Wróć synu, wróć z daleka

Wróć synu, wróć z daleka,
Wróć synu, wróć, Ojciec czeka.
I wychodzi na drogę,
I wygląda stęskniony,
Czy nie wracasz do domu,
Tyle razy odchodzisz
I powracasz skruszony,
A On zawsze dla ciebie,
Ma otwarte ramiona.
Wróć synu, wróć z daleka,
Wróć, synu wróć, Ojciec czeka.
Roztrwoniłeś swą miłość,
Z pustym sercem powracasz,
A On ciebie przygarnia, przebacza.
I wychodzi naprzeciw Ojca serce zbolałe:
Wreszcie, synu, wróciłeś, tak czekałem!

(piosenka “Wróć synu…”)

Drodzy Bracia i Siostry!

Jakże słowa tej religijnej piosenki przypominają pewną historię ojca i dwóch synów. Oprócz ogromnego domu mieli w nieznanym miejscy posiadłość ze skarbem. Synowie początkowo pytali natarczywie ojca o tę posiadłość, ale wobec tego że on nie chciał powiedzieć gdzie ona jest z czasem zaprzestali już pytać. Przyszedł jednak czas, kiedy ojciec postanowił wyjawić im tę sekretną tajemnicę.

Ojciec wyjawił swoim synom, jak dotrzeć do tajemniczej posiadłości w górach. Mówił, że na drodze, która do tego miejsca prowadzi postawić 10. pomników, jako drogowskazy, że idą dobrą drogą. Ojciec poszedł inną, sobie wiadomą drogą, a synowie wyruszyli w drogę, aby poznać tajemnicę drogi do posiadłości ze skarbem.

Synowie, zgodnie z poleceniem ojca, mijali kolejne pomniki, ale droga stawał się trudniejsza i w jednym z synów wzbierał bunt. Przy VI pomniku stracił cierpliwość i nie chciał iść drogą wyznaczoną przez ojca, ale brat zachęcał go aby szedł dalej, bo to jedyna droga do posiadłości. Szli dalej razem, ale w jednym z synów wciąż wzbierały wątpliwości i kiedy doszli do VIII pomnika, wykrzyknął z wściekłością do brata: “ojciec chce nas zabić, czy ty jesteś tak ślepy, że tego nie widzisz?”. I poszedł swoją drogą, nie słuchając nalegań brata, bo wydawało mu się że zaprasza go droga cienista i prowadząca pod górę, idąca do tego samego miejsca, co męcząca droga, którą właśnie opuścił.

Ze smutkiem w sercu, patrząc za oddalającym się bratem, ale też pamiętając o słowach ojca, aby nigdzie nie zbaczać, drugi z synów szedł dalej, choć doga stawała się coraz trudniejsza. Przy IX pomniku dostrzegł słabiej wyżłobione litery “miłość – posłuszeństwo – zwycięstwo”, które widział już na poprzednich pomnikach. Tym razem jednak zobaczył jeszcze jakieś niewyraźne litery i brunatny ślad. Zrozumiał, że to ślad krwi ojca.

Kiedy zaczął płakać, a łzy spływały na ten niewyraźny napis, zaschła krew zaczęła płynąć żywiej w potoku łez i był w stanie odczytać napis: “to dla Ciebie z miłości to wszystko uczyniłem, nie oszczędzając siebie, aby wskazać skarb”. To dało mu siłę do dalszej rogi, choć w palącym słońcu szedł już praktycznie po czworakach.

Przy X pomniku zobaczył czekającego ojca, rzucił mu się na szyję, uradowany tym spotkaniem. W oczach ojca dostrzegł jednak smutek i zrozumiał, że po drodze stracił brata, który poszedł swoją drogą i nie będzie mógł się cieszyć skarbem, który ojciec przygotował. Stracił skarb, bo nie zaufał ojcu, ale sobie. I to go zgubiło.

Drodzy Bracia i Siostry!

Tym ojcem jest dla nas Bóg, synowie to my, a 10 pomników to 10. Bożych Przykazań. Każdy z nas ludzi może je w swojej wolności przyjąć lub odrzucić. Czasem trzeba pokonać długą i – wydaje się nam po ludzku – ciężką drogę, aby zrozumieć ich wartość, ich znaczenie.

Tymczasem Bóg dał nam przykazania po to, aby porządkowały nasze życie. Przecież I tablica przykazań, obejmująca przykazania od I do III porządkuje naszą relację z Bogiem. Druga tablica natomiast, a z nią przykazania od IV do X porządkują naszą relację z człowiekiem.

