Boże drogowskazy: Słowo Boże

Drodzy Bracia i Siostry!

Kiedy w czasie tych misji fatimskich patrzymy na Fatimskie Orędzie, kiedy przypatrujemy się fatimskim dzieciom i tym wszystkich w czasie tych prawie 100. lat, którzy podjęli fatimskie wezwanie, to dostrzegamy jak wielką moc ma Boże Słowo. To do wierności temu Słowu zachęcała Pani Fatimska i to Słowo uczyniło wielkie rzeczy w sercach wielu ludzi i czyni w tych dniach, które teraz przeżywamy. Dlatego dziś, w piątym dniu naszej misji, chcemy zatrzymać się nad następnym drogowskazem Boga, jakim jest Jego Słowo.

Każdego dnia dostrzegamy jaką ma moc nasze słowo, słowo ludzkie. Widzimy, że dobre słowo daje nadzieję, podnosi na duchu, niesie ze sobą prawdę i jest w stanie dokonać wielkich rzeczy. Wszystko dlatego, że wypowiedziane jest z miłością i troską. Widzimy jednak co przynosi ze sobą złe słowo: cierpienie, wdeptanie w ziemię, kłamstwo. Ono jest w stanie dokonać wielu nikczemnych rzeczy, gdyż brakuje w nim miłości.

Drodzy Bracia i Siostry!

Tymczasem, kiedy wertujemy karty Biblii, widzimy że Słowo Boże jest zupełnie inne, tak jak tego mamy przykład w dzisiejszej, specjalnie wybranej na ten dzień Ewangelii o powołaniu Celnika Mateusza (por. Mt 9, 9-13).

Ewangelia ta opowiada o Mateuszu, celniku i grzeszniku. O człowieku osądzonym przez ludzkie słowa, napiętnowanym słowem, które nie potrafiło znaleźć w tym człowieku żadnego dobra. Jest to też Ewangelia o Mateuszu, celniku i grzeszniku, człowieku obolałym od ludzkich słów. One bolały, raniły, dotykały Jego serca i stawały sie każdego dnia kamieniami, którymi obrywał. One jak ciernie wbijały się w Jego ciało, w Jego serce i kaleczyły, sprawiając zapewne niesamowity ból, który ten człowiek nosił w swoim sercu.

Ta Ewangelia to jednak Ewangelia o Mateuszu, celniku i grzeszniku, który doświadczył mocy Słowa Bożego. Mocy Słowa, które potrafi wyrwać człowieka z tego osądzania i napiętnowania ludzkim słowem. To Ewangelia o Mateuszu, celniku i grzeszniku oraz o mocy Słowa Bożego, które potrafi z człowieka wyłuskać dobro. Mocy, która potrafi oddzielić plewy od ziarna, aby z tego ostatniego uczynić dobrą mąkę na dobry i smaczny chleb.

To także Ewangelia o Mateuszu, celniku i grzeszniku oraz mocy Słowa Bożego, które jest jak lekarstwo. Ono jest jak balsam na obolałe od ludzkich słów serce człowieka. Ono leczy rany zadane przez ludzkie słowo, złe słowo, wypowiedziane bez miłości i daje moc człowiekowi, by na nowo móc zaufać drugiemu człowiekowi.

Może w wielu z nas rodzi się pytanie: dlaczego wystarczyło jedno Boże Słowo, a właściwie zdanie “pójdź za mną”, a Mateusz zostawił wszystko co do tej pory dawało sens Jego życiu, zostawił swoje dotychczasowe życie a z nim grzech oraz nieuczciwość i poszedł za Jezusem?

Ta tajemnic tkwi w tym, że słowo wypowiedziane przez Jezusa, było słowem wypowiedzianym z miłości, bez osądzania, napiętnowania. To było dobre słowo, na które Mateusz czekał zapewne już wiele czasu. To było słowo dostrzegające w człowieku może małe, ale jednak ziarno dobra.

Ta tajemnica tkwi w tym, że słowo wypowiedziane przez Jezusa, było słowem z misją, słowem z mocą, słowo leczące. O tej mocy mówi sam Jezus: “nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”.

Wreszcie tajemnica tkwi w tym, że słowo wypowiedziane przez Jezusa, było słowem, które stwarza na nowo, podnosi na duchu. Słowem, które w człowieku czyni nowe serce i nowego ducha, czyli słowo stwarzające nowego człowieka, wyrywające go z niewoli zła, dające moc zmartwychwstania ku dobru, ku pięknu, ku prawdzie. Słowo, które wszystko czyni nowe.

Drodzy Bracia i Siostry!

Sam Bóg przekonuje nas o takiej mocy Jego słowa, kiedy mówi: “podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa” (Iz 55, 10-11).

Dowodem na taką moc Słowa Bożego jest życie świętych i błogosławionych, którzy w spotkaniu ze Słowem Miłości przemienili swoje życie, weszli na Boże drogi i bezpiecznie nimi doszli do wieczności. Takim przykładem są też i dzieci fatimskie ze swoim życiem naznaczonym Słowem Bożym. Takim dowodem jest też i to, że także dziś Bóg dotyka człowieka swoim Słowem, czego zapewne wielu z nas tu obecnych doświadczyło już w czasie tej misji fatimskiej.

