Konferencja 4: Problem zadośćuczynienie Bogu i ludziom. Jak patrzeć na to w świetle wynagrodzeniu Sercu Jezusa i Sercu Maryi w pierwsze piątki i pierwsze soboty miesiąca?
Wprowadzenie:
Dziś chcemy przypatrzeć się ostatniemu z warunków dobrej spowiedzi świętej po rachunku sumienia, żalu za grzechy, mocnym postanowieniu poprawy i szczerej spowiedzi, zajmując się zadośćuczynieniem Bogu i bliźnim. Chcemy jednak uczynić to w sposób specyficzny, w kontekście patrzenia na nie w perspektywie pierwszych piątków i pierwszych sobót miesiąca, jako przedłużenia w wynagrodzeniu Sercu Maryi i Sercu Jezusa.
Myślę, że w pewnym sensie na zakończenie tych naszych katechez o spowiedzi w Roku Świętym, skłania nas do tego zmiana wystroju kościoła parafialnego, gdzie w centrum znajdzie się figura Jezusa z otwarty sercem oraz list na adwent Biskupa Warszawsko-Praskiego, którzy przypomniał że obchodzimy 100 lecie objawienia się Matki Bożej s. Łucji z prośbą o nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca, co miało miejsce dokładnie 10.12.1925 roku (por. bp Romuald Kamiński, Biskup Warszawsko-Praski, List Pasterski na Adwent 2025).
Niech więc ta nasza dzisiejsza katecheza będzie okazją do odnowienia w nas samych i w całej naszej wspólnocie parafialnej nie tylko owocnego przeżycia sakramentu pokuty i pojednania, z jego ostatnim warunkiem jakim jest zadośćuczynienie Bogu i człowiekowi, ale także odnowienie i praktykowanie regularnej spowiedzi w związku z pierwszym piątkiem i pierwszą sobotą miesiąca, by przeżyć w sposób szczególny te nabożeństwa. Są one swoistym delikatnym wyciąganiem raniących je cierni, które okalają to Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi, których wizerunki w wielu domach parafii wiszą na ścianach.
Przed 100 laty Matka Boża do s. Łucji mówiła: „Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał. Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość…”.
Biblijne spojrzenie na zadośćuczynienie
Tradycyjnie na początku naszej katechezy chcemy spojrzeć na biblijne tło przypowieści o miłosiernym Ojcu i marnotrawnych synach (por. Łk 15, 11-32). W tym fragmencie nie widzimy co prawda zadośćuczynienia ze strony marnotrawnego syna, o co zresztą ma w pewien sposób pretensję ten drugi z synów. Możemy jednak w pewnym sensie to zadośćuczynienie odnaleźć w słowach „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”, ale najpełniej widzimy to w tym, że powracający syn przyjmuje wszystko to co dla niego na nowo przygotował ojciec, wraz z muzyką i tańcami wyrażającymi radość z powrotu tego, który „był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”.
Tak samo nie widzimy zadośćuczynienia wyraźniej w wypadku celnika i faryzeusza modlących się w świątyni (por. Łk 18, 9-14), gdzie celnik nie wybiela się w oczach Bożych, ale stając w prawdzie, prosi o przebaczenie, ale nie mamy tam żadnego gestu zadośćuczynienia, choć celnik bije się w swoją pierś a nie cudzą jak faryzeusz. Podobnie ma się i z historią o grzesznej kobiecie (por. Łk 7, 36-50), która odchodzi od Jezusa uwolniona i z zadaniem niegrzeszenia więcej, choć w pewien sposób zadośćuczyniła już swoimi wcześniejszymi gestami: myła Jezusowi stopy swoimi łzami, ocierała je swoimi włosami i namaszczała olejkiem.
Wyraźnie jednak ten motyw zadośćuczynienia pojawia się w przywołanej już wiele razy w czasie tych katechez historii Zacheusza (por. Łk 19, 1-10). Widzimy tam bowiem wyraźnie, że spotkanie z Jezusem, którego Zacheusza pragnął w ukryciu tylko przez chwilę zobaczyć, owocuje nie tylko tym, że Jezus udaje się do jego domu, ale przede wszystkim następującą po tym spotkaniu głęboką przemianą serca. Oto bowiem Zacheusz wobec Jezusa i innych ludzi wypowiada słowa: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogoś w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”.