Kiedy przykazania potraktujemy jedynie jak nieznośny ciężar, kneblowanie naszego niczym nieskrępowanego prawa wolności, to staną się one ciężarem nie do zniesienia. Staną się wtedy ciężarem, który natychmiast trzeba odrzucić w imię własnej wolności. Kiedy jednak przykazania odkryjemy jako skarb, jako dar dobroci Boga, staną się one drogowskazami. Wtedy odkryjemy ich prawdziwą wartość i pomogą nam one na drogach codziennego życia.

Najpierw pomogą nam one uporządkować naszą relację do Boga i drugiego człowieka w naszym codziennym życiu i staną się w nim punktem odniesienia. One w ten sposób poprowadzą nas do prawdziwej jedności, jedności z Bogiem i otaczającymi mnie ludźmi.

Pomogą nam również w dobrym przygotowaniu się do spowiedzi, w ich oparciu będziemy w stanie zrobić dobry rachunek sumienia. Wtedy nie ograniczymy się do słów “nikogo nie zabiłem, nikogo nie okradłem, więc nie mam grzechów i z czego ja się mam spowiadać?”.

Drodzy Bracia i Siostry!

Przypowieść o Miłosiernym Ojcu, którą dziś usłyszeliśmy w Ewangelii (por. Łk 15, 11-32), pokazuje nam bardzo wyraźnie drogę odejścia obu synów od ojca. Obaj popełnili grzech, jedna jest tylko między nimi różnica, że jeden uczynił to uciekając z domu ojca w dalekie kraje, a drugi pozostając w tym domu, ale będąc tam praktycznie niewolnikiem.

Ten syn, który odszedł od ojca, pokazuje nam wyraźnie drogę degradacji duchowej, jakiej doświadczamy popełniając grzechy, która z natury ma 4. stopnie. W jego historii na początku widać, że na jakiś czas po odejściu z domu starcza mu jeszcze duchowej siły, ale odcięty od źródła, jakim był ojciec, roztrwonił swój majątek – zmarnował dar, jaki otrzymał od ojca.

Czas głodu, o jakim mówi Ewangelia, pokazuje że można karmić się chwilowymi przyjemnościami, ale prędzej czy później ten prawdziwy głów, który jest w człowieku, zaczyna coraz bardziej doskwierać, człowiek czuje niedostatek i co gorsza, nie umie go zaspokoić przez rzeczy czy osoby, gdyż wciąż odczuwa jakiś niedosyt.

Metody, jakimi stara się zaradzić swojemu położeniu, to metody urągające ludzkiej godności. Wskazują one stopniowe staczanie się na samo dno, najpierw pasienie świń, a później jadanie ich strąków, których nikt mu nie dawał, ale musiał wykradać je świniom, by nie chodzić głodnym.

W ten sposób syn marnotrawny, jak go nazywamy, spada na samo dno. Nikt nie chce mu dawać strąków, które jadały świnie. Wszyscy, którzy wcześniej go otaczali gdy miał wszystko, opuścili go. Wtedy dopiero widzi opłakaną sytuację, w której się znalazł, czując że przecież to wydarzyło się z jego własnej winy.

Co robi marnotrawny syn? Wchodzi w siebie, podejmuje refleksję nad swoim życiem, nad losem jako go spotkał. Postanawia wrócić do tego, co ma wartość i tę wartość zobaczył dopiero z perspektywy dna, na jakie spadł. Jednak początkowo, walcząc bezwzględnie o swoją osobistą wolność, chce stawiać warunki, na jakich powrót się odbędzie. Zostaje jednak “rozbrojony” wielką miłością ojca, który wybiega mu na spotkanie, bo od dawna go wypatrywał.

I na tym etapie tej historii, jaką przedstawia nam Ewangelia, po 4. stopniach duchowej degradacji i upodlenia, sięgnięcia dna, ojciec zaczyna proces przywrócenia synowi marnotrawnemu jego prawdziwej godności. Ten proces naznaczony jest troską, miłością i prawdziwym miłosierdziem, które są rozbrajające.

Najlepsza szata, jak chcą niektórzy komentatorzy biblijni – to pierwsza szata, która syn posiadał w domu ojca, a którą porzucił, gdy uciekł z domu czy nawet szata samego ojca, którą on dzieli się ze swoim pogubionym dzieckiem. Ojcowie Kościoła widzą w tym znaku utraconą łaskę bycia dzieckiem Bożym, która dzięki darowi miłosierdzia zostaje przez Boga człowiekowi przywrócona, gdy się nawraca i wraca na Boże drogi.

