Drodzy bracia i siostry,
W odczytanej przed chwilą Ewangelii (por. Mt 12,46-50) Jezus Chrystus mówi nam dzisiaj o swojej prawdziwej rodzinie. Nie tej w sensie fizycznego pochodzenia, ale tej rodzinie wspólnych wartości i przede wszystkim, jak podkreśla Ewangelia, wypełniania woli Bożej zaczerpniętej ze słuchania Słowa Bożego i wprowadzania je w codzienne życie.
Wiemy dobrze z naszego ludzkiego doświadczenia, że jako ludzie tworzymy nieustannie wspólnoty. Wspólnotę domu, rodziny, społeczeństwa i narodu. Wspólnotę, która gromadzi się nie tyle w wielu momentach ze względu na pokrewieństwo, ale ze względu na ważne wartości, ze względu na wiarę, którą przeżywamy, ze względu na to, co dla nas po prostu jest najważniejsze.
Tak samo w sposób naturalny każdy człowiek normalnie żyjący, funkcjonujący chroni tę wspólnotę, chroni wspólnotę rodziny, wspólnotę domu, wspólnotę społeczeństwa i wspólnotę narodu. Jednym słowem, są to te wspólnoty ludzi, którzy są nam bliscy, zarówno czasami przez więzy krwi, jak i wartości, wokół których razem się skupiamy, którymi żyjemy, które przeżywamy, wiarą, którą wspólnie wyznajemy.
I wiemy również dobrze z doświadczenia i historii, że w imię obrony tej wspólnoty, domu, rodziny, społeczeństwa i narodu, człowiek jest w stanie, jak uczą nas całe wieki historii naszego narodu, sprzeciwić się temu wszystkiemu, co tym wspólnotom zagraża, często nawet płacąc za to wysoką cenę, łącznie z ceną własnego życia.
Drodzy bracia i siostry,
Kiedy od 5 września 1939 roku rozpoczął się dla całej parafii rudawskiej i wszystkich należących do niej miejscowości, czas niemieckiego nazistowskiego terroru, prezentowanego nieustannie siebie jako wyższy, przez brutalny narodowy socjalizm to nie tylko, że zostały zniszczone, spalone na początku wojny 22 domy. Nie tylko zburzono został budynek dworca, ale przede wszystkim zaczęli cierpieć zwykli ludzie mieszkający na terenie rudawskiej parafii w poszczególnych miejscowościach.
Można powiedzieć, że właśnie wtedy, ze względu na tę niesprawiedliwość, wojenny terror, w sposób naturalny zrodził się sprzeciw. Zrodziło się to zaangażowanie w konspirację przeciwko okupantowi przez zwykłych mieszkańców, którzy płacili ogromną cenę za to zaangażowanie, bo albo sami byli zaangażowani bezpośrednio w działania konspiracyjne, a jak wskazuje lista ujawnionych w 1947 roku osób należących do Armii Krajowej, a ilu jeszcze się nie ujawniło, była bardzo długa. Z drugiej strony ten sprzeciw to również zwykli ludzie, którzy wspierali tych, którzy z bronią w ręku walczyli w konspiracji, walczyli przeciwko okupantowi.
Dobrze jednak wiemy, że ten sprzeciw miał także dla całej rudawskiej parafii i wszystkich należących do niej miejscowości swoją cenę w postaci aresztowań i zabójstw, zwłaszcza w osławionych katowniach na Montelupich i na Pomorskiej w Krakowie, w obozach koncentracyjnych w Płaszowie, Oświęcimiu czy Buchenwaldzie. Tam gdzie ginęli mieszkańcy parafii różnego wieku, często bardzo młodzi i tylko nieliczni powrócili po wojnie do swoich domów.
Zbrodnią dla niemieckiego okupanta była jakakolwiek forma zaangażowania na rzecz niepodległego państwa polskiego, niepodległościowych organizacji. Było również zagrożeniem dla okupanta przekazywanie informacji i broni, wsparcie materialne i żywnościowe, pomoc w wyrabianiu fałszywych dokumentów i zaświadczeń, by uniknąć wywiezienia na roboty do Niemiec, czy też pracy w instytucjach niemieckiego okupanta.
