„On to dla nas ludzi… zstąpił z nieba” (Tajemnica Wcielenia)

Drodzy Bracia i Siostry!

W przywoływanym Wyznaniu Wiary Nicejsko-Konstantynopolitańskim mówimy: „Wierzę… w Jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego… On to dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy, i stał się człowiekiem” (por. Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskie). Natomiast w Składzie Apostolskim wypowiadamy słowa: „Wierzę… w Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Panny…” (por. „Skład Apostolski”).

W drugim dniu naszych parafialnych rekolekcji na zakończenie Roku Wiary pragniemy pochylić się nad Tajemnicą Wcielenia czyli faktem, że Bóg z miłości przyszedł na świat i stał się człowiekiem, dzieląc wszystko co dotyczy naszego życia z wyjątkiem grzechu (por. Hbr 4, 15). Wziął na siebie wszystko co dotyczy naszego życia z cierpieniem i ubóstwem. Bóg uczynił to zaś dlatego, abyśmy swoją historię, ludzką historię potrafili zobaczyć w Jego świetle.

Fakt ten jest często niezrozumiały w kontekście ludzkiego egoizmu, chęci wywyższania się, gdyż nikt nie chce być umniejszony. Tymczasem:

„Bóg jest tak wielki, że może stać się mały. Bóg jest tak potężny, że może stać się bezbronny. Zwraca się do nas jako bezbronna Dziecina, żebyśmy umieli Go kochać”

(por. Benedykt XVI, Homilia w czasie Pasterki 24.12.2005).

Przyjmując nasze śmiertelne ludzie ciało pokazał tę miłość, a jednocześnie wskazał na to, jak wielką wartością jest ludzkie życie, każde bez wyjątku. Święty Bóg przyjmuje ludzie ciało, aby uświęcić życie człowieka. Katechizm Kościoła Katolickiego za Soborem Watykańskim II powie, że Jezus Chrystus: „ludzkimi rękami wykonywał pracę, ludzkim umysłem myślał, ludzką wolą działał, ludzkim sercem kochał” (KKK).

Nie oznacza to jednak żadnego pomieszania samego Boga, bo Chrystus był zarówno prawdziwym Bogiem, jak i prawdziwym człowiekiem, choć może dla nas pozostaje to tajemnicą. Jezus nie był tylko pozornie człowiekiem, ale prawdziwe się nim stał, bez zmieszania się tego co boskie i ludzkie. Nie ma w Jezusie też jakiegoś rozdwojenia jaźni, ale jest jednym to co boskie i to co ludzkie. Bóg w swojej miłości nie pochłonął też w swojej boskości tego co ludzkie. Jezus jest Bogiem i człowiekiem „bez podziału i bez pomieszania” (por. Sobór Chalcedoński).

Idąc dalej tym tropem, wskazujemy na to, że to, co widzialne w Jezusie pokazuje niewidzialną rzeczywistość. Kto bowiem widzi Jezusa, widzi i Ojca (por. J 14, 9). Można to w pewien sposób wyjaśnić tajemnicą sakramentów świętych, które przyjmujemy. Najprostsza definicja podkreśla, że mamy tam „widzialne znaki niewidzialnej łaski”. Przez zwykłe ludzkie gesty, słowa i znaki, przychodzi bowiem Bóg ze swoją łaską w sposób prawdziwy i niepowtarzalny.

Czasami może jednak rodzić się pokusa, jaka wspominana jest w dzisiejszym Słowie Bożym, aby z tego co trudne zrezygnować i zastąpić czymś łatwiejszym. Potrzeba jednym słowem samozaparcia, aby trwać przy Bożej prawdzie (por. 1 Mch 1, 10-15. 41-43. 54-57. 62-64).

Bywa bowiem, że dostrzegamy, że wokół nas jest piękno, a w naszym wyznawaniu wiary go nie widzimy. Potrzeba nam takiego dotknięcia Bożą łaską, jak miało to miejsce w wypadku człowieka niewidomego pod Jerycho, którego znamy jako Bartymeusza (por. Łk 18, 35-43). Przejrzał, gdyż mimo nastawania przez innych, aby zamilkł, On natarczywie wołał do Jezusa: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Na to jednak pozwalała mu wiara w Jezusa, jako Syna Bożego, jako miłującego Boga przychodzącego do człowieka, szczególnie doświadczonego. W jego sercu płonął ogień wiary.

Drodzy Bracia i Siostry!

