Jak się modlić?

Drodzy Bracia i Siostry!

W Roku Miłosierdzia jakże często słyszymy wezwanie jednego z uczynków miłosiernych co do duszy: “modlić się za żywych i umarłych”. Jednak, kiedy słyszymy słowa “modlić się”, to od razu powstaje pytanie jak to robić, jak dobrze modlić się?

Już sama definicja modlitwy podpowiada nam, że jest to “rozmowa z Bogiem”. Znamy ją doskonale z katechezy, ale ona jeszcze nie rozwiązuje naszych problemów i nie odpowiada na nasze pytania. Rozmowa to spotkanie dwóch osób i tu raczej nie mamy problemów. Rozmowa to jednak dialog i tu pojawia się problem, bo jak mam usłyszeć Boga, który odpowiada na moją modlitwę?

Jak zatem się modlić? Można bowiem znać wszystkie katechizmowe formułki, a mieć problem modlitwą. Co więcej, można znać na pamięć wiele różnych modlitw i nawet często je wypowiadać, a jednocześnie mieć  w dalszym ciągu problem z codzienną modlitwą, z tym szczególnym spotkaniem z Bogiem.

Jak zatem się modlić? Przecież można mieć potrzebę modlitwy, spędzać na niej długie godziny. Można nakładać na siebie różne zobowiązania modlitewne i chodzić na niedzielną, a może nawet i codzienną Eucharystię, a jednocześnie można być niezadowolonym ze swojej modlitwy.

Jak zatem się modlić? Wielu ludzi mówi, że staram się modlić, być wiernym rozmowie z Bogiem, ale wciąż pojawiają się jakieś rozproszenia, nie mogę skupić się na modlitwie tak, jakbym tego pragnął. Moja modlitwa jednym słowem nie jest dobra. A skąd to wiem? Czy to tylko moje subiektywne odczucia?

Po ludzku może mi się tak wydawać, ale Bóg inaczej patrzy na moją modlitwę. Jak zatem na nią patrzy Bóg? On widzi moje serce i to, co w nim się znajduje. On widzi wysiłek, jaki na drodze modlitwy podejmuje. On zna trud mojej modlitwy, podejmowaną ciągle walkę, aby być jej wiernym, by odrzucić rozproszenia jakie przychodzą.

Wcale bowiem nie jest tak, że kiedy ja jestem zadowolony z mojej modlitwy, to z nią wszystko jest w porządku. Takim człowiekiem zadowolonym ze swojej modlitwy był przecież faryzeusz, o którym mówi Jezus (por. Łk 18, 9-14). Tymczasem to nie on wyszedł sprzed Bożego oblicza usprawiedliwiony, ale celnik, który modlił się w pokorze i może nie był zadowolony ze swojej modlitwy. Może zatem okazać się, że wcale nie wtedy, kiedy ja jestem zadowolony z mojej modlitwy, jest z niej zadowolony Bóg i jest ona dobra. To są zupełnie inne miary, które wymykają się ludzkim kryteriom.

Drodzy Bracia i Siostry!

Najczęściej zapewne przez nas odmawianą jest Modlitwa Pańska czyli popularne “Ojcze nasz”. To sam Jezus, na prośbę swoich uczniów, nauczył ich tej modlitwy (por. Łk 11, 1-11). Mówili oni do Jezusa: “Panie naucz nas modlić się, jak i Jan nauczył swoich uczniów”.

Czemu w ogóle pojawiła się ta prośba w ustach uczniów? Nie pojawiła się ona dlatego, że uczniowie wiedzieli, że Jezus zna wszystkie teorie, które dotyczą tego jak się modlić, że zna wszystkie “potrzebne” modlitwy, zna techniki, które sprawią, że ona będzie wychodziła. Oni zadali to pytanie, gdyż widzieli Jezusa jak się modli, jak wygląda Jego kontakt z Ojcem. Oni zachwycili się modlitwą Jezusa i dlatego chcieli mieć takie samo doświadczenie w swojej modlitwie. Stąd to ich pytanie.

