nowo przywraca mu godność.
Musimy uruchomić tu naszą wyobraźnię, że ten syn marnotrawny wrócił do domu praktycznie w łachmanach, resztkach ubrania, prawie nagi. Ojciec, dając synowi szatę, sprawia że on od tej chwili nie musi chować się przed ludźmi, co do tej pory ze wstydem czynił. Ojciec nie zapomniał sytuacji, która miała miejsce, ale ze względu na inicjatywę syna przebaczył mu z całego serca i dał poczucie bezpieczeństwa.
Pierścień, który wraca na palec syna, jest znakiem przywróconej więzi rodzinnej i utraconej godności. Ten dar skazuje synowi, że nie musi ciągle czuć się winnym, gdyż nie jest gorszy od swojego brata, tego „porządnego syna”, bo każdy ma swoją historię. Każdy z synów pozostając w swojej wolności może z tym synowskim pierścieniem zrobić co zechce: może się cieszyć z jego otrzymania lub cisnąć go w kąt lub wyrzucić ze złością. Pierwszy syn zrobił to odchodząc z domu Ojca, ale do niego powraca zdając sobie sprawę ze straty, jaka stała się jego udziałem, a drugi syn odrzuca ten dar, gdy nie może wybaczyć Ojcu miłosierdzia.
Buty/sandały, które na początku służyły synowi marnotrawnemu do ucieczki z domu Ojca, gdy wraca bosy z poranionymi nogami, znów zostają mu dane jako znak przywrócenie wewnętrznej i zewnętrznej wolności. Syn znów może iść dokąd zechce, a nie tam gdzie iśc zmusiły go okoliczności życia. Ucieczka marnotrawnego syna nie zniszczyła jego relacji z Ojcem, choć drugi syn „wykasował” tę relację ze swojej świadomości.
Wszystkie te 3 dary wskazują i symbolizują powrót syna w łaski Ojca. Wtedy szata staje się znakiem honoru i godności, przywróconych synowi pomimo jego grzechu. Zauważmy, że Ojciec nie każe przynieść dla syna jakieś szaty, ale „najlepszą szatę”, która symbolizuje powrót do nie byle jakiego, ale szanowanego miejsca w rodzinie. Pierścień zaś jest symbolem władzy, autorytetu i zarazem otrzymanego dziedzictwa, które Ojciec odnawia mimo odejścia syna, gdyż syn nawet przez grzech odejścia go nie utracił. Nałożenie go przez Ojca symbolizuje odzyskanie pozycji w rodzinie, ale przede wszystkim zaufania Ojca, który znów traktuje go jako dziedzica. Sandały zaś to znak wolności i wielkiej godności syna w rodzinie, nawet wtedy gdy znajduje się w nędzy i rozpaczy. Syn nie odzyskuje statusu, jakiego początkowo w swoich kalkulacjach pragnął, a zatem statusu najemnika czy niewolnika, ale dostaje na nowo swoją pozycję z bezgranicznej miłości Ojca i jego miłosierdzia.
Inaczej zaś zachował się brat marnotrawnego syna, który miał pretensje nie tylko do Ojca, ale także i może przede wszystkim do tego syna, który roztrwonił majątek z nierządnicami. Jest zazdrosny o miłość ojca, że syn, który „był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” o to, że Ojciec sprawił, jak to o czym mówią mu służący „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”.
Przywołuje błędy brata w nieskończoność, nie zdobył się na przebaczenie, ale ciągle podkreślał swoją nieskazitelną postawę „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, (…) kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. „Ten syn twój” oznacza bardzo chłodny dystans.
Warto na koniec sięgnąć krótko jeszcze do omawianej przed miesiącem historii Zacheusza. To co nazywamy mocnym postanowieniem poprawy i szczerą spowiedzią odczytujemy w słowach i gestach Jezusa; „A kiedy Jezus dotarł do tego miejsca, podniósł oczy i powiedział do niego: «Zacheuszu, zejdź szybko, bo dziś muszę zatrzymać się w twoim domu.»” (Łk 19,5). Zobaczmy, że Jezus widzi Zacheusza, choć ten ukrywa się na drzewie, w liściach, jak pierwsi ludzie po grzechu.
Ta reakcja Jezusa, gdy być może ta „zakała Narodu Wybranego” po raz pierwszy właśnie przez Jezusa zostaje potraktowana po ludzku, rodzi nie tylko mocne postanowienie poprawy i szczere wyznanie winy, ale przede wszystkim już wychyla Zacheusza w kierunku zadośćuczynienia, gdyż tak ma owocować spowiedź: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Wrócimy jeszcze do tego tematu za miesiąc w naszych ostatnich rozważaniach o spowiedzi.