Konsekwencją Tajemnicy Wcielenia stało się życie Jezusa pośród ludzi, którzy towarzyszyli Mu każdego dnia od dzieciństwa do publicznej działalności. On pochylał się nad celnikami, grzesznikami jako „umiłowany Syn Boga” (por. Łk 3, 22b). Wystarczy też spojrzeć w rodowód Jezusa, jaki podają nam Ewangelię, a nie znajdziemy tam samych kryształowych życiorysów (por. Łk 3, 23-38; Mt 1, 1-17). Jezus nie oddzielał siebie od innych, a przyjmując chrzest w wodach Jordanu z rąk Jana zjednoczył się z każdym człowiekiem bez wyjątku (por. Mt 3, 13-17). W ten sposób Jezus bierze na siebie nasze grzechy i zapowiada Tajemnicę Odkupienia, o której powiemy sobie jutro, a tym samym czyni otwartą drogę do nieba, o czym powiemy sobie w ostatnim dniu rekolekcji.

Czasem powstaje pytanie dlaczego ze zbawieniem świata Jezus czekał tak długo, dlaczego swoją działalność zaczął dopiero praktycznie po 30. latach. Odpowiedź wydaje się w miarę prosta. Znów kluczem jest miłość Boga, że Jezus Chrystus chciał żyć z nami naszym normalnym codziennym życiem, prowadzić to życie w normalnej, borykającej się z codziennymi problemami rodzinie (por. Łk 2, 52). Pokazał w ten sposób, że rodzina to szczególne miejsce obecności Boga, a Święta Rodzina stała się wzorem pomagającej sobie wzajemnie wspólnoty.

Drugim momentem, który przysparza często trudności jest kuszenie Jezusa na pustyni (por. Mt 4, 4-11). Przecież Jezus był bez grzechu, a jednak jest kuszony przez szatana. Chciał znów w ten sposób z miłości być blisko człowieka i doświadczyć tego, co jest doświadczeniem ludzkim. Pokazuje w ten sposób, że:

„Każdego dnia (…) chrześcijanin musi podejmować walkę, która przypomina tę, jaką stoczył Chrystus na Pustyni Judzkiej, gdzie przez 40. dni był kuszony przez diabła. Chodzi o duchową walkę z grzechem, a ostatecznie z Szatanem. To walka, która angażuje każdego człowieka i wymaga zachowania ciągłej czujności”

(por. Benedykt XVI, Katecheza 01.03.2006).

Co więcej Jezus w scenie kuszenia, nie tylko nie czeka biernie na rozwój wypadków, ale pokazuje jak walczyć z pokusami. Wskazuje bardzo wyraźnie, jaką podjąć „broń”, by pokusa nie zwyciężyła człowieka, ale bym to ja zwyciężał pokusy, które przychodziły, przychodzą i będą przychodzić. Tą bronią jest: nie tylko szukanie pokarmu dla ciała, ale i dla ducha w Słowie Bożym; pełnienie nie swojej woli, ale woli Bożej oraz stawianie nie innych rzeczy, spraw czy osób ale jedynie Boga na pierwszym miejscu. Jest to możliwe, kiedy jak Jezus pozwolimy się przemienić miłością samego Boga.

Drodzy Bracia i Siostry!

Już samo imię Jezus oznacza „Bóg zbawia”. Jezus Chrystus przyszedł na ten świat, jak poucza nas św. Paweł apostoł, aby „wszyscy ludzie zostali zbawieni i poznali prawdę” (1 Tm 2, 4). Św. Łukasz w Dziejach Apostolskich stwierdzi wręcz, przywołując słowa św. Piotra z Jego mowy do zgromadzonych ludzi: „Nie dano ludziom żadnego innego imienia pod niebem, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12).

Wielu ludzi, niekoniecznie wierzących, zafascynowanych jest Jezusem z powodu jego troski o tych, którzy pogubili się życiowo. On bowiem przyszedł nie do sprawiedliwych, którzy w sobie pokładają ufność, ale do grzeszników, którzy znając swoją słabość, u Boga szukają pomocy (por. Mk 2, 17).

Kiedy stajemy przed Bogiem, to spotykamy się ze świętością, zbawieniem ale i widzimy lepiej naszą grzeszność. Na powiązanie tych dwóch elementów: naszej ludzkiej nędzy, słabości i grzeszności, wskazał myśliciel francuski Blaise Pascal:

„Wiedza o Bogu bez znajomości naszej nędzy świadczy o pysze. Świadomość naszej nędzy bez znajomości Boga o rozpaczy. Wiedza o Jezusie Chrystusie stanowi złoty środek, ponieważ znajdziemy w Nim zarówno Boga, jak też naszą nędzę”

(Blaise Pascal).

