Drodzy bracia i siostry,
Czasem w naszej codzienności, gdy coś najzwyczajniej nam się rozleje, zwłaszcza na jakieś wrażliwe powierzchnie, to wtedy szukamy chłonnych materiałów. Czynimy wszystko, by jak najszybciej chociażby tę wodę rozlaną wytrzeć, pozbierać, aby ona nie zaszkodziła tej powierzchni, na którą się wylała.
Z drugiej strony znowu z naszego codziennego doświadczenia wiemy, że czasem, gdy jest jakaś wyschnięta powierzchnia, czy to w wypadku ludzkiej skóry, czy to w wypadku ziemi, szukamy jak tę powierzchnię nawodnić. Jak roślinę, która usycha, doprowadzić do życia, przywrócić jej życie, przywrócić jej piękno.
Wreszcie czasami w naszej codzienności, kiedy dotykają nas różnego rodzaju sytuacje, problemy, mówimy, że te słowa, sytuacje, problemy, opinie, wydarzenia spływają po nas jak po kaczce, czyli że nas nie dotykają, że my tych rzeczywistości zewnętrznych, które są obok nas, nie wchłaniamy w żaden sposób do swojego życia.
Drodzy bracia i siostry,
Te trzy obrazy z naszej codzienności znajdują odzwierciedlenie dziś w Słowie Bożym. Bo najpierw o tej rzeczywistości mówi nam Słowo Boże pierwszego czytania z Księgi proroka Izajasza (por. Iz 55,10–11), kiedy Bóg dziś nam przypomina, że Jego Słowo ma dokonać w nas tego, czego Bóg pragnie.
I Bóg nieustannie to słowo daje, że ono jest jak ulewa i śnieg spadające z nieba i tam niepowracające, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju. Bo Bóg, dając nam swoje słowo, chce by ono nas nawodniło, nawilżyło, użyźniło ludzkie serce. By ono rzeczywiście dokonało tego, czego Bóg pragnie. By nie wleciało jednym uchem w czasie niedzielnej Eucharystii, a drugim wyleciało, lecz by zagościło w naszym sercu i rzeczywiście wypełniło zadanie, które zostało mu dane przez Boga.
Dalej, kiedy słyszymy fragment z Listu św. Pawła Apostoła (por. Rz 8,18–23), drugie dzisiejsze czytanie, to ono również mówi nam o tej rzeczywistości, że Słowo Boże przyjęte, Słowo Boże wnikające w nas, nie spływające po nas jak po kaczce, ale nawilżające dokładnie nasze serce, pozwala w naszej codzienności, by objawiła się nasza godność dzieci Bożą. Używając słów św. Pawła, byśmy zostali wyzwoleni z zepsucia i mogli uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych przez dar Ducha Świętego.
I wreszcie to Boże Słowo dzisiejszej Ewangelii (por. Mt 13, 1-9) też mówi o tej rzeczywistości dnia codziennego w przywołanych obrazów na początku tego dzisiejszego rozważania. I mówi nam, że Słowo Boże, gdy zostaje przyjęte, gdy nie ucieknie z naszego serca, to ono przynosi plon. Taki plon, na który dzisiaj nas stać.
My często w tej Ewangelii koncentrujemy się, że jedno wydało plon stukrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Ale ważne jest, że wydało plon i ważne, że jeżeli to słowo wpadnie w nasze serce, to nie jest istotne, czy będzie to plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny, czy stukrotny, ale że ono, ten plon wyda w naszej codzienności.
Bo będą sytuacje naszego życia, kiedy będzie ten plon maksymalny, będą sytuacje naszego życia, kiedy będzie ten plon średni. Będą sytuacje naszego życia, kiedy będzie ten plon najniższy. Ale ważne, abyśmy tak współpracowali z tym Bożym Słowem, aby wydać plon taki, na jaki w danym momencie nas najzwyczajniej stać w naszej codzienności.
Drodzy bracia i siostry,
Kiedy dzisiaj uczestniczymy w Eucharystii, to mamy zadać sobie pytanie. Czy Słowo Boże, które słyszę na niedzielnej czy nawet codziennej Eucharystii, nie spływa po mnie jak po kaczce? Czy rzeczywiście Ono przynosi plon, czy nie zostaje zmarnowane? Czy Ono rzeczywiście wsiąka dokładnie w moje serce i dokonuje tego, czego Bóg pragnie? Nie według moich ludzkich kalkulacji, ale według kalkulacji Bożej, bo tylko wtedy używając ostatniego zdania tej dzisiejszej Ewangelii, kto ma usze, rzeczywiście słucha i nie zostaje głuchy na Boże Słowo. Amen.