Zacheusz dokonuje w ten sposób swojego pełnego nawrócenia. Ta jego deklaracja oddania połowy majątku ubogim i naprawienia wyrządzonych krzywd, to nie słowne przechwałki, ale wyraz szczerego nawrócenia i pokuty. Co więcej wyznając swoje grzechy Zacheusz podejmuje konkretne kroki w celu naprawienia wyrządzonego zła, które w jego wypadku trwało dość długo. Można powiedzieć, że Zacheusz doświadcza przemiana serca i przechodzi drogę od grzesznika do pokutnika, od oszusta do człowieka sprawiedliwego.
W ten sposób ten, który przez swoją postawę krzywdził drugiego człowieka, zabierając mu to co się Zacheuszowi nie należało, zauważa nie tylko że musi naprawić swoją relację z Bogiem, odnowić przymierze, które Bóg z nim zawarł, ale dostrzega także, że to odejście od Boga przyniosło także konkretne negatywne skutki dla ludzi żyjących obok. Dlatego kiedy Zacheusz słyszy słowa Jezusa „Dziś zbawienie przyszło do tego domu, bo i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”, to są to słowa pełne radości i pokoju.
Katechizmowe spojrzenie na zadośćuczynienie
W kontekście zadośćuczynienia, spójrzmy krótko na zapisy Katechizmu Kościoła Katolickiego, które mówią nam o tym warunku dobrej spowiedzi świętej:
1459 Wiele grzechów przynosi szkodę bliźniemu. Należy uczynić wszystko, co możliwe, aby ją naprawić (na przykład oddać rzeczy ukradzione, przywrócić dobrą sławę temu, kto został oczerniony, wynagrodzić krzywdy). Wymaga tego zwyczajna sprawiedliwość. Ponadto grzech rani i osłabia samego grzesznika, a także jego relację z Bogiem i z drugim człowiekiem. Rozgrzeszenie usuwa grzech, ale nie usuwa wszelkiego nieporządku, jaki wprowadził grzech (por. Sobór Trydencki: DS 1712). Grzesznik podźwignięty z grzechu musi jeszcze odzyskać pełne zdrowie duchowe. Powinien zatem zrobić coś więcej, by naprawić swoje winy: powinien „zadośćuczynić” w odpowiedni sposób lub „odpokutować” za swoje grzechy. To zadośćuczynienie jest nazywane także „pokutą”.
1460 Pokuta, którą nakłada spowiednik, powinna uwzględniać sytuację osobistą penitenta i mieć na celu jego duchowe dobro. O ile to możliwe, powinna odpowiadać ciężarowi i naturze popełnionych grzechów. Może nią być modlitwa, jakaś ofiara, dzieło miłosierdzia, służba bliźniemu, dobrowolne wyrzeczenie, cierpienie, a zwłaszcza cierpliwa akceptacja krzyża, który musimy dźwigać. Tego rodzaju pokuty pomagają nam upodobnić się do Chrystusa, który raz na zawsze odpokutował za nasze grzechy (por. Rz 3, 25; 1 J 2, 1-2); pozwalają nam stać się współdziedzicami Chrystusa Zmartwychwstałego, „skoro wspólnie z Nim cierpimy” (Rz 8, 17) (por. Sobór Trydencki: DS 1690):
Zadośćuczynienie, które spłacamy za nasze grzechy, nie jest do tego stopnia „nasze”, by nie było dokonane dzięki Jezusowi Chrystusowi. Sami z siebie nic bowiem nie możemy uczynić, ale „wszystko możemy w Tym, który nas umacnia” (Flp 4, 13). W ten sposób człowiek niczego nie ma, z czego mógłby się chlubić, lecz cała nasza „chluba” jest w Chrystusie… w którym czynimy zadośćuczynienie, „wydając owoce godne nawrócenia” (Łk 3, 8), mające moc z Niego, przez Niego ofiarowane Ojcu i dzięki Niemu przyjęte przez Ojca (por. Sobór Trydencki: DS 1691).
Czym zatem jest zadośćuczynienie?
Często na zadośćuczynienie mówimy potocznie „pokuta” i zawężamy ją do odmówienia modlitwy zadanej na koniec spowiedzi przez kapłana. Nie jest to coś trudnego, a zastąpiła ona uciążliwe i długotrwałe praktyki pokutne nakładane w przeszłości na grzeszników, którzy chcieli dostąpić odpuszczenia grzechów, zwłaszcza w pierwszych wiekach. Wtedy trzeba było wiele lat pokutować często nawet publicznie (np. klęcząc czy stojąc w wejściu kościoła), by można było otrzymać rozgrzeszenie. Od nas zależy kiedy tę pokutę wypełnimy, ale nie należy z tym zwlekać, bo później może okazać się, że zapomnimy co było jej treścią lub też całkowicie zapomnimy ją wypełnić.