Ta historia Zacheusza pokazuje, w jaki sposób Bóg szuka nas w naszej grzeszności, jak Jezus przychodzi do każdego z nas, niezależnie od tego, jak bardzo czujemy się oddzieleni od Niego przez nasze słabości i grzechy. Dlatego spowiedź jest miejscem, w którym możemy spotkać się z Jezusem, który nas nie potępia i nie ocenia, ale patrzy na nas z miłością, uzdrawia nasze serca i zaprasza do prawdziwej przemiany. Obraz ten wskazuje, że tak jak Zacheusz, możemy doświadczyć zbawienia, jeśli tylko popatrzymy na siebie Bożymi oczami i zdecydujemy się otworzyć nasze serca i odpowiedzieć na Boże zaproszenie do miłości i nawrócenia.
Dostrzeżmy też, że Jezus nie tylko dostrzega jego wysiłek, ale także podejmuje sam inicjatywę, zapraszając Zacheusza do wspólnego posiłku i rozmowy. Tak naprawdę, to czego doświadczamy w sakramencie pokuty i pojednania, to fakt że Jezus wychodzi naprzeciw Zacheuszowi/Zacheuszom, a nie odwrotnie. Jezus już zna dogłębni nasze serce i z miłością zaprasza do siebie. Ta scena pokazuje nam, że moment spowiedzi to ten moment, kiedy Jezus nas szuka.
I jak Zacheusz nie musiał sam dochodzić do Jezusa, tak i my jako ludzie wierzący nie musimy sami rozwiązywać wszystkich swoich problemów. Bóg bowiem w tym sakramencie nie czeka aż się zmienimy, będziemy doskonali, ale spotyka nas w takiej rzeczywistości, w jakiej żyjemy i zaprasza do przemiany serca i życia. Jezus zatem wychodzi, jak miłosierny Ojciec, jako pierwszy i czeka z otwartymi ramionami, gotów nam przebaczyć i nas uzdrowić z naszych grzechów i słabości.
Jakże odmienne jest zatem to Boże miłosierdzie od ludzkiego przebaczenia. Może najbardziej okazuję się w tym, że oprócz przebaczenia zawiera w sobie obietnicę i obdarowanie. Jak to konkretnie obietnica? Że nigdy mój grzech nie zostanie użyty przeciwko mnie. To o wiele więcej niż ludzkie zastanawianie się nad tym, czy przebaczenie oznacza zapomnienie, gdyż nad pamięcią nie mamy władzy, jak i nad przeszłością mamy władzę o tyle, o ile bierzemy w nasze ręce swoją przyszłość.
My nie zawsze możemy obiecać, że zapomnimy o krzywdach nam wyrządzonych, ale możemy przyrzec, że nie będziemy tych krzywd używać jako argumentu przeciwko naszemu winowajcy. „Bo przecież ty…i cała litania pretensji gotowa”. Czasem nawet obawa przed usłyszeniem takich słów powoduje, że grzesznik nadal żyje jak człowiek sparaliżowany, o którym mówiliśmy przed miesiącem i potrzebował on pomocy innych. Zatem największym darem związanym z przebaczeniem jest obietnica bezpieczeństwa, szata, która zakryje wstyd człowieka.
Katechizmowe spojrzenie na kolejne dwa warunki
W kontekście mocnego postanowienia poprawy i szczerej spowiedzi, spójrzmy krótko na zapisy Katechizmu Kościoła Katolickiego, które mówią nam o dwóch kolejnych warunkach dobrej spowiedzi świętej, kiedy mówi o aktach dokonywanych przez penitenta:
1450 „Pokuta zobowiązuje grzesznika do dobrowolnego przyjęcia wszystkich jej elementów: żalu w sercu, wyznania ustami, głębokiej pokory, czyli owocnego zadośćuczynienia w postępowaniu” (por. Katechizm Rzymski, 2, 5, 21; Sobór Trydencki: DS 1673).
1455 Wyznanie grzechów (spowiedź), nawet tylko z ludzkiego punktu widzenia, wyzwala nas i ułatwia nasze pojednanie z innymi. Przez spowiedź człowiek patrzy w prawdzie na popełnione grzechy, bierze za nie odpowiedzialność, a przez to na nowo otwiera się na Boga i na komunię Kościoła, by umożliwić nową przyszłość.