Jest to rzeczywiście modlitwa szczególna, gdyż “Ojcze nasz” mamy w repertuarze naszej modlitwy osobistej, ale też wspólnie tę modlitwę odmawiamy na Eucharystii. Jak podaje nam Ewangelista Mateusz (por. Mt 6, 9-13) modlitwa ta składa się z 3. zasadniczych części: wezwania skierowanego do Ojca w niebie, 7. próśb oraz potwierdzenia tej modlitwy słowem “Amen”, które wypowiadamy w modlitwie osobistej oraz modlitwy, którą w czasie Eucharystii wypowiada kapłan, jako przedłużenie Modlitwy Pańskiej. Natomiast same 7. próśb dzieli się na 2 części: 3. z nich dotyczą Boga a 4. odnoszą się do nas samych i innych ludzi.

I choć często tę modlitwę odmawiamy, to jednak najwięcej trudności w jej słowach, mamy kiedy dochodzimy do dwóch ostatnich wezwań: “i nie wódź nas na pokuszenie” oraz “ale nas zbaw ode złego”. Te wezwania z drugiej części wezwań modlitewnych niosą ze sobą trudności, które czasem przeszkadzają nam w naszej modlitwie. Spróbujmy więc zobaczyć, o co w nich chodzi.

Drodzy Bracia i Siostry!

Pierwsze z nich “i nie wódź nas na pokuszenie” dotyczy pokusy, która nęka każdego człowieka. Wielokrotnie się z tymi pokusami zmagamy, bo jest to wpisane w naszą ludzką naturę skażoną grzechem pierworodnym i działaniem złego ducha, który chce nas sprowadzić z Bożych dróg na manowce grzechu.

Tymczasem grzechy sprzeniewierzają się woli Boga, który pragnie szczęścia człowieka, gdyż są egoistycznym realizowaniem swojej własnej woli, swoich własnych zachcianek. Tymczasem Bóg wie że one nie przyniosą nam szczęścia i pokoju serca, wręcz przeciwnie nieszczęście i niepokój.

Bóg dobrze zna skutki, jakie niesie ze sobą grzech w naszym życiu. Jednak tak bardzo nas kocha, że szanuje naszą wolność, gdy dokonujemy wyboru między dobrem a złem. Jedyne co może zrobić, to pokazać nam drogę przykazań, która jest drogą szczęścia i czekać na wybór, jakiego dokonamy. On na siłę nie będzie nas ciągnął ku dobremu, bo nie chce z nas uczynić niewolników, jakich z nas czyni szatan, kiedy kusząc nas, chce związać człowieka ze sobą.

Czasem, kiedy wypowiadamy słowa “i nie wódź nas na pokuszenie”, błędnie rozumiemy, że Bóg kusi człowieka. Tymczasem dobrze wiemy, że to nie jest prawda. Jak zatem rozumieć te słowa? Lepszym tłumaczeniem tego biblijnego fragmentu jest “abyśmy nie doznali pokusy” czy “abyśmy nie ulegli pokusie”, bo wtedy wszystko staje się jasne i zrozumiałem.

Biblia przypomina nam, że Bóg nie tylko nie podlega pokusie, ale także sam nikogo nie kusi (por. Jk 1, 13). Boża obecność i Boże Słowo niesie coś przeciwnego niż pokusa, ono niesie wyzwolenie. Sam zresztą Jezus mówił: “poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32).

Prośba ta zatem, to jednym słowem modlitwa o to, abyśmy byli każdego dnia wierni woli Bożej, rozeznawali ją w swoim życiu i według niej postępowali. Wiemy też dobrze, że to zadanie przekracza nasze ludzkie możliwości, dlatego Bóg dał nam swego Ducha. To z Jego pomocą mamy podejmować tę walkę duchową w swoim życiu, walkę o obecność woli Bożej w nas i naszej codzienności, walkę z pokusami jakie nas dopadają a ich celem jest zawrócenie nas z drogi Bożej woli.

