Boże spraw, żebym nie zasłaniał sobą Ciebie,
nie zawracał Ci głowy, kiedy ustawiasz pasjanse gwiazdy,
nie tłumaczył stale cierpienia, niech zostanie jak skała ciszy,
nie spacerował po Biblii jak paw,
nie liczył grzechów lżejszych od śniegu,
nie załamywał rąk nad okiem Opatrzności,
żeby serce moje nie toczyło się jak krzywe koło,
żebym nie tupał na tych,
co stanęli w połowie drogi między niewiarą a ciepłem,
a zawsze wiedział, że nawet największego świętego
niesie jak lichą słomkę – mrówka wiary.
Drodzy bracia i siostry,
w ten szczególny, wielkoczwartkowy, a zarazem pierwszoczwartkowy wieczór rozpoczynamy naszą refleksję nad tymi tajemnicami słowami księdza Jana Twardowskiego, poety. I w ich świetle chcemy zobaczyć kapłaństwo i Eucharystię, a właściwie Eucharystię i kapłaństwo. Bo taka powinna być kolejność.
I najpierw, kiedy słyszymy Słowo Boże ze Starego Testamentu (por. Wj 12,1-8. 11-14), to widzimy tę zapowiedź uczty wolności, której centrum stanie się baranek bez skazy. Ten, którego ofiarują Izraelici. I kiedy będą go spożywali w gronie rodzinnym, będzie to zapowiedź Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata. Bo kiedy usłyszymy o rozdarciu się zasłony, to w tym samym momencie, gdy na krzyżu umierał Baranek Boży, który gładzi grzechy świata w świątyni jerozolimskiej, według tej instrukcji starotestamentalnej, przygotowano baranki na ucztę paschalną. I wciąż dla nas, pragnących tego Baranka Bożego, On sam w Eucharystii staje się pokarmem na wieczność.
I choć spowija Boga zasłona przaśnego chleba i czasem przyjdą gorzkie zioła naszej codzienności, które utrudniają nam tę codzienną drogę ku wieczności, to mamy wchodzić nieustannie na drogę prowadzącą z niewoli do wolności, od bożków naszego codziennego Egiptu do ziemi obiecanej jedynego i prawdziwego Boga, na tej drodze On sam nas umacnia sobą.
Odsłania przed nami, jak kiedyś przed Izraelitami, swoją tajemnicę i kiedy dziś będziemy – nalewając do kielicha wino z odrobiną wody – wypowiadali słowa modlitwy, której nie słyszymy, a kapłan w naszym imieniu to czyni, to Bóg będzie chciał nam dać udział w swoim bóstwie, jak sam dla naszego zbawienia przyjął nasze ludzkie człowieczeństwo.
I taka jest moc tego Ciała i znaczonej Jego krwią naszej duszy, jej wnętrza. Bo tak jak ona uratowała Izraelitów, którzy znaczyli krwią baranka bez skazy, odrzwia i progi swoich domów, i otrzymali prawdziwą pomoc i obronę, tak my otrzymujemy to przenajświętsze Ciało i przenajdroższą Krew naszego Pana Jezusa Chrystusa, abyśmy ocaleli i żyli, by stało się to, co śpiewaliśmy przed chwilą, że „kielich przymierza to krew Zbawiciela” (psalm responsoryjny).
Drodzy bracia i siostry,
Czasami można spotkać pesymistów, którzy twierdzą, że ludzie poprzez całą historie świata złamali wszystkie przymierza, które Bóg zawarł z człowiekiem i wciąż te przymierza łamią. Ale św. Paweł Apostoł przywołujący opis ostatniej wieczerzy (por. 1 Kor 11, 23-26), a jest to najstarszy opis biblijny, pokazuje nam jednak promyk nadziei, że tak naprawdę nie złamaliśmy wszystkich przykazań i przymierzy Boga, a to, którego żeśmy nie złamali, realizuje się w Eucharystii: „To czyńcie na moją pamiątkę”. Ile razy jest sprawowana na wszystkich ołtarzach świata Eucharystia, we wszystkich miejscach, nawet tam, gdzie nad głowami przelatują bomby i pociski, Ona zawsze niesie promyk nadziei.