Tymczasem tu chodzi o coś więcej nawet w tym pierwszym wymiarze zadośćuczynienia Bogu, mianowicie o wewnętrzną odpowiedź serca, wewnętrzne pragnienie wynagrodzenia Bogu i ludziom popełnionego zła. Nasza bowiem pokuta na koniec spowiedzi – i to jasno trzeba sobie powiedzieć – nie wynagrodzi naszych grzechów, gdyż jedynym wynagrodzeniem za nasze grzechy jest Jezus Chrystus, który umarł za nas na drzewie krzyża.
My jednak właśnie z tego pragnienia serca chcemy w jakiś sposób odpowiedzieć na tę Boża miłość poprzez pokutę, które ma zasadniczo trzy wymiary. Pierwszym z nich jest wymiar modlitewny – odmówienie modlitwy zaproponowanej przez kapłana, ale warto tu pamiętać, że jeśli nie za bardzo wiemy jak to zrobić, to trzeba kapłana dopytać lub poprosić o zmianę pokuty. Drugim wymiarem jest wymiar moralny czyli zmiana swojej postawy w codziennym życiu. Trzecim wymiarem jest wymiar naprawczy, który dotyczy szczególnie zapominanego przez nas zadośćuczynienia innym, a to zadośćuczynienie ma być konkretne: przeproszenie, pojednanie, przyznanie się do zła, oddanie ukradzionej rzeczy czy naprawienie relacji, itp.
W ten sposób postrzegane zadośćuczynienie staje się okazją do naszej współpracy z Bożą łaską, bo to nie jest transakcja handlowa czyli jakaś zapłata za nasz grzech. My nie kupujemy odpuszczenia za coś, ale odpowiadamy otwartym sercem na Boże wyjście do nas. Ono też nie jest jakąś karą, którą Bóg nam wymierza przez osobę kapłana, ale jest ona naturalnym wyrazem naszej wdzięczności i nawrócenia. To, że kapłan na nas nakłada jakąś minimalną pokutę, to gest przypominający o oczyszczeniu i prośba o pomoc w nawróceniu, gdyż pomaga nam to w całym procesie zmiany serca unikania w przyszłości grzechów.
Owocność spowiedzi zatem zależy od naszej współpracy z daną nam szansą, gdyż nie polega tylko na prośbie o przebaczenie, ale wymaga realnej przemiany życia. Realizuje się to, jak w wypadku Zacheusza, przez działania, pokazanie, że prawdziwa pokuta to coś więcej niż tylko żal za grzechy, ale że to konkretne działanie, które zmienia życie codzienne i nasze życie wiary. W sakramencie pokuty i pojednania bowiem to Boża łaska uzdalnia nas do zmiany. Przebaczenie jest zawsze tak naprawdę jednak dopiero początkiem, a proces nawrócenia trwa i wymaga od nas konkretnej odpowiedzi na Bożą miłość wciąż na nowo.
Warto przypominać sobie w kontekście zadośćuczynienia tę postawę Zacheusza, bo on jest dla nas znakiem zbawienia, które staje się udziałem każdego – niezależnie od gatunku i długości trwania w grzechu – kto otwiera swoje serce na łaskę i miłosierdzie Boga. Istotą sakramentu pokuty i pojednania jest to, że Bóg nas szuka i przychodzi nas zbawić. Dlatego Katechizm Kościoła Katolickiego oprócz pokuty w formie modlitwy mówi także o ofierze, dziełach miłosierdzia, służbie bliźniemu, dobrowolnych wyrzeczeniach, cierpieniu (fizyczne, psychiczne, duchowe, itp.), a zwłaszcza cierpliwej akceptacja krzyża, który musimy dźwigać (por. KKK 1460).
I tu dotykamy trudnego problemu przywiązania do grzechu, trwania w grzechu czy nałogach, w którym właśnie zadośćuczynienie staje się pomocne, bo uczy nas walki, a w tej walce wytrwałości. Jest takie opowiadanie związane ze św. Janem Bosko zwane snem o spowiedzi, kiedy to widząc siebie w konfesjonale do którego do spowiedzi ustawili się jego wychowankowie, idzie po innego kapłana, aby mu pomógł. Jednak idąc widzi na szyjach chłopców dziwne sznurki ściskające ich gardła. Ks. Bosko polecił je zdjąć, ale chłopcy wskazali że nie mogą, gdyż ktoś stał za nimi i je trzymał. Ks. Jan podszedł do jednego z wychowanków i zauważył, że diabeł trzyma te sznurki.