Te pokusy jednak to też okazja dla nas, aby zrozumieć, że nie wszystko zależy od nas. Są po to, by zrozumieć, że w naszej słabości grzeszności potrzebujemy mocy samego Boga. Bóg zatem nie zmusza nas, ale zaprasza do dobra, a moc do zwycięstwa z pokusami ku rzeczom złym czy pozornie dobrym znajdujemy właśnie w modlitwie.

Sam Jezus nam to pokazuje przez swój przykład, gdy był kuszony na pustyni (por. Łk 1, 4-13) i gdy modlił się przed męką w Ogrodzie Oliwnym (por. Mt 26, 36-46). Zatem sam Bóg daje nam broń do walki z pokusami, by one nie osłabiły naszego zaufania do Boga, pozwoliły odkryć wolę Bożą dla swojego życia oraz dały nam dojrzałość w wierze.

Drodzy Bracia i Siostry!

Drugim wezwaniem są słowa: “ale nas zbaw ode złego”. Jest to pośrednie nawiązanie do modlitwy Jezusa za uczniów w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy (por. J 17, 15). Modlił się wtedy Jezus, aby Jego uczniowie stanowili jedno, aby trwali przy Jego Ewangelii, a nie swoich planach, które zawsze rodzą rozłamy.

Zatem to wezwanie dotyczy zbawienia mnie od wszelkiego zła, ale dotyczy także wybawienia do tego złą innych ludzi i całej wspólnoty uczniów Chrystusa, wspólnoty wiary, wspólnoty Kościoła. Jednym słowem, niesie też doświadczenie solidarności i wspólnoty w trudnościach.

To wezwanie to też przypomnienie nam, że zło to nie jakiś obraz, teoria, bajka dla pobożnych dzieci, ale to rzeczywiste zło, osobowe: szatan, ojciec kłamstwa, zwodziciel, antychryst. Jezus pokonał już jego moc na drzewie krzyża mocą swojej Krwi, ale nam czasem trudno jest w to uwierzyć, co więcej skorzystać z tej mocy Chrystusowej Krwi w konkretnych sytuacjach, kiedy dopada nas pokusa.

W tej modlitwie prosimy też o wyzwolenie od zła teraźniejszego, czyli teraz nas dotykającego. Prosimy również o wyzwolenie od zła przyszłego, a zatem o siły do walki z pokusami, które przyjdą. Wreszcie prosimy o wyzwolenie od zła przeszłego, czyli skutków jakie grzech i uleganie pokusie spowodowały nie tylko w naszym życiu, ale w relacjach człowieka z Bogiem i ludźmi między sobą.

Jednocześnie jest to prośba o dar pokoju serca, jaki niesie ze sobą wypełnianie woli Bożej. Prośba o wytrwanie w godzinie próby, co wyraźnie widać w modlitwach mszalnych odmawianych przez kapłana w czasie Eucharystii po modlitwie “Ojcze nasz”.

Widać to zwłaszcza w słowach:

Wybaw nas, Panie, od zła wszelkiego i obdarz nasze czasy pokojem. Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.

To wezwanie, to nasze wołanie “ratuj”, skierowane do Boga, gdy jak Piotr z dzisiejszej Ewangelii (por. Mt 14, 22-33) toniemy we falach naszego codziennego życia. To prośba o wybawienie od tego wszystkiego co się sprzeciwia woli Bożej, utrudnia jej odkrywanie i postępowanie zgodne z wyznaczonym przez nią kierunkiem.

Drodzy Bracia i Siostry!

Kiedy jako ludzie tracimy samych siebie? Wtedy, gdy gubimy Boga i Jego wolę w naszym życiu. Modlitwa zaś wciąż daje nam okazję do codziennej walki o obecność Boga i Jego woli w naszym życiu. Przecież dopóki ta walka trwa nic nie jest stracone, bo przez modlitwę realizują się w naszym życiu 3. pierwsze prośby Modlitwy Pańskiej: by przyszło Boże Królestwo, by święciło się Boże Imię i realizowała Jego wola w naszym codziennym życiu. To jedyna droga, która może dać prawdziwe szczęście i spełnienie. Amen.

Close Menu