To właśnie ta tajemnica na wzór św. Pawła jest przekazywana w Kościele przez wieki. To, co on otrzymał przekazał tym, którzy szli drogami wiary przed wiekami, a to co ja otrzymałem, mam na drogach wiary, na drogach mojej codzienności przekazać tym, którzy przyjdą po mnie, że Jezus tej nocy wziął chleb, dzięki uczynił, połamał i rozdawał jako swoje Ciało za nas wydane.
A następnie wziął kielich Nowego Przymierza we Krwi Jego i my wciąż czynimy to na pamiątkę Pana, bo używając słów św. Pawła, ilekroć spożywamy ten chleb i pijemy ten kielich, śmierć Pana głosimy, aż przyjdzie, a przyjdzie na pewno.
Drodzy bracia i siostry,
Na tę naszą drogę Bożej wolności Bóg zaopatrzył nas darem z wysoka, bo Chrystus jest z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (por. Mt 28, 20). I mamy być ludźmi pokornymi, niewyniosłymi, którzy za wskazaniem dzisiejszej Ewangelii (por. J 13, 1-15) schylają się do swoich stóp wzajemnie. Stóp ubrudzonych brudem grzechu i naszej codzienności. I mamy to czynić po to, byśmy wciąż nieśli sobie życzliwość, abyśmy nieśli zainteresowanie i troskę, by widać było, że na wzór Pana do końca żeśmy umiłowali.
I każdy z nas z jednej strony tego obmycia pragnie, a z drugiej strony tego obmycia potrzebuję, choć czasem potrafimy, jak Piotr, głośno wykrzyczeć nasze niezadowolenia i przed tą czułością się wzdrygamy i bronimy. A przecież to wynika wprost z tego naszego kapłaństwa chrzcielnego, by na wzór Pana to czynić, ale także, by przez te słabe kapłańskie dłonie.
By Bóg obmywał nasze stopy mocą Eucharystii, obmywał ludzkie dramaty, które rozgrywają się pod dachami naszych domów, w naszym sąsiedztwie, w naszym osobistym życiu. I stajemy dziś tego wieczoru rozpoczynając Triduum Paschalne właśnie po to przy tym ołtarzu, by wraz z tym, co działo się w katedrze do południa, kiedy kapłani w obecności biskupa odnawiali swoje przyrzeczenia, by tego wieczoru przy ołtarzu Pana zobaczyć się wzajemnie.
Wziąć wzajemnie za siebie odpowiedzialność i troskę, by znów. Na wzór księdza Jana Twardowskiego zachwycić się tą tajemnicą:
Własnego kapłaństwa się boję,
własnego kapłaństwa się lękam.
I przed kapłaństwem w proch padam,
i przed kapłaństwem klękam.
W lipcowy poranek mych święceń
dla innych szary zapewne,
jakaś moc przeogromna,
z nagła zaczęła się we mnie.
Jadę z innymi tramwajem,
biegnę z innymi ulicą,
Nadziwić się nie mogę
swej duszy tajemnicą.
Drodzy bracia i siostry,
Kiedy stajemy dziś przy tym ołtarzu, chcemy was prosić o dar szczególnej modlitwy, byśmy sobą przy tym ołtarzu nie przysłaniali Pana, ale byśmy czyniąc to na Jego pamiątkę, zgodnie z Jego wskazaniami, tak zwyczajnie i codziennie, jak i tak uroczyście, jak dzisiejszego wieczoru, byli tymi, przez których obecnych stanie się pośród nas nasz Pan i Zbawiciel, Baranek Boży, który gładzi grzechy świata.
Stanie się obecny, przez Ciało za nas wydane i Krew za nas przelaną, bo On czyni nas jednym Ludem Bożym, zdążającym mocą Eucharystii i tajemnicy kapłaństwa do wieczności, do tego momentu, kiedy z Nim się spotkamy. Amen.