Następnie uzbrojony w wodę święconą zaczął rozmawiać z diabłem i zadał mu pytanie: „Dlaczego zaciskasz na szyjach moich chłopców te okropne sznury?”, ale on nie chciał odpowiedzieć. Jednak woda święcona była argumentem przekonującym i ks. Bosko dowiedział się, że te sznurki ściskające gardła wychowanków to 3 sposoby na to, by chłopcy źle się spowiadali: przemilczanie grzechów w spowiedzi, spowiadanie się bezmyślne bez żalu za grzechy oraz nie słuchanie przestróg spowiednika i nie czynienie postanowień poprawy, by przez poprawę także zadośćuczynić Bogu i ludziom.
Zadośćuczynienie można trochę porównać do zmagań sportowych, gdyż wyniki osiąga się nie siedząc, ale trenując. Można obrazowo powiedzieć, że nasze sumienie jest jak mięsień, który gdy jest zaniedbany wiotczeje i nie spełnia swojego zadnia, ale kiedy jest regularnie ćwiczony i im bardziej świadomie jest kształtowany, to wtedy lepiej człowiekowi służy. Podobnie jest z sumieniem i jego formowanie, którym też jest to wszystko co związane z zadośćuczynieniem.
Dlaczego zadośćuczynienie wiążemy z wynagrodzeniem?
Warto w Roku Świętym, Roku Jubileuszowym, zobaczyć sakrament pokuty i pojednania oraz zachętę do jego regularności w związku z wynagrodzeniem w pierwsze piątki i pierwsze soboty miesiąca jako sakrament, którego centralnym wymiarem jest przebaczenie i miłosierdzie, jako bramą pojednania z Bogiem i Kościołem. Warunkiem uzyskania odpustu zupełnego, czyli darowania kary doczesnej za grzechy już odpuszczone co do winy w sakramencie spowiedzi, jest właśnie przystąpienie do tego sakramentu.
Zaproszenie do stałego formowania swojego sumienia przez regularną spowiedź, a wraz z nią wynagrodzenie pierwszopiątkowe Najświętszemu Sercu Jezusa i pierwszosobotnie Niepokalanemu Sercu Maryi, powoduje nasze głębsze nawrócenia a wraz z nim piękniejsze życie wiary i życie codzienne na wzór tych Dwóch Serc, by wzrastała w nas łaska Boga. Bowiem te dwa ważne objawienia związane z pierwszymi piątkami: Najświętszego Serca Jezusowego św. Małgorzacie Marii Alaquoque, siostrze Wizytce oraz z pierwszymi sobotami: Niepokalanego Serca Maryi Dzieciom w Fatimie, stają się okazją do pogłębienia swojej duchowości czyli swojego wnętrza.
Choć jako ludzie dostrzegamy, że te nabożeństwa różnią się pewnymi elementami oraz od zadośćuczynienia w spowiedzi świętej, to ich wspólnym mianownikiem jest naprawienie zła i wynagrodzenie Bogu. W spowiedzi pokuta ma charakter osobisty i indywidualny, a jej celem jest wynagrodzić swoje grzechy, naprawić krzywdy wyrządzone bliźniemu, doświadczyć uzdrowienia rany duszy, wzmocnić wolę i pomóc w nawróceniu. W ten sposób sakrament spowiedzi ma charakter leczniczy i wychowawczy dla korzystających świadomie z niego, pomagając zerwać z grzechem i prowadzić Boże życie. Widać zatem wyraźnie, że w tym wypadku koncentrujemy się na naszej osobistej winie oraz naprawie mojej osobistej relacji z Bogiem i ludźmi.
Natomiast innym rodzajem zadośćuczynienia jest wynagrodzenie w pierwsze piątki miesiąca. Objawienia Najświętszego Serca Jezusa kładą nacisk na zadośćuczynienie za grzechy całego świata, a w szczególności za zniewagi wyrządzone Sercu Jezusa. Jest to wynagrodzenie za niewdzięczność, oziębłość i zniewagi, jakich doznaje Najświętsze Serce Jezusa od ludzi, a zwłaszcza za grzechy popełniane przeciwko Niemu.
Pewnego rodzaju uzupełnieniem jest, mające charakter zadośćuczynienia, wynagrodzenie w pierwsze soboty miesiąca za bluźnierstwa i zniewagi wyrządzone Niepokalanemu Sercu Maryi przez ludzi, a także za obojętność i pogardę okazywaną Jej Matczynej miłości (przeciwko Niepokalanemu Poczęciu, Jej Dziewictwu, Bożemu Macierzyństwu, znieważanie Jej wizerunków oraz zaszczepianie w sercach dzieci i młodzieży obojętności, wzgardy a nawet nienawiści do Matki Bożej). W tych dwóch wypadkach koncentrujemy się zatem na wspólnotowym i publicznym wynagrodzeniu Bogu.