I była tutaj w Rudawie też oaza wolności. W tym czasie, kiedy w jednym z domów przebywał, mieszkał pisarz międzywojenny Karol Ludwik Koński, przybywali do niego chociażby Wojciech Żukrowski, Kazimierz Wyka, czy ksiądz Ferdynand Machaj, który – nota bene – będąc później proboszczem Kościoła Mariackiego, udzielił sakramentu chrztu obecnemu metropolicie krakowskiemu kard. Grzegorzowi Rysiowi.
I kiedy myślimy o warunkach tego niemieckiego terroru, który rozgrywał się tu na tej ziemi, to możemy zastanawiać się, że właśnie w warunkach tego niemieckiego terroru, tej okupacji i jej rzeczywistości, to właśnie w tym domu, w przestrzeni wolności, rozmawiano o literaturze, o filozofii i o Bogu, dając jednocześnie pokrzepienie ludziom w tych niełatwych czasach okupacyjnych.
Drodzy bracia i siostry,
Dobrze wiemy, że apogeum w postaci pacyfikacji Radwanowic było tym, poprzez co okupant chciał zaznaczyć swoją obecność i prawo do tej ziemi, bardzo mocno zastraszyć ludzi, by tak naprawdę, by ręce z beznadziei opadły. I zbiegło się to również ze śmiercią ówczesnego proboszcza, księdza Józefa Nowaka, co jeszcze bardziej potęgowało tę atmosferę grozy i próby odebrania ludziom nadziei.
Ta noc z 20 na 21 lipca i następujące w ciągu całego dnia przesłuchania tortury stosowane z wielką brutalnością wobec mieszkańców Radwanowic, zaangażowanych najpierw w działalność Narodowej Organizacji Wojskowej, a po zjednoczeniu w Armii Krajowej. To działanie właśnie wobec tych, którzy w okolicach prowadzili działalność partyzancką, niepodległościową, zastosowano te formy represji.
I ta noc miała swoje apogeum po wcześniejszych już pacyfikacjach innych podkrakowskich wsi, by tak naprawdę ukarać mieszkańców, wspierających obrońców ojczyzny, by wszystkich mieszkańców zastraszyć i dlatego pośród tych 30 wtedy zabitych osób tyle ludzi młodych, 17, 18, 19, 20 i 21-letnich, a także i dwie kobiety, bo chciano pokazać bezwzględność.
I oni wszyscy, kiedy myślimy dzisiaj o nich, kiedy przywołujemy ich w naszej modlitwie, oni chronili swój dom. Oni chronili swoje rodziny, oni chronili swoich bliskich, ale także chronili poprzez swoje działania społeczeństwo i naród płacąc za to przywiązanie do wartości, które dziś na sztandarach zawarte jest w tych trzech słowach „Bóg, Honor, Ojczyzna”, a dla nich one były najważniejszymi, zapłacili najwyższą cenę.
Możemy śmiało dziś powiedzieć, że oni mają zasługi przed Bogiem i w oczach ludzi, o czym świadczyło to że mimo zakazu składania jakichkolwiek kwiatów na dole, w którym zasypano ciała zamordowanych, ludzie wciąż przynosili kwiaty i światło. O tym też świadczy pogrzeb z licznie uczestniczącymi mieszkańcami i ludźmi z okolicy, który odbył się po wojnie, którzy na tę uroczystość tak licznie przybyli.
I my dzisiaj, przeżywając kolejną rocznicę pacyfikacji Radwanowic w sam dzień, w którym ona się odbyła, chcemy o nich pamiętać. Chcemy pielęgnować tę pamięć i modlić się za chwilę na cmentarzu, wczytując się w ich imiona, nazwiska oraz wiek wszystkich pomordowanych.
Pamięć o nich nie może zaginąć, bo pamięć o nich jest znakiem naszej regionalnej tożsamości i jest również znakiem przywiązania do tych samych wartości, które im przyświecały i które nam przyświecać mają, jeśli chcemy nie tylko tworzyć przestrzenie rodziny, domu, społeczeństwa i narodu, ale również bronić je przed wszelkimi niebezpieczeństwami, które jej dziś zagrażają. Amen.