1456 Wyznanie grzechów wobec kapłana stanowi istotną część sakramentu pokuty: „Na spowiedzi penitenci powinni wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, których są świadomi po dokładnym zbadaniu siebie, chociaż byłyby najbardziej skryte i popełnione tylko przeciw dwu ostatnim przykazaniom Dekalogu (por. Wj 20, 17; Mt 5, 28), ponieważ niekiedy ciężej ranią one duszę i są bardziej niebezpieczne niż popełnione jawnie” (por. Sobór Trydencki: DS 1680):
Gdy wierni Chrystusa starają się wyznać wszystkie grzechy, które sobie przypominają, niewątpliwie przedstawiają je wszystkie Bożemu miłosierdziu. Ci, którzy postępują inaczej i świadomie ukrywają niektóre grzechy, nie przedkładają dobroci Bożej tego, co mogłaby ona odpuścić za pośrednictwem kapłana. „Jeśli bowiem chory wstydzi się odkryć ranę lekarzowi, sztuka lekarska tego nie uleczy, czego nie rozpozna” (por. Św. Hieronim, Commentarii in Ecclesiastem, 10, 11: PL 23, 1096. Sobór Trydencki: DS 1680).
1457 Zgodnie z przykazaniem kościelnym: „Każdy wierny, po osiągnięciu wieku rozeznania, obowiązany jest przynajmniej raz w roku wyznać wiernie wszystkie swoje grzechy ciężkie” (KPK, kan. 989; por. Sobór Trydencki: DS 1683; 1708). Ten, kto ma świadomość popełnienia grzechu śmiertelnego, nie powinien przyjmować Komunii świętej, nawet jeśli przeżywa wielką skruchę, bez uzyskania wcześniej rozgrzeszenia sakramentalnego (por. Sobór Trydencki: DS 1647; 1661), chyba że ma ważny motyw przyjęcia Komunii, a nie ma możliwości przystąpienia do spowiedzi (por. KPK, kan. 916; KKKW, kan. 711). Dzieci powinny przystąpić do sakramentu pokuty przed przyjęciem po raz pierwszy Komunii świętej (por. KPK, kan. 914).
1458 Wyznawanie codziennych win (grzechów powszednich) nie jest ściśle konieczne, niemniej jest przez Kościół gorąco zalecane (por. Sobór Trydencki: DS 1680; KPK, kan. 988, § 2). Istotnie, regularne spowiadanie się z grzechów powszednich pomaga nam kształtować sumienie, walczyć ze złymi skłonnościami, poddawać się leczącej mocy Chrystusa i postępować w życiu Ducha. Częściej otrzymując przez sakrament pokuty dar miłosierdzia Ojca, jesteśmy przynaglani, by być – jak On – miłosierni (por. Łk 6, 36):
Ten, kto wyznaje swoje grzechy, już działa razem z Bogiem. Bóg osądza twoje grzechy; jeśli ty także je osądzasz, jednoczysz się z Bogiem. Człowiek i grzesznik to w pewnym sensie dwie rzeczywistości; gdy jest mowa o człowieku, uczynił go Bóg; gdy mowa jest o grzeszniku, uczynił go człowiek. Zniszcz to, co ty uczyniłeś, aby Bóg zbawił to, co On uczynił… Gdy zaczynasz brzydzić się tym, co uczyniłeś, wówczas zaczynają się twoje dobre czyny, ponieważ osądzasz swoje złe czyny. Początkiem dobrych czynów jest wyznanie czynów złych. Czynisz prawdę i przychodzisz do Światła (św. Augustyn, In evangelium Johannis tractatus, 12, 13).
Jak ma wyglądać zatem mocne postanowienie poprawy i szczera spowiedź?
Po tej analizie biblijnej historii syna marnotrawnego, drugiego z synów oraz miłosiernego Ojca, spróbujmy zatrzymać się nad praktycznymi aspektami tych dwóch warunków dobrej spowiedzi świętej, by ten sakrament owocnie przeżywać?
Samo sformułowanie „mocne” wskazuje, że postanowienie poprawy nie może być „byle jakie”, „jakieś tam”, zrobione po łepkach, ani nawet dobre. „Mocne” oznacza, że z jednej strony wiem z czego mam się poprawić, a z drugiej strony wiem jak to zrobić, mam na to konkretny plan, który chce prowadzić w życie. Zresztą mocne postanowienie poprawy musi być jak najbardziej konkretne, aby prowadziło nas w rozwoju duchowym. Gdy bowiem chcemy poprawić się tak ogólnie, to z niczego najzwyczajniej się nie poprawimy, bo to wszystko się nam rozleci.
