W imię Ojca… Bóg Ojciec, Stworzyciel…

„W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Taka jest nasza wiara, taka jest wiara Kościoła, której wyznawanie jest naszą chlubą w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”.

Drodzy Bracia i Siostry!

Kiedy dziś czynimy znak krzyża świętego na swoim ciele, to przede wszystkim koncentrujemy się na słowach „w imię Ojca”. Zapewne u wielu z nas budzi się zaraz skojarzenie z najważniejszą modlitwą chrześcijańską, jaką jest modlitwa „Ojcze nasz”, jedyną której nauczył Jezus swoich uczniów, modlitwą, którą On sam się modlił.

W tej modlitwie wypowiadamy 7. próśb, z których 3. dotyczą spraw Bożych, a 4. pozostałe naszych, ludzkich. Mówimy najpierw „święć się imię Twoje… przyjdź Królestwo Twoje…, bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi”. Później dopiero prosimy „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj… odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom (którzy nam zawinili)…, nie wódź nas na pokuszenie (właściwie, abyśmy nie ulegli pokusie)… i zbaw nas ode złego”.

Kiedy czynimy znak krzyża świętego i wypowiadamy „w imię Ojca”, to nasze myśli biegną też do Wyznania Wiary, w którym za każdym razem mówimy:

„Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych”.

Naszym ostatecznym celem jest zatem niebo, gdzie jest nasz Ojciec, a kruche ziemskie życie jest tylko etapem, by osiągnąć prawdziwe szczęście u boku naszego Ojca.

Bóg, w którego jako chrześcijanie wierzymy, to Bóg miłości, który troszczy się o świat i człowieka. To Bóg, który nie pozostawia nas samych z naszymi problemami i trudnościami. W tym momencie też dotykamy tajemnicy Bożej Opatrzności, Boga bogatego w miłosierdzie (por. Jan Paweł II, Dives in misericordia, 30.11.1980).

Dla naszego Boga nie ma rzeczy niemożliwych, jeżeli pozwalamy Mu działać. Jeśli stawiamy zaś w naszym życiu pytanie: Gdzie był Bóg, gdy…?, to tak naprawdę zadajemy pytanie nie o obecność Boga, bo On stale nam towarzyszy, ale pytamy o przyzwolenie na Jego działanie w naszym codziennym życiu.

Nasz Bóg z miłości stworzył otaczający nas świat oraz człowieka, dał ten świat pod opiekę człowiekowi. Pozwolił w ten sposób zachwycić się dziełem stworzenia, zadumać nad pięknem świata, a tym samym szukać Jego obecności i Ją odkrywać. Dlatego w nabożeństwie „Gorzkich Żali” możemy śpiewać: „słońce, gwiazdy omdlewają, żałobą się okrywają” (por. tekst „Gorzkich Żali”).

Nasz Bóg zaszczepił w nas dążenie ku najważniejszym wartościom: dobru, prawdzie i pięknu, w który odkrywamy siebie oraz radość płynącą z ich pielęgnowania. Jednak przede wszystkim zaszczepił w nas pragnienie, tęsknotę za przyjaźnią z Nim, który jest pełnią szczęścia.

Bóg nie może nie być miłością i miłosierdziem, to jest jedna z nielicznych rzecz, których Bóg „nie może”. Podobnie „nie może” czynić czegoś wbrew wolności człowieka, jeśli nie chcemy przyjąć Jego miłości.

Nawet słowa o możliwym potępieniu są wyrazem Jego miłości, bo na niektórych nie działają słowa miłości, a jedynie lęk przed karą. To tak, jak znaki drogowe, które mówią jak jechać, a jednak na niektórych działają tylko policyjne patrole czy fotoradary. Czasem do niektórych inaczej nie da się dotrzeć…

Drodzy Bracia i Siostry!

