Drodzy bracia i siostry,
Jezus Chrystus przyszedł na ten świat, aby nas zbawić, a nie po to, byśmy mieli święta. Bo za chwilę przyklękając, wyznamy naszą wiarę i wypowiemy słowa, „On to dla nas i dla naszego zbawienia… przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”. I wyznając, że to wszystko dokonało się za sprawą Ducha Świętego, będziemy wskazywali tę tajemnicę wiary, którą celebrujemy w świętach Bożego Narodzenia.
I o tej rzeczywistości przypomina nam Boże Słowo mszy świętej w dzień uroczystości Bożego Narodzenia. A zarazem modlitwa Kościoła, którą przed chwilą słyszeliśmy, że jesteśmy przeznaczeni do tego, aby uczestniczyć w bóstwie Chrystusa, który przyjął naszą ludzką naturę (por. Kolekta).
Słowo Boże najpierw przez proroka Izajasza (por. Iz 52, 7-10) podpowiada nam, że w Jezusie Chrystusie cały świat może zobaczyć zbawienie Boga. To zbawienie, które niesie prawdziwe szczęście i prawdziwy pokój przez królowanie Boga. I jeśli człowiek jest nieszczęśliwy, to Bóg niesie człowiekowi pocieszenie, nawet wśród ruin, które człowiek na własne życzenie sobie lub innym zgotował.
Dalej przypomina nam autor listu do Hebrajczyków (por. Hbr 1, 1-6), że w Jezusie Chrystusie Bóg ostatecznie przemówił do człowieka, choć wcześniej czynił to na wiele różnych sposobów. Tamte jednak były tylko zapowiedziami, a w Jezusie Chrystusie, Zbawicielu, Synu Bożym, Bóg te swoje obietnice wypełnił. I gdy człowiek przyjmuje, to przyjście Syna Bożego na ten świat doświadcza mocy Boga. Podtrzymywany jest w nadziei potęgą Jego słowa, które stało się ciałem i zamieszkało między nami.
Nie gardząc lichym, niedostatecznie przygotowanym, a właściwie nieprzygotowanym miejscem, Bóg nie gardzi lichością i niedostatecznością tego ludzkiego przyjęcia na tym świecie. I chcąc oczyścić nas z grzechów, Bóg wybrał konkretny czas historii. Bóg wybrał konkretne miejsce, konkretny naród i konkretne okoliczności tego swojego przyjścia, które po ludzku mogłoby się wydawać odbyło się w miejscu nieprzygotowanym, nie do końca przemyślanym, ale to tym bardziej mówi o Bożej miłości wobec każdego z nas, że Bóg przyjął tę niedostateczność ludzką.
Drodzy bracia i siostry
I to właśnie, jak przypomina nam Ewangelista Jan (por. J 1, 1-5. 9-14), tę wielką światłość nadziei sprawia Słowo Boże, które było od początku, bez którego nic się nie dzieje, bo ono jest życiem i prawdziwą światłością w ciemności ludzkich lęków, ludzkich niepowodzeń, ludzkich animozji, ludzkich wojen. Ale potrzeba to Słowo przyjąć, by doświadczyć Jego mocy i stać się dzieckiem Boga, nie w teorii, ale prawdziwie w praktyce dnia codziennego.
I możemy zadać sobie dzisiaj pytanie, jak przyjąć to Słowo Boże, którym jest Jezus Chrystus, by nie skończyło się na pięknych świątecznych przeżyciach. jakiejś tradycjach, które pielęgnujemy, pewnej rzewliwości, która towarzyszy nam w tych dniach. I można powiedzieć, że tu w tym miejscu zyskujemy dwie podpowiedzi. Pierwszą podpowiedź słyszeliśmy niedawno od naszego metropolity warszawskiego arcybiskupa Adriana Galbasa, gdy składał życzenia.
Mówił m.in., że uczniowie misjonarze, bo takimi mamy być, którzy są pełni nadziei, to są ludzie, którzy potrafią ze sobą współpracować, jak pasterze i mędrcy. Bo jak mówił, „współpraca jest umiejętnością ludzi mądrych, głupi nie są do niej zdolni. (…) Ja daję pół, ty dajesz pół, mamy całość. (…) Bóg chciał też do swojego dzieła zbawienia współpracy z człowiekiem. Dobro, które rodzi się ze współpracy jest trwalsze, bo nie koncentrujemy się na sobie jako na autorach tego dobra” (por. życzenia w Parlamencie RP, 19.12.2025).
I druga podpowiedź przychodzi od tego, który przez lata tutaj w tym miejscu stawał. Słowa, które przed laty wypowiadał, pochodzące od księdza Jana Twardowskiego, a zwłaszcza z jego wiersza o Bożym Narodzeniu: „Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia? Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdy na niebie? Dlaczego śpiewamy kolędy? Dlatego, by uczyć się miłości do Pana Jezusa. Dlatego, żeby podawać sobie ręce. Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie, dlatego, żeby sobie przebaczać” (por. ks. Jan Twardowski, Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?).
Drodzy bracia i siostry,
I gdy przyjmiemy od betlejemskiego żłóbka te dwie podpowiedzi, wtedy wyniesiemy od tej betlejemskiej stajenki konkretne światło. Ten blask, który rzuci Boże światło na nasze ludzkie lęki, na nasze ludzkie niepowodzenia, na nasze ludzkie animozje, na nasze ludzkie wojny, a wszystko to po to, byśmy mieli nie chwilowe, ale prawdziwe szczęście i pokój. Amen.