Pierścień, jaki dają powracającemu synowi na palec, to znak pozycji człowieka, jaką ma w domu, to przywrócenie pozycji i godności, jaką syn miał wcześniej, zanim doszedł. Ojcowie Kościoła widzą w tym znaku obdarowanie sprawiedliwością i dowód wybrania przez Boga, które na powrót się dokonuje, kiedy człowiek wraca do Boga.

Sandały to symbol odzyskanej na nowo wolności. Niewolnikowi nie wolno było nosić sandałów na nogach, a ewentualnie mógł nosić sandały za swoim panem, aby gdy pan będzie ich potrzebował mógł je ubrać. Ojcowie Kościoła widzą w tym znaku owoc nawrócenia, a zatem wolność i mądrość, jaką spowodowały zdobyte w czasie odejścia i powrotu doświadczenia.

Syn marnotrawny wcześniej buntował się przeciw zasadom, jakie panowały w domu ojca, bo nie potrafił ich zrozumieć. Dziś, z perspektywy odejścia, upadku i powrotu zaczyna dostrzegać ich sens i nadzieje, jaką ze sobą niosą. Zaczyna rozumieć, że one nie są po to, aby go niewolić, ale po to aby chronić jego wolność. I wreszcie ostatnim znakiem jest muzyka i tańce. Ojcowie Kościoła widzą w tym znak zapanowania na nowo w tym domu, dotychczas naznaczonym smutkiem ojca z powodu straty syna, domowej atmosfery, radości z przebywania w nim wszystkich domowników.

Drodzy Bracia i Siostry!

Syn, który pozostał w domu, nie potrafi cieszyć się tak samo, jak ojciec. Ten drugi syn też się zagubił, choć nie ruszył się z domu na krok i wydawać się mogło, że jest idealnym synem ojca. On jednak żył w tym domu jak niewolnik, choć nie pisnął na ten temat żadnego słowa.

Być może nie miał takiej odwagi, jak syn marnotrawny, i brał się zmierzyć z buntem, jaki był obecny w jego sercu. On sam nie zdobył się na odwagę poszukiwania, choć syna marnotrawnego uważał za gorszego od siebie. Tymczasem w niczym nie był lepszy od niego, obaj tak samo się zagubili.

Obaj zaniedbali wewnętrzną relację z ojcem. Pierwszy z nich, nie mogąc znieść słów ojca i jego nakazów, wybrał ucieczkę. Drugi syn natomiast zastąpił prawdziwą relację ojciec – syn, relacją pan – sługa. Było ciepło i wygodnie, a to być może przynajmniej do chwili powrotu tego, który “roztrwonił majątek z nierządnicami” i zazdrości, że ten “gorszy” został tak uhonorowany.

Pogubienie pierwszego i drugiego syna może zdarzyć się każdemu z nas. Każdy z nas może przeżywać bunt w swoim sercu przecie zasadom, jakie Bóg wyznaczył swoimi przykazaniami. By na tej drodze się nie pogubić potrzeba jednego: zaufania do Boga i wytrwałego pójścia drogą 10. pomników, jakie przygotował nie po to, aby nas zgubić, ale by nas zbawić i uporządkować nasze życie.

I choć czasem gubimy się na drogach życia, jak jeden lub drugi syn, to jednak mamy wciąż szansę powrotu do domu ojca. Mimo duchowej degradacji, jakiej dokonał w nas grzech, mamy dany od Ojca dar ponownego przywrócenia godności bycia dziećmi Bożymi. O tym, jaka to droga, wspomina Miłosierny Jezus w rozmowie ze św. s. Faustyną:

Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia, tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mego z wiarą i powiedzieć Mu całą nędzę swoją, a cud Miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni

(Dz. 1448).

Niech te słowa staną się do nas zachętą ojca, który – jak w tej religijnej piosence – wciąż woła:

Wróć synu, wróć z daleka,
Wróć synu, wróć, Ojciec czeka.
I wychodzi na drogę,
I wygląda stęskniony,
Czy nie wracasz do domu,
Tyle razy odchodzisz
I powracasz skruszony,
A On zawsze dla ciebie,
Ma otwarte ramiona.
Wróć synu, wróć z daleka,
Wróć, synu wróć, Ojciec czeka.
Roztrwoniłeś swą miłość,
Z pustym sercem powracasz,
A On ciebie przygarnia, przebacza.
I wychodzi naprzeciw Ojca serce zbolałe:
Wreszcie, synu, wróciłeś, tak czekałem!

(piosenka “Wróć synu…”)

Amen.

Close Menu