Jednocześnie, jeśli obserwujemy swoje życie, to widzimy że ten pełen miłości Bóg spotyka się z grzechem i słabością człowieka. Grzech i słabość, gdy człowiek im się poddaje, nie tylko niszczą samego człowieka i jego życia oraz relacje z innymi ludźmi i z Bogiem. One też niszczą świat, który otacza człowieka, gdyż wtedy nie potrafi z niego właściwie korzystać, stając się nie stróżem ziemi, ale jej niemiłosiernym wykorzystywaczem. Zachowujemy się wtedy, jak małe dziecko, które jest nieposłuszne, krzyczy, bije, tupie, aby osiągnąć swój cel, jakim jest postawienie na swoim, pokazanie swojego „ja”.

Postawa ta objawia się z jednej strony w zniszczenie świata, który otacza człowieka, piękna środowiska naturalnego, gdyż człowiek zaczyna traktować je jako rzecz, dzięki której można zrealizować swoje cele. Z drugiej jednak strony objawia się to w tym, że człowiek niszczy też to, co Bóg wpisał w świat poprzez prawo naturalne i Boże Przykazania, niszczy wartości, które stanowią o przyszłości świata i człowieka.

Człowiek, kiedy niewłaściwie korzysta ze swojej wolności, kiedy już z ziemi czyni piekło, rozbija dobro stworzone przez Boga i wprowadza nieład, bałagan w to, czego dotyczy jego działanie. Wtedy na kogo najlepiej zrzucić zło, oczywiście że na Boga, bo nie zatrzymał… Wtedy łatwo samego siebie usprawiedliwić, odrzucić od siebie odpowiedzialność za swoje działanie.

Czasem też w naszym życiu ludzkim działanie Boga, a właściwie sposób, w jaki działa, budzi pewną niecierpliwość, bo chcielibyśmy Bożego działania inaczej. Tymczasem, jak mówił św. Augustyn: „Bóg jest mi bliższy niż ja sam sobie”, niż ja swoich osobistych i prywatnych spraw.

Poprawianie Boga, które dziś jest tak bardzo popularne, to nic innego jak przejaw pychy. Oczywiście czasem kiedy stajemy wobec zła, nie potrafimy go zrozumieć przy przeżyć, rodzą się pytania i czasem trzeba przez ten etap przejść, by zrozumieć.

Jednak i w takiej sytuacji, Bóg pełen miłości, przychodzi do nas z Dobrą Nowiną, ze Słowem Bożym, które nieustannie do nas kieruje. Daje nam w ten sposób łaskę, byśmy mogli odpowiedzieć na wymagania miłości.

Bóg, nawet w po ludzku beznadziejnej sytuacji ocala człowieka. Gdy Bóg jest z nami, to niczego nie musimy się trwożyć. Chodzić w Bożym świetle, to budować swoje życie na fundamencie samego Boga (por. czytania z dnia).

Wspaniale wyraziła to św. Siostra Faustyna pisząc:

„O Stwórco mój i Panie, wszędzie widzę ślady Twej ręki i pieczęć Twego miłosierdzia, które otacza wszystko, co jest stworzone”

(Dz. 1749).

Drodzy Bracia i Siostry!

Słowem kluczem, gdy czynimy znak krzyża i wypowiadamy słowa „w imię Ojca” jest samo słowo Ojciec. I tu mogą pojawić się trudności, ze względu na historię naszego życia i naszych doświadczeń, gdyż one wpływają na nasz obraz Boga jako Ojca.

Zapewne są wśród nas ci, którzy mają dobre wspomnienia, związane ze swoim ojcem i mogą okazać wdzięczność za swoich ziemskich ojców, bo doświadczyli ich miłości i ciepła. Zapewne są jednak i tacy, którzy swoich ojców nigdy nie znali, nie doświadczyli ich miłości i ciepła ojcowskiej ręki.