By jednak doświadczyć tej rzeczywistości potrzeba tego, co wielokrotnie było potrzebne słuchaczom Jezusa, którzy gromadzili się wokół niego. By mógł się wydarzyć cud potrzebna była wiara w sercu (por. Łk 17, 11-19). To działanie Jezusa stanowiło pokazanie miłości Bożej realizującej się w konkretnych sytuacjach i sprawach. Jezus zaspokajał głód, który był na świecie (por. J 6, 5-15); wnosił sprawiedliwość w niesprawiedliwy świat (por. Łk 19, 8); zaradzał cierpieniu, chorobie i śmierci (por. Mt 11, 5); pokazywał, że władzy na tym świecie nie ma szatan, ale ma ją Bóg (por. J 12, 31).

Czasem w tym kontekście może pojawić się pytanie: Dlaczego jednak to Jego przyjście na ziemię, zgodnie z Kazaniem na Górze (por. Mt 5, 1-12) nie położyło kresu wszelkiemu złu, czemu nie uzdrowił wszystkich chorych i nie zniósł śmierci? Znów odpowiedź jest prosta i zawarta w wyznaniu wiary: „On to dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba” (por. Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskie). Centrum zainteresowania Jezusa Chrystusa było bowiem zbawienie człowieka, wyzwolenie Go z niewoli grzechu.

Na ten fakt wyraźnie wskazuje scena Przemienia na Górze Tabor (por. Mt 17, 1-5), gdzie nastąpiło objawienie już tu na ziemi boskości Jezusa. Stanowiło już przygotowanie do tego, aby Jego uczniowie zrozumieli śmierć i zmartwychwstanie, o których szerzej powiemy sobie w następnych dniach rekolekcji.

„Kiedy komuś zostaje udzielona łaska silnego doświadczenia Boga, wtedy przeżywa jakby coś podobnego do tego, co było udziałem apostołów podczas Przemienienia: w jednej chwili czuje się przedsmak tego, czego będzie się doświadczać w błogosławionej rzeczywistości raju. Zazwyczaj chodzi o krótkie doznanie, które Bóg czasami daje poczuć przede wszystkim ze względu na mające nadejść ciężkie próby”

(por. Benedykt XVI, Katecheza z 12.03.2006).

Drugim elementem, który już bezpośrednio stanowi wprowadzenie do Tajemnicy Odkupienia, którą będziemy jutro rozważali w czasie rekolekcji, jest ustanowienie Eucharystii, jako pomocy na drodze wiary. Jezus zapowiedział już to w mowie Eucharystycznej po cudownym rozmnożeniu chleba (por. J 6, 22-71), a urzeczywistnił w wieczerniku (por.) w noc poprzedzającą Mękę na Krzyżu.

Bóg daje na cudownie samego siebie, swoje ciało, abyśmy mieli Jego życie w sobie. Bł. Jakub Alberione (1884-1971), apostoł środków społecznego przekazu, tak mawiał:

„W Eucharystii w sposób rzeczywisty karmimy się Jezusem, ponieważ Jego boskie Serce wchłania nasze serce w taki sposób, że czyni z niego jedno serce, zespolone z Jego sercem. Zatem serce Jezusa uzdrowi nasze serce z trawiących je chorób (obojętność, nieufność, złe skłonności, chorobliwe pasje, próżne uczucia, ludzkie ambicje…), sprawi, że będzie ono buło tym samym rytmem, jakim bije Jego serce, dla chwały Boga i pokoju ludzi”

(por. bł. Jakub Alberione).

Drodzy Bracia i Siostry!

Ważnym elementem w rozważaniu Tajemnicy Wcielenia jest postać Maryi, która w decydującym momencie dziejów świata zgodziła się na Boży plan zbawienia, a później konsekwentnie wprowadzała go w życie i trwała przy woli Boga nawet wobec niesprzyjających okoliczności aż do końca misji Jezusa Chrystusa.

Filozof ateista Ludwik Feuerbach (1804-1872) w dziele „O istocie chrześcijaństwa” stawia taką oto diagnozę: „Gdzie topnieje wiara w Matkę Boża, tam również topnieje wiara w Syna Bożego i w Boga Ojca” (por. Ludwik Feuerbach, O istocie chrześcijaństwa). Wskazuje tym samym na jedność pomiędzy Bogiem, który przychodzi na świat a obecnością w tych wydarzeniach Maryi.