Mocne postanowienie poprawy pomiędzy spowiedziami: od jednej do drugiej, powinno przyjąć formę konkretnego postanowienia, najlepiej jednego, które jesteśmy w stanie zweryfikować każdego dnia na nowo w codziennym rachunku sumienia, o którym już wspominałem. Wtedy jesteśmy w stanie od spowiedzi do spowiedzi każdego dnia weryfikować się jak ta nasza poprawa, oczywiście z Bożą pomocą, wygląda oraz co jej służy a co jej szkodzi. To pozwoli nam unikać okazji do grzechu, wzmacniać okoliczności, które pomagają nam zwyciężać zło i pielęgnować dobro.
O „mocy” tego naszego postanowienia poprawy zależy ważność spowiedzi. Nie jest bowiem tylko tak, że gdy ktoś trwa w grzechach związanych ze sferą seksualną i nie chce z nich zrezygnować (dokonać nawrócenia, metanoi czyli przemiany myślenia), spowiedź nie będzie ważna. Także w wypadku innych grzechów, jak np. brak uczestnictwa w niedzielnej i świątecznej eucharystii czy obowiązku modlitwy lub braku poszanowania dla pracy czy własności drugiego człowieka, gdy nie ma mocnego postanowienia poprawy sprawa wygląda tak samo i nie ma tu żadnej różnicy.
Szczera spowiedź czyli wyznanie wszystkich swoich grzechów, najpierw ciężkich, które zrywają wieź z Bogiem, a następnie lekkich, gładzonych w czasie aktu pokutnego w czasie Eucharystii, by w ten sposób postępować w drodze rozwoju duchowego, jest okazją do doświadczenia mocy Słowa Bożego „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone” (J 20, 23).
W czasie spowiedzi grzechy ciężkie w sakramencie pokuty i pojednania wyznajemy z ich liczbą oraz okolicznościami popełnienia, ale nie opisujemy wszystkich detali i szczegółów. Czynimy to ze szczerością, otwartością, bez ukrywania, nie próbując nic pominąć czy ukryć, gdyż w takich okolicznościach spowiedź będzie nieważna, jak przypomina nam zresztą Katechizm Kościoła Katolickiego, stwierdzając „świadome przemilczenie grzechu ciężkiego czyni spowiedź nieważną” (KKK 1456).
Nie należy bać się kapłana, który sprawuje ten sakrament, choć czasem może być naturalna blokada jeśli spowiedź ma odbyć się u kapłana, którego znamy, z którym często się spotykamy czy nawet jesteśmy na stopie koleżeńskiej. Warto pamiętać, że kapłan to taki sam grzesznik jak ja, który także korzysta z daru Bożego Miłosierdzia przy kratkach konfesjonału. Kapłan w konfesjonale nie jest osądzającym sędzią, ale ma stawać się narzędziem, kanałem Bożego Miłosierdzia.
Gdy spowiadamy się, to najzwyczajniej jako ludzie wyznający swoje słabości, spodziewamy się kary, gdyż tak nauczyło nas życie i tak uczy nas prawo, więc trudno nam czasem nie myśleć jak syn marnotrawny czy ten drugi z braci i pozbyć się swoich kalkulacji, ocen, czy myślenia „co on o mnie pomyśli?”. Mamy też świadomość, że konsekwencją naszych czynów, zwłaszcza tych negatywnych, jest także nadwyrężenie zaufania Boga i innych względem nas. To więzienie, które sami jak taką klatkę sobie szykujemy, a Bóg kolejny raz uwalnia nas z niej i każe nam żyć dalej.
Pierwsze pytanie, jakie w kontekście spowiedzi się rodzi, to jak często należy się spowiadać? I tu mała dygresja w kontekście brzemienia naszych przykazań kościelnych. W Polsce ma ono brzemiennie „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Sformułowanie „przynajmniej” oznacza nie mniej niż, ale wierzący to nie człowiek minimalizmu. Wydaje się, że przed jednymi i drugimi świętami, by nie były one tylko obchodzeniem obrzędów kulturowych z jakąś otoczką religijną, ale realnym spotkaniem z Bogiem, należałoby przystąpić do spowiedzi.
Objawienia Pana Jezusa św. Małgorzacie Marii Alaquoque w ramach pierwszych piątków miesiąca czy objawienia Matki Bożej, zwłaszcza w Fatimie, mówią w ramach pierwszych sobót miesiąca o comiesięcznej spowiedzi wynagradzającej, do której za miesiąc wrócimy, stają się przeżywane z wiarą okazją do dobrej formacji religijnej. Jest to też podpowiedź w wypadku osób z rozchwianym sumieniem, jakim jest skrupulanctwo charakteryzujące się umęczeniem rozdzielania tzw. „włosa na czworo”, że gdy nie ma grzechu ciężkiego nie należy „biegać do spowiedzi co chwilę”, ale skoncentrować się maksymalnie na comiesięcznej spowiedzi.
