Niewykorzystane talenty

Drodzy Bracia i Siostry!

Podobnie, jak tydzień temu słyszymy dziś znowu przypowieść o końcu świata. Jezus znów przypomina nam o tym, że każdy z nas będzie musiał zdać rachunek ze swego postępowania, gdy Jezus przyjdzie powtórnie na ziemię.

Tym razem Jezus mówi nam o bogatym człowieku, który wyjeżdżając daje talenty swoim sługom. Każdy z nich otrzymuje talenty zgodnie ze swoimi możliwościami. Jeden pięć, drugi dwa, a trzeci jeden talent. Od każdego z nich bogaty człowiek oczekuje pomnożenia ofiarowanych darów. Tak też się staje w wypadku pierwszego i drugiego sługi. Gdy Pan wraca po pewnym czasie do domu zaczyna rozliczać swoje sługi. Pierwszy, który otrzymał pięć talentów, przynosi kolejne pięć. Drugi, którzy otrzymał dwa talenty, przynosi kolejne dwa. Widać zadowolenie na twarzy ich Pana. Cieszy się, że słudzy dobrze postąpili i przynieśli pomnożone talenty: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” (Mt 25, 21. 23).

Na koniec przed bogatym człowiekiem pojawia się i trzeci sługa, który otrzymał jeden talent. Ten przychodzi i zwraca tyle, ile otrzymał co wywołuje gniew Pana. I słyszy ów sługa gorzkie słowa: „Sługo zły i gnuśny! Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajecie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma” (Mt 25, 26-29). Kiepski jest los owego sługi, którzy zostaje wyrzucony na zewnątrz, gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów (por. Mt 25, 30).

Drodzy Bracia i Siostry!

Najczęściej, gdy słyszymy słowa tej przypowieści, zwracamy uwagę na sługi, które postąpiły zgodnie z życzeniem swojego Pana. Zwracamy uwagę na tych, którzy pomnożyli otrzymane talenty. Dziś jednak zwróćmy naszą uwagę na słudze, który bał się swojego Pana i dlatego ze strachu zakopał talent, który otrzymał. Dlaczego tam postąpił?

Ostatni sługa wcale nie otrzymał małego daru. Talent bowiem, który dostał to 34 kilogramy złota lub srebra. Taka suma była równowartością zapłacenia za pracę człowieka w ciągu 6 tysięcy dni. Nie otrzymał więc wcale mało, choć mniej niż pozostali słudzy. Różnica polega jedynie na tym, że bał się swojego Pana i Jego reakcji, gdy wróci z podróży.

Dziś wiele słyszymy o ludziach, którzy inwestują pieniądze. Wielu mówi, że nie opłaci się tego czynić w banku, gdyż procent jest słaby, a w dodatku jeszcze od tego procentu zabiorą pieniądze na podatek dla państwa. Inni mówią, że można wzbogacić się na giełdzie, ale inwestowanie tam jest ryzykowne. Bowiem, jak szybko się zarobi, tak też szybko można stracić pieniądze na giełdzie. Wreszcie jest jeszcze trzecia grupa ludzi, którzy pieniądze pozostawiają w swoim domu, ale przecież wtedy tracą one na wartości.

Trzeci sługa z dzisiejszej Ewangelii bał się zainwestować powierzonego mu talentu. Bał się wykorzystać Boże dary. A przecież jedyna bojaźń, która powinna pojawić się w sercu człowieka, to tylko bojaźń przed Bogiem i tym, że nie wykorzystaliśmy Jego miłości. Przypomina nam o tym I czytanie, opisując mężną kobietę. Usłyszeliśmy tam słowa: „chwalić należy niewiastę, która się boi Pana” (Prz 31, 30).

Jednak, gdy człowiek ze strachu, zakopie dobro jak trzeci sługa, to wtedy nie tylko zmarnuje dar Boży, ale także zmarnuje czas, który został mu ofiarowany przez Boga. Wtedy nie będzie inicjatywy w życiu tego człowieka, nic nie zyska, a właściwie straci wszystko, bo straci wieczne zbawienie. Ciekawe jest to, że wiele osób, nawet w naszym środowisku nie lubi ludzi z inicjatywą. Sami nie wykorzystają daru, nic nie zrobią, ale inni też lepiej, aby nic nie robili. Jest to trochę myślenie w stylu: jak ja nic nie mam, to niech inni też nic nie mają.

Drodzy Bracia i Siostry!

Ta przypowieść ma przypomnieć każdemu z nas, że zostaliśmy powołani, aby właściwie korzystać z darów, które Bóg nam ofiaruje. Każdy ma obowiązek to czynić zgodnie ze swoimi możliwościami, zdolnościami. Bóg nie wymaga od nas czegoś ponad siły. Dlatego św. Paweł w II czytaniu zachęca nas: „nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi” (1 Tes 5, 6).

Każdy obowiązek na miarę swojej możliwości. Każdy z nas otrzymuje od Boga dobro. Ten dar mamy pomnażać i zwrócić Bogu rozwinięty. Nie otrzymujemy jednak tego daru tylko po to, aby się samemu nim cieszyć, wywyższać ponad innych ludzi, ale otrzymujemy go po to, aby tym darem dobra służyć innym ludziom. Dzisiejsza Ewangelia zachęca nas zatem do tego, abyśmy dary Boże traktowali jak własne.

Jezus Chrystus zachęca nas, abyśmy nie poddawali się lękom w naszym życiu, szczególnie przed tym, że ktoś nie doceni czynionego przeze mnie dobra, ale byśmy patrzyli na owoce swojego życia. Z tego właśnie będziemy musieli na końcu naszego życia zdać rachunek Bogu. W ten sposób Bóg zachęca nas nie do bohaterstwa w rzeczach wielkich, ale małych, jak owa kobieta z dzisiejszego I czytania. Nie robiła nic nadzwyczajnego, tylko pomnażała w sobie dobro.

Drodzy Bracia i Siostry!

Największym naszym skarbem i talentem jest nasze człowieczeństwo. Z tego daru można jednak skorzystać w rozmaity sposób. Można być dla innych człowiekiem albo, jak mówi przysłowie, można być dla innych wilkiem. Zapytajmy dziś samych siebie kim jestem dla innych?

Każdy z nas otrzymuje ten dar. Małżonkowie w życiu małżeńskim. Żyjący samotnie w samotnym życiu. Kapłani i zakonnicy w życiu kapłańskim i zakonnym. Każdy z nas ma być dla innych człowiekiem. Czy nim jestem? Wykorzystuje ten talent, pomnażam czy zakopuje?

Czasem, jak patrzy się na postępowanie ludzi wierzących, to trudno w nim poznać, że Bóg jest w ich życiu najważniejszy. Kiedyś mówiono o pierwszych chrześcijanach: „Zobaczcie, jak oni się miłują”. I to przekonywało do wiary. A dziś? Wielokrotnie można zmienić te słowa i powiedzieć „Zobaczcie, jak oni się nienawidzą”. A jak jest u mnie?

Dziś, gdy wokół nas tyle reklam, zachęt do kupowania wielu towarów, ulegamy im, bo mówią, że jak je zdobędziemy, to będziemy szczęśliwi. Słyszymy: „bądź sobą, wybierz Pepsi”, „zjedz wedlowskie Ptasie Mleczko, a będzie jak w niebie”, kup sobie to czy tamto, a będziesz żył pełnią życia. W tych sprawach ulegamy tak bardzo reklamie. Szkoda tylko, że w sprawach dobra, rozwijania darów Bożych, w sprawach wiary nie jesteśmy już tak skorzy do ulegania Bożemu Słowu. Amen.

Close Menu