Zapewne wielokrotnie problemem staje się dziewictwo Maryi, kiedy to Bóg, będący twórcą praw przyrody, przechodzi nad tymi prawami, jakby je zawieszał, by dokonać cudu narodzin swojego Syna Jezusa Chrystusa. Widać to bardzo wyraźnie w scenie Zwiastowania, w dialogu Maryi z Aniołem, gdzie sprawcą tego, co ma się wydarzyć, zostaje określony Duch Święty, bez udziału elementu biologicznego (por. Łk 1, 34-35). Choć ta prawda wiary od początku prowokowała kpiny, Kościół wciąż pozostaje wierny temu, co od pierwszych wieków jej obecne w Jego nauczaniu. Chyba najlepszym podsumowaniem tego będą słowa anioła skierowane do Maryi: „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” (Łk 1, 37).

Wyznawanie Maryi, jako Matki Bożej, wskazuje na wyznanie wiary w Jej Syna, a zarazem Syna Bożego Jezusa Chrystusa. Maryja bowiem nie urodziła człowieka, który po swoim narodzeniu stał się Bogiem, ale jak znów wskazuje scena Zwiastowania „to co się w Niej poczęło” nazwane zostało „Synem Bożym” (por. Łk 1, 35).

Drugą tajemnicą, związaną z Wcieleniem, która nastręcza trudności i problemów jest Niepokalane Poczęcie Matki Bożej. Często mylone ono jest z poczęciem Jezusa, a przecież chodzi tu o poczęcie Maryi bez grzechy pierworodnego. Znów mamy tu do czynienia z działaniem Boga, który sprawia, że choć ludzie rodzą się już ze skazą grzechu pierworodnego, to jednak Maryja ze względu na to, że ma być Matką Bożego Syna, zostaje od tej skazy zachowany. W ten sposób Maryja staje przed nami jako wzór człowieka doskonałego, który potrafi odpowiedzieć na Boże wezwanie.

Maryja bowiem, jak wskazuje znany nam dobrze dialog z chwili Zwiastowania, nie jest jakimś bezwolnym czy biednym narzędziem, przez które dokonuje się działanie Boga. Maryja jest tą, która z wielkim poświęceniem realizuje Boża wolę, wypowiadając słowa: „Niech mi się stanie według Twego słowa” (Łk 1, 38) i realizuje je w całym swoim życiu.

Zbawienie, które przynosi Jezus Chrystus na ziemię rozpoczyna się pytaniem, które do człowieka kieruje Bóg oraz wolną odpowiedzią, którą udziela Maryja na wezwanie Boże. Do tego dokłada się jeszcze trudna sytuacja poczęcia Jezusa, która dokonuje się jeszcze przed poślubieniem Józefa, kiedy to interweniuje Bóg, gdy Józef chce oddalić Maryję, aby ochronić Ją przed ludźmi (por. Mt 1, 18-25). To jedno zdanie Maryi stanowi zatem decydujące zdanie w życiu świata i historii oraz dziejach zbawienia człowieka.

Drodzy Bracia i Siostry!

Niemiecki mistyk Tomasz a Kempis (1379/1380-1471) w swoim małym dziele, znanym jednak na całym świecie, „O naśladowaniu Chrystusa” tak skomentował Tajemnicę Wcielenia:

„Nigdzie na świecie nie wydarzył się większy cud niż w tej małej stajni w Betlejem; tu stali się jednym: Bóg i człowiek”

(Tomasz a Kempis, O naśladowaniu Chrystusa).

Bez wiary we Wcielenie Jezusa niemożliwa jest bowiem wiara w Zbawienie, w które włączył nas chrzest święty a którego znakiem jest Krzyż. Bez wiary we Wcielenie Jezusa niemożliwa jest wiara z Zmartwychwstanie czyli rzeczywistość życia wiecznego, a co za tym idzie trwanie w pogaństwie.

Pogaństwo bowiem to odrzucanie rzeczywistości Bożej i trwanie ciągle tylko w doczesności. Tajemnica Wcielenia zaś to przedpokój zrozumienia wiary, bo bez przyjęcia wiarą tej tajemnicy cała historia Jezusa będzie niezrozumiała. Za tym idzie następna konsekwencja, że jakie znaczenie ta tajemnica Wcielenia Jezusa ma dla mnie, takie będzie moje przeżywanie swojej wiary a szczególnie Świąt Bożego Narodzenia.

Dziś chcieliśmy zatem dotknąć tej tajemnicy Wcielenia w naszym przeżywaniu wiary. Chcieliśmy to uczynić, by w pewien przyjrzeć się jednemu z odcieni tego Światła wiary, jakie płonie w naszej chrzcielnej świecy a może jeśli ten płomień osłabł, jesteśmy tu by na nowo rozpalić ten płomień naszej wiary w miłość Boga do każdego człowieka, którą pokazuje poprzez dzielenie z nami zwykłego, codziennego życia. Amen.

Close Menu