Być człowiekiem nadziei i pocieszenia

Drodzy Bracia i Siostry!

Nikt z nas nie lubi złych, przytłaczających wiadomości. Nikt z nas nie lubi złych słów czy wyzwisk, bo one nie pozwalają żyć i wgniatają człowieka wciąż w ziemię. Nie lubimy tego wszystkiego zwłaszcza teraz, w okresie epidemii, izolacji i niepewności na temat przyszłości. Jednak mamy świadomość, że te złe, przytłaczające wiadomości, złe słowa i wyzwiska, wciąż na nowo nam towarzyszą i nie umiemy się ich pozbyć, gdyż – jak mówi polskie przysłowie – „czepiają się nas jak rzep psiego ogona”.

Tymczasem Bóg zna to nasze udręczenie złymi, przytłaczającymi wiadomościami, złym słowem i wyzwiskami, dlatego w czasie Eucharystii – kiedy „gromadzimy się na świętej wieczerzy” – dokonuje swoistej logoterapii. Terapii sensu wobec wielu naszych ludzkich bezsensów, terapii Słowem Bożym, które stało się ciałem, terapii dobrą nowinę o Jezusie Chrystusie, Panu naszym.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

Jakiej terapii dokonuje dziś Bóg, w tę drugą niedzielę adwentową? Co mówi do nas dziś w czasie epidemicznych ograniczeń? Jakie przesłanie niesie nam w słowie Bożym, jaki sens w nim objawia i jakie dobre słowo do nas kieruje?

Najpierw na początku tej Eucharystii modliliśmy się, aby troski doczesne – czyli to co doświadczamy w naszym codziennym życiu – nie przeszkadzały nam w spotkaniu z Jezusem Chrystusem, a nadprzyrodzona mądrość kształtowała nasze czyny i prowadziła do prawdziwego zjednoczenia z Bogiem.

Przez adwentowego proroka, jakim w czytaniach liturgicznych staje się Izajasz (por. Iz 40, 1-5. 9-11), niesie nam pocieszenie. Czyni to jednak nie przez tanie poklepywanie po plecach i nic nie znaczące słowa „będzie dobrze, będzie lepiej…”, ale mocą łaski Bożej daje nam nadzieję na przyszłość. Nadzieję na wyrównanie ścieżek dla Boga, bo On przychodzi z mocą swej łaski, błogosławieństwa i nadziei, jak pasterz pasący swe stado, okazujący nam – jak śpiewaliśmy przed chwilą w psalmie – łaskę i zbawienie.

Czasem jednak nam, niecierpliwym ludziom, którzy chcieliby mieć wszystko natychmiast i od razu, wydaje się – jak podpowiada św. Piotr (por. 2 P 3, 8-14) – że Pan zwleka z wypełnieniem swej obietnicy. Apostoł poucza nas jednak, ze tak nie jest, ale Bóg jest cierpliwy wobec nas nawet wtedy, gdy nieszczęśliwi, niepewni i poturbowani w życiu, przed Nim uciekamy. Tymczasem On nie chce nikogo zgubić, ale wszystkich doprowadzić do zbawienia, do nowego nieba i nowej ziemi. Trzeba tylko jednego, aby przychodząc Bóg zastał nas bez plamy i skazy, w pokoju serca.

Drodzy Bracia i Siostry!

Jak świat potrzebował posłańca przez przyjściem Jezusa Chrystusa, którym był św. Jan Chrzciciel (por. Mk 1, 1-8), tak każdy z nas takiego posłańca potrzebuje i co więcej, takim posłańcem ma stawać się także dla innych ludzi. Wszystko to po to, aby wciąż było przypominane wezwanie „przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego, by wszyscy ludzie ujrzeli zbawienie Boże”. Trzeba nam jednak świadomości, jaką miał św. Jan Chrzciciel, że posłaniec nie zastępuje Tego, kogo zapowiada: „idzie za mną mocniejszy ode mnie… On chrzcić was będzie Duchem Świętym”.

Jeśli zatem chcemy być ludźmi nadziei i pocieszenia, ludźmi dobrej a nie złej nowiny, to nie ma innej drogi jak moc łaski Boga, który mocą swego Ducha w Eucharystii przemienia chleb oraz wino z odrobiną wody w swoje Ciało i swoją Krew. Kiedy „zgromadzeni na świętej wieczerzy” z tymi darami złożymy nasze życie, ma także moc przemienić nas i nasze życie, jedynie On ma taką moc. Amen.