Powstaje w tym kontekście także wiele innych pytań, na które czasem znajdujemy nieprawidłowe odpowiedzi, słuchając nie koniecznie Kościoła, ale innych źródeł, które mogą nas wprowadzić w błąd. Czy osoby rozwiedzione mogą przystąpić do spowiedzi? Mogą, nawet jeśli małżeństwo się rozpadło i jeśli nie żyją w nowych związkach, bez wskazywania winy jakiejś strony, co więcej otrzymają oni rozgrzeszenie. A czy żyjący w grzechach i nie chcący z nimi zerwać? Też mogą przystąpić do spowiedzi, nawet jeśli na danym momencie nie mogą otrzymać jeszcze rozgrzeszenia, bo spowiedź byłaby nieważna, to jednak idąc drogą życia i wiary mogą w ten sposób zasięgnąć dla siebie nowej motywacji. Nikt bowiem przez Boga nie jest wykluczony z Jego niezgłębionego miłosierdzia.
Tu też pojawia się kwestia tego co z grzechami, których zapomniało się wyznać, bo nie przypomniały się nam w czasie rachunku sumienia czy też przypomnieliśmy sobie je w czasie rachunku sumienia, ale „uleciały” naszej pamięci w czasie wyznawania grzechów? Patrzymy zawsze na ten sakrament w świetle Bożego Miłosierdzia i słów, które wypowiadamy: „więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie (i te wyznane i te zapomniane) grzechy serdecznie żałują, a ciebie ojcze duchowny proszę o pokute i rozgrzeszenie”. Te słowa przypominają nam, że nie trzeba w czasie następnej spowiedzi wyznawać grzechów zapomnianych, bo one zostały „zatopione” w tajemnicy Bożego Miłosierdzia.
Podsumowanie
Ważne jest, byśmy wzajemnie sobie pomagali w przeżywaniu tego sakramentu, a nie przeszkadzali, w duchu przypowieści o dwóch synach i miłosiernym Ojcu. Już od początku, kiedy dzieci przygotowują się do sakramentu pokuty i pojednania nie wolno ich straszyć konfesjonałem i księdzem, co czasem niestety czynią rodzice, dziadkowie czy członkowie rodzin, gdyż w ten sposób nie budujemy atmosfery zaufania do Bożego Miłosierdzia i tego sakramentu (zdarza się „zobaczysz ksiądz ci da w konfesjonale”, „uważaj, bo będziesz musiał się wyspowiadać i ksiądz ci da”).
Z drugiej strony dziś spotykamy bardzo wyraźnie proceder załatwiania zaświadczeń nawet ze spowiedzi dla rodziców chrzestnych i narzeczonych, ale taka praktyka wprost świadczy o braku wiary i tak naprawdę sprawia, że sakramenty tak przeżyte są nieważne. Nie chodzi bowiem o postawę Bercika z dowcipu, którym niemalże zakończę, ale o doświadczenie pełni tajemnicy Bożego Miłosierdzia.
Bercik miał mieć ślub, więc musiał iść do spowiedzi przedślubnej. Był tym bardzo zmartwiony i podzielił się tym z kolegami z pracy, którzy już od jakiegoś czasu widzieli, że Bercik jest nieswój. Dodając mu odwagi jeden powiedział: „słuchaj to nie żaden problem, gdyż pójdziesz do spowiedzi do katedry, tak po lewej stronie w ostatnim konfesjonale siedzi głuchy ksiądz, więc nic nie słyszy a ty się wyspowiadasz i będzie po wszystkim”. Bercik zrobił zgodnie z podpowiedzią, wszedł do katedry, w konfesjonale po lewej stronie paliło się światło, nikogo nie było, więc wskoczył do konfesjonału i mówi „trala lala będzie z nas dobrana para”. Chwila ciszy i nagle z konfesjonału rozlega się głos księdza: „spowiadaj się jak trzeba, bo dziś mój głuchy kolega siedzi po prawej stronie”.
Warto każdego dnia modlić się o dobre przeżycie spowiedzi, by nie lękać się tego spotkania i nie szukać „głuchego księdza”, a można te modlitwę wypowiedzieć np. takimi słowami „Panie Jezu, Ty jesteś światłością serc i lekarzem dusz. Proszę Cię, daj mi łaskę poznania moich grzechów, żalu z miłości do Ciebie, odwagi do szczerego wyznania i siły do poprawy. Niech moja spowiedź będzie nowym początkiem drogi z Tobą. Amen”.