Są zapewne i tacy, którym słowo „ojciec” nie kojarzy się dobrze. A to z tego powodu, że w swoim życiu od swojego rodzonego ojca nie doświadczyli niczego dobrego, a kiedy słyszą to słowo, to wywołuje ono strach, gniew, łzy. Tego słowa ojciec dobrze nie kojarzą.

Te właśnie doświadczenia mogą skutkować tym, że na Boga będziemy przenosili obraz swoich ziemskich ojców i doświadczeń z nimi związanych. Wtedy, kiedy pojawi się strach, to brakuje zaufania i szczerego powiedzenia o wszystkich. To zaś może grozić uciekaniem w swoim życiu przed Bogiem, który jest Ojcem.

Cyprian Kamil Norwid, ostrzega wręcz:

„Bóg, którego zrobiliście sobie jest bałwanem na waszych piersiach i trzeba go do boju wyzwać i połamać”.

Nie można bowiem zawierzyć się Bogu bez miłości i przyjęcia, że nawet z bolącego mnie zła Bóg może wyprowadzić dobro. Potrzeba postawy, by nawet to zło, przyjąć jako swego rodzaju dar. Nie można zawierzyć Bogu nie wyzbywając się podejrzliwości wobec Niego.

Tymczasem św. Paweł uczy nas: „Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: “Abba, Ojcze!” (Rz 8, 15). Do Boga możemy wołać: Tatusiu, kochany, pełen miłości Ojcze.

To wielki znak Bożego miłosierdzia dla nas, gdyż nasz Bóg miłości ciągle czeka na naszą refleksję, gdyż jak mówi św. Grzegorz z Nazjanzu „najpierw obdarza, a potem daje zrozumienie”. Obdarza nas łaską, byśmy mieli Boga za Ojca, narodzili się z Niego przez chrzest, jako Boże dzieci (por. J 1, 12; 1 J 3, 2).

Widzimy zatem, że „Niebo jest tam, gdzie nie ma grzechu, ani zbrodni, gdzie śmierć nie zadaje żadnej rany”, jak mawiał św. Augustyn. Trzeba jednak powierzyć się Bogu jak ojcu, nie tylko w niebezpieczeństwie, ale w każdej chwili swojego życia, bez stawiania jakichkolwiek warunków. W przeciwnym razie zabraknie tego co najważniejsze, zabraknie miłości, a gdzie jej nie ma, nie ma Boga (por. 1 J 4, 8. 16). Bóg bowiem jest tam, gdzie ludzie się kochają.

Drodzy Bracia i Siostry!

Gdybyśmy uruchomili naszą wyobraźnie i wyobrazili sobie z jednej strony najlepszego ojca, wraz ze wszystkimi cechami, jakie byśmy chcieli, aby posiadał. Następnie byśmy wyobrazili sobie najpiękniejszą miłość matki, z jej dobrymi cechami. Dalej, byśmy to wszystko zwielokrotnili, to połączenie najpiękniejszej miłości ojca i matki jest i tak niczym w porównaniu do miłości Boga, jako Ojca.

Znany malarz Rembrandt wyraził pięknie tę prawdę na obrazie, przedstawiającym powrót marnotrawnego syna. Obraz ten nazywani jest czasem „Syn Marnotrawny” a czasem „Miłosierny Ojciec”, gdyż oba te tytuły oddają przedstawioną na nim scenę. Na tym właśnie obrazie, kiedy miłosierny Ojciec obejmuje swojego syna, to dłonie które kładzie na ramionach klęczącego dziecka są jakże różne. Jedna z nich to dłoń twarda, spracowana, męska. Druga natomiast subtelna, delikatna, dłoń kobieca.

Kiedy więc czynimy na sobie znak krzyża świętego i wypowiadamy słowa „w imię Ojca”, to nieustannie przypominamy sobie właśnie o takiej wielkiej miłości, o najpiękniejszej miłości, która przekracza najwspanialsze marzenia człowieka. Amen.

Close Menu