W obu jednak wypadkach, by tego wynagrodzenia dokonać – niezależnie czy przez 9 pierwszych piątków czy przez 5 pierwszych sobót, choć możliwe jest też łączenie ich razem – jest bycie w stanie łaski uświęcającej (spowiedź może być np. wcześniej, a nie w sam dzień, ale musi być w niej intencja wynagrodzenia), Komunia święta wynagradzająca oraz modlitwa w intencji wynagradzającej, inna w wypadku Najświętszego Serca Jezusa, a inna w wypadku Niepokalanego Serca Maryi.
Widzimy zatem, że w wypadku wynagrodzenia poszerzamy nasze serce, gdyż już nie koncentrujemy się na swoim grzechu, ale widzimy grzechy świata i wszystkich ludzi. Motywem jest miłość i współczucie do zranionego Serca Jezua i Serca Maryi, nasza solidarność – trochę opisując to ludzkimi kategoriami – wobec tych cierpiących Serc, by nieść im pocieszenie. Związane są z nim też pewne obietnice, ale one nie są najistotniejsze, bo s. Łucja usłyszała przed 95 laty z ust Maryi: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością” (29-30.05.1930).
Można powiedzieć, że zadośćuczynienie w spowiedzi to takie „sprzątanie własnego podwórka”, natomiast zadośćuczynienie czyli wynagrodzenie w ramach pierwszych piątków i sobót to „pomoc w sprzątaniu świata”, ale także pocieszanie Serc Jezusa i Maryi, które cierpią z powodu brudu tego świata. Obydwa te wymiary są jednak kluczowe i ważne w dążeniu do świętości, gdyż są konkretnymi potężnymi narzędziami duchowymi.
Podsumowanie
Zapewne nie wszystkie wątki zostały poruszone w tych naszych konferencjach o spowiedzi z okazji Roku Świętego, Roku Jubileuszowego, ale to dobrze. Pozwoli to bowiem nam szukać odpowiedzi na te pytania, które w nas się będą pojawiały i nas nurtowały, a odpowiedzi zawsze znajdziemy w Biblii, nauczaniu Kościoła oraz świadectwie świętych i błogosławionych. Uważam bowiem, że zadośćuczynienie jest chyba jednym z najbardziej zaniedbywanych i lekceważonych warunków dobrej spowiedzi, a później dziwimy się, że spowiedź nie przynosi oczekiwanych owoców.
Co ciekawe zadośćuczynienia wymagają także nasze zaniedbania związane z troską o drugiego człowieka, nie tylko o jego wiarę (brak wykonania obowiązków, zrobienia porządków, nie odwiedzenie chorej osoby, zapomnienie o czyjejś uroczystości, zawalenie terminów w nauce, pracy, itp.), przez co inni w jakiejś mierze ucierpieli. Jeśli takie zaniedbania zauważamy, to one też wymagają naprawy czyli baczniejszej troski o drugiego człowieka w małżeństwie, rodzinie, otoczeniu, poprzez poświęcenie większej uwagi, czasu, rozmowy… To też pomoże wielu ludziom zmagającym się z depresją i to czasem głęboką.
Może niech zachętą na koniec, zarówno w tym pełnym zadośćuczynieniu po spowiedzi, jak i wynagrodzeniu w pierwsze piątki i soboty miesiąca, będą słowa Jezusa Miłosiernego z „Dzienniczka” św. s. Faustyny: „Dziś widziałam Pana Jezusa Ukrzyżowanego. Z rany Serca Jego sypały się drogocenne perły i brylanty. Widziałam jak mnóstwo dusz zbierało te dary, ale była tam dusza, która jest najbliżej Jego Serca, a ta z wielką hojnością zbierała nie tylko dla siebie, ale i dla innych, znając wielkość daru. Rzekł do mnie Zbawiciel: «Oto są skarby łask, które spływają na dusze, lecz nie wszystkie dusze umieją korzystać z hojności mojej»” (Dz. 1687).
Warto przecież być tą duszą, która umie w sakramencie pokuty i pojednania, w zadośćuczynieniu i wynagrodzeniu, rozpoznać hojność Boga nie tylko dla siebie, ale także i dla innych znając wielkość daru. Amen.