Ten sam Bóg zapewnia nas jeszcze, mówiąc: “Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek” (Hbr 4, 12-18).

Dowodem takiego działania Słowa Bożego są nagłe nawrócenia i przemiana życia w spotkaniu z Bożym Słowem, jakie dokonują się poprzez wielki w historii Kościoła, także i tej historii Objawień Fatimskich. Jako Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej jesteśmy nieustannie tego świadkami w krajach misyjnych, w których posługujemy

Patrząc na to, że jest tak wielu ludzi – także określających siebie jako wierzący – których Słowo Boże nie zmienia, można zadać pytanie: jaka to jest moc? I znów Bóg mówi do nas swoimi Słowami: “Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. (…) Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (J 1, 1-5. 9-13).

Drodzy Bracia i Siostry!

W nas samych, kiedy słyszymy o Słowie Bożym, może rodzić się pytanie czy ta moc jest dla nas możliwa? Gdzie ją można znaleźć? I tu znajdujemy tajemnicę Bożego Miłosierdzia dla nas.

Ona jest dla nas tak samo możliwa, jak była możliwa dla celnika i grzesznika Mateusza. Ona jest dla nas tak samo możliwa, jak w historiach ludzi Starego i Nowego Testamentu. Ona jest tak samo możliwa dla nas, jak w historiach wielu chrześcijan, którzy szli drogą wiary przed nami.

Możliwa do doświadczenia staje się dla nas, kiedy sięgamy po Słowo Boże, które staje się w ten sposób – jak mówi temat tego dnia misji fatimskiej – naszym drogowskazem. Jest dostępna, gdy sami wertujemy karty Biblii i rozważamy Boże Słowo oraz kiedy czynimy to wspólnie w czasie liturgii w kościele.

Jednak szczególnie tej mocy Słowa Bożego doświadczamy w Eucharystii, czyniąc dwa znaki. Wtedy Bóg do wszystkich swoich dzieci mówi: “pójdź za mną”, jak kiedyś uczynił to wobec Mateusza.

Na początku Eucharystii wyznajemy naszą słabość, mówiąc: “zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem” (por. akt pokutny). Te cztery słowa obejmują całość naszego życia, wszystko co w nim się dzieje. Jednocześnie te cztery słowa pokazują drogę rodzenia się dobra i zła w naszym życiu: wszystko rodzi się z myśli, w później owocuje słowami i czynami. Te cztery słowa pokazują nam też drogę życia, na której przypadkiem a czasem celowo gubimy dobro, zaniedbujemy okazje jego praktykowania.

Natomiast przed Ewangelią czynimy znak, który mówi, że na to wszystko chcemy szukać lekarstwa u Boga, w Jego Słowie. To znak krzyża na czole, ustach i sercu. To znak zbawienia i wołania o pomoc, aby Bóg przemienił myśli, słowa i czyni, których początek jest w naszym sercu. To znak przemiany złych myśli, złych słów i złych czynów w myśli dobre, słowa pełne nadziei i czyny pełne miłości. To prośba o taką odwagę, by wykorzystać każdą okazję do czynienia dobra i żadnej z nich nie zmarnować.

Ten drobny, wydawać by się mogło nic nieznaczący gest, a właściwie dwa, to pokazanie nam samym co może uczynić w nas i w naszym życiu Słowo Boże, co Bóg przez Nie może uczynić w nas, jeśli tylko pozwolimy Mu działać.

Drodzy Bracia i Siostry!

Co takiego czyni Bóg? On zajmuje miejsce między nami, przysiada się do nas jak do celników i grzeszników z Ewangelii, aby w ten sposób dotknąć nas swoim Słowem. On przychodzi do nas jak lekarz, ale nie do tych którzy są zdrowi, ale do tych co się źle mają. Przychodzi ze swoją uzdrawiającą mocą, mocą Bożego Słowa, choć czasem Jego pojawienie się i postawa budzą zdziwienie.

Bóg nie przychodzi powołać sprawiedliwych, którzy uważają że sami są w stanie zbawić siebie i innych, ale przychodzi powołać grzeszników, którzy szukają i łakną Jego miłości i miłosierdzia. Przychodzi do grzeszników, którzy wiedzą, że zbawienie jest tylko w Bogu i Jego Słowie. On przychodzi do nas, jak kiedyś przyszedł do Mateusza. On przychodzi do naszej codzienności, do naszej komory celnej, w której tkwimy zajęci swoimi codziennymi “biznesami”. On chce nas z niej wyciągnąć i dlatego wciąż powtarza: “pójdź za Mną”.

To jednak od nas zależy czy Słowo Boże usłyszymy, czy uznamy że potrzebujemy zbawienia czy też uwierzymy, że sami siebie możemy zbawić. To od nas zależy czy pozwolimy temu Słowu Boga się przemienić, zmienić nasze myśli, słowa i uczynki. To od nas zależy czy to Słowo Boże stanie się dla nas drogowskazem, by w swojej codzienności nie zagubić dobra i czy wykorzystamy wszystkie okazje, by można było je zrealizować